2016-12-31

Krótkie streszczenie roku 2016

  Rok 2016 z pewnością był dla mnie przełomowy. Żałuję, że miałem tak mało czasu na spisywanie tego co się działo. Liczę na to, że ten post będzie swego rodzaju podsumowaniem, do którego będę czasem sięgał, żeby szukać motywacji i inspiracji do dalszych działań! Pewnie i tak nie uda mi się spisać wszystkiego miesiąc w miesiąc, ale może uda mi się odtworzyć przynajmniej część wspomnień. Przygotujcie się na długi wpis.

❄❄❄

STYCZEŃ

  Początek tego roku nie był dobry. Skomplikowało się u mnie kilka spraw rodzinnych, i szczerze mówiąc były takie okresy, kiedy wyszukiwałem na YouTubie "smutne depresyjne piosenki", kładłem się na łóżku i potrafiłem tak leżeć przez kilka godzin... (Tak, ludzie mojego pokroju też mają problemy emocjonalne.)


  W styczniu zapisałem się na kurs prawa jazdy. Pamiętam te wszystkie godziny przejeżdżone z moją instruktorką. Czasami naprawdę traciłem nadzieję, że jest mi dana kariera kierowcy, ale początki lubią bywać ciężkie.


  Wraz z Margaret i Mary wzięliśmy udział w przeglądzie kolęd i pastorałek. Był to mój pierwszy publiczny występ, bardzo się stresowałem, ale z tego co wiem - wszystkim się podobało.


  Może jest to mało istotne, ale na początku roku zakochałem się w łyżwach. Niemalże co drugi dzień spędzałem na lodowisku. Trochę się boję, że wszystkie te pieniądze, które wydałem na wypożyczenie łyżew starczyłyby mi na własne łyżwy, ale co tam.


LUTY

  W lutym oficjalnie powstał nasz zespół parafialny. Może nie jesteśmy wybitnymi muzykami, ale zawsze mamy głowy pełne pomysłów na aranże, oraz WSPANIAŁĄ nauczycielkę śpiewu, dzięki której już nie wyję jak >mordowany< morświn.


MARZEC

  Marzec był pod pewnym względem wyjątkowy. Szesnastego marca skończyłem 18 lat. Moje znajomki zadbały o to, żebym nie zapomniał tego dnia, i do tej pory pamiętam rozśpiewaną trupę pod moim domem! 


  W Niedzielę Palmową w Jawiszowicach ukazała się gazetka parafialna z pierwszym komiksem o Ewangelii. Był to niejaki przełom, bo od tej pory komiksy w gazetce pojawiają się regularnie co tydzień. Zazwyczaj przedstawiają śmieszne sytuacje, które zachęcają do przeczytania całej Ewangelii.


KWIECIEŃ

  Kwiecień też był dość ambitnym miesiącem. W kwietniu odbyły się moje pierwsze praktyki zawodowe w pobliskiej drukarni. Nie ukrywam, że bardzo mi się spodobały, a praca grafika, jest stanowczo tym, co chcę robić w życiu.


  Mniej więcej w tym miesiącu stwierdziłem, że najwyższy czas zrzucić parę kilo. Zaczęło się od tak zwanej "głodówki zdrowotnej". Kiedy w cztery dni ubyło mnie 2 kilo stwierdziłem: "Ej, chudnięcie nie jest niemożliwe". Dziewięć miesięcy później - w grudniu - ważę około 35 kilo mniej. Nie pytajcie mnie jak, może kiedyś się rozpiszę na ten temat, ale myślę, że sam fakt jest wart zapamiętania.

*kiedyś również byłem patriotą, co objawiało się w obuwiu...

MAJ

  W maju zaczęła się ładna pogoda, a co za tym idzie - zaczął się sezon na rower. Kocham jazdę na rowerze i postanowiłem w tym roku lepiej poznać okolicę. Aktualnie nie ma miejsca w powiecie Oświęcimskim, w którym bym się zgubił, albo błądził dłużej niż 20 minut.



  Wraz z Margaret i Mary byliśmy na prymicjach znajomego księdza. Prymicje to takie wesele, tylko nie ma żony. Nie ukrywam, że nigdy wcześniej nie byłem na czymś takim, ale całkiem mnie to zaciekawiło i... Przekonało, że jednak nie chcę być księdzem ;)


  Może nie jest to powód do dumy, ale w tym miesiącu dwa razy oblałem egzamin na prawo jazdy. Za każdym razem dostawałem egzaminatorkę - kobietę. Myślałem, że to jakieś fatum, więc kiedy podchodziłem do egzaminu po raz trzeci, a moje nazwisko wywołała kobieta - straciłem wszelką nadzieję. Niesłusznie - okazało się, że trzecie podejście było najbardziej udane! 


CZERWIEC

  W czerwcu odebrałem moje prawo jazdy. Nawet nie wyobrażacie sobie jak cudownie jest przerzucić się z autobusów na samochód. Wszędzie można dotrzeć, nie marnuje się czasu na czekanie, nerwów na bieganie po przystankach i pamięci na dziesięć rozkładów jazdy.


  Przy okazji wciągnąłem Margaret i Mary w pewien muzyczny projekt, a mianowicie nagrywanie hymnu Światowych Dni Młodzieży w języku Suahili. Po ogromnej liczbie godzin spędzonych na nagrywaniu, śpiewaniu i hasaniu po polach w końcu otrzymaliśmy całkiem satysfakcjonujące efekty w postaci piosenki i teledysku:


LIPIEC

  Lipiec będzie kojarzył mi się głównie ze Światowymi Dniami Młodzieży. Pomimo, że minęło już wiele czasu, dalej czuję zażenowanie, żal i żałość, kiedy przypomnę sobie o tym wielkim survivalu. Do tej pory mam odruch wymiotny, kiedy widzę to czerwono-niebiesko-żółte logo. Jak już kiedyś pisałem [KLIK] ŚDM to super impreza, ale w bogatych państwach...


  W połowie miesiąca kupiłem swoje pierwsze rolki. Na początku jazda na rolkach szła mi okropnie, do tej pory mam bliznę po moim pierwszym hamowaniu... Coś czuję, że chyba zostanie ze mną na zawsze, ale tak bardzo zakochałem się w rolkach, że dzisiaj jeżdżę przy każdej możliwej okazji, testuję nowe miejsca i planuję zakup nowych kółek (w pięć miesięcy moje rolki postarzały się o pięć lat, chyba zbyt intensywnie je eksploatowałem).


  Jako super zgrany katolicki zespół - wraz z Mary i Margaret pojechaliśmy na wakacje do Bukowiny Tatrzańskiej. Powiedzmy, że był to swego rodzaju survival, ale nie na takim poziomie jak ŚDM. Raczej przysposobienie do samodzielnego życia.


SIERPIEŃ

  Ostatnie chwile wakacji przywołują mi na myśl wspaniały wyjazd do Harendy [KLIK]. Pomimo, że wróciłem stamtąd jako umierający psychicznie kłębek nerwów, to wyjazd wspominam bardzo dobrze. Głównie ze względu na ludzi jakich poznałem. 


WRZESIEŃ

  Może nie jest to ambitne wspomnienie, ale kiedy tylko nadeszła jesień - pojechaliśmy do babci na wykopki (to już taka nasza nieoficjalna rodzinna tradycja). Jak co roku było dużo śmiechu. Tym razem jednak babcia zainwestowała w wynajem kombajnu, więc nie musieliśmy biegać po całym polu z workami na ziemniaki.


  Jeśli się nie mylę - we wrześniu wystawiliśmy pierwsze przedstawienie w ramach programu "Profilaktyka a Ty". To dość skomplikowana historia, w każdym razie wiąże się z wieloma nowo poznanymi, wspaniałymi ludźmi, dzięki którym mam w końcu jakichś sensownych znajomych w szkole. Aha, i kiedy mieliśmy próby na nasze przedstawienie - moja wspaniała klasa pod moją nieobecność okrzyknęła mnie skarbnikiem klasowym... Chyba jeszcze nie byli świadomi jaki błąd popełnili...


PAŹDZIERNIK

  Niewiele pamiętam z tego miesiąca (a przecież to tak niedawno...). Na pewno w międzyczasie odbyło się kilka (a może nawet więcej) osiemnastek. I powiem wam coś - jeśli chcecie się dobrze bawić na osiemnastkach, to nie spieszcie się ze zdawaniem prawa jazdy.


  Jednym z ciekawszych październikowych wydarzeń było Halloween. Odkąd sięgam pamięcią - zawsze uwielbiałem Halloweenowe wypady na maratony horrorów. W tym roku pojechaliśmy ze znajomymi na noc horrorów do Oświęcimia. Jednym z filmów był "Kiedy gasną światła". Fabuła opierała się na tym, że gdy gasło światło pojawiał się duch jakiejś dziewczyny. Nawet nie wiecie jak bardzo wpłynął na moją psychikę...


LISTOPAD

  Może listopad nie był jakoś szczególnie rozmaitym miesiącem, ale jednak dość ważnym. W listopadzie napisała do mnie reporterka "Dzień Dobry TVN" z pytaniem, czy zechcielibyśmy opowiedzieć coś o naszych komiksach w gazetce parafialnej. Nawet nie wiecie jaki to był stres!


  W międzyczasie udało mi się załapać na całkiem fajną fuchę. Znajoma dla której kiedyś robiłem plakaty i inne grafiki podrzuciła mój e-mail kumplowi, który pracuje dla pewnej wytwórni, która akurat poszukiwała grafika (tak, to dość skomplikowane). W każdym razie skończyło się na tym, że ich szef zobaczył moje prace i zostałem poproszony o zaprojektowanie okładki płyty. Nie było to łatwe, ale w końcu się udało, i mam nadzieję, że coś wyniknie z tej współpracy!


GRUDZIEŃ

  W grudniu organizowaliśmy mikołajki dla domu dziecka. Dzieciaki pisały listy do Świętego Mikołaja, i poszczególne klasy wybierały co chcą kupić któremu dziecku. Nasza klasa wybrała odkurzacz dla dwudziestoletniego Karola, który - jak pisał - chce dostać odkurzacz, by się usamodzielnić. Skończyło się na tym, że tylko 6 osób dało mi pieniądze. Nawet nie pytajcie jak kupiłem odkurzacz za sześć dych...


  W połowie grudnia w końcu dogadaliśmy się z reporterką TVN, która wpadła do nas z ekipą, żeby nakręcić ten wiekopomny reportaż o komiksach w gazetce parafialnej. Spędziliśmy około 6 - 8 godzin na kręcenie materiału... Ale muszę przyznać, że jak na pierwszy reportaż - wyszedł nam całkiem nieźle!


  To jeszcze nie koniec przygód z chrześcijańskimi komiksami. Kilka dni po ukazaniu się reportażu napisał do nas dziennikarz z Gazety Krakowskiej. Zainteresowanie naszymi komiksami nie skończyło się na telewizji, udzieliliśmy krótkiego wywiadu, który możecie przeczytać klikając w obrazek poniżej ;)

 Tworzą komiksy o Chrystusie

 Na sam koniec roku, dokładnie we Święta dopadła mnie grypa. Akurat kiedy mieliśmy grać na świątecznych mszach. Po całym pięknym, szczęśliwym roku musiała przyjść zimowa kumulacja porażki, ale cóż... Przynajmniej zyskałem trochę czasu dla siebie.


❄❄❄

  Chyba skończyły mi się wspomnienia i osiągnięcia na ten rok. Od zawsze uważałem "6" za moją szczęśliwą liczbę, ale w zestawieniu z "201..." jak widać działa jeszcze lepiej. W skali od 1 do 10 oceniam ten rok na 9. Liczę na to, że 2017 będzie jeszcze bardziej produktywny, ale jednocześnie na to, że będę miał trochę więcej czasu dla siebie (nie wiem czy jest to możliwe, ale pomarzyć zawsze można). Najbardziej zadowolony jestem w sumie z trzech rzeczy:

  Z mojej "kariery grafika", zarówno od strony komiksów o Jezusie, projektanta okładek płyt, oraz (może nieco mniej) aktora w polsko-afrykańskich teledyskach. (Pomijam fakt kariery fotografa na większości imprez, bo to chyba nieistotne.) Mam nadzieję, że całe moje "doświadczenie zawodowe" przełoży się na powodzenie w poszukiwaniu pracy w przyszłości.

  Z utraty prawie 30% wagi. Do tej pory nie wiem jak ja to zrobiłem. Podobno utrata 25% wagi jest pierwszym z widocznych objawów anoreksji, ale szczerze mówiąc w moim przypadku miłość do pizzy i kebaba jest większa niż jakaś tam choroba...

  Z nowych znajomości które zawarłem na kolonii i w szkole. Poznałem może ze trzydzieści nowych ludzi, z czego z przynajmniej dziesięcioma mam bardzo dobry kontakt. I mam nadzieję, że wraz z nadejściem nowego roku nie nadejdzie do nas fala amnezji i będziemy się w miarę regularnie widywać.

  Co do postanowień noworocznych - nie mam jakichś szczególnych zamiarów, chciałbym tylko kontynuować szczęśliwą passę z ubiegłego roku. No, i może nie spoufalać się tak z ludźmi, bo dostosowywanie się do środowiska, to fajny sposób na życie, ale nie na dłuższą metę. Lepiej znaleźć środowisko dostosowane do siebie.

  Może koniec tego chwalenia się. Na koniec chciałbym wam tylko życzyć szcześliwego nowego roku. Obyście byli z niego zadowoleni tak jak ja z 2016, albo nawet jeszcze bardziej! Grunt, żeby tylko następny rok nie był gorszy ;) Pamiętajcie, żeby wszystkim się cieszyć, nie brać do siebie porażek (ale uczyć się z nich), śmiać się z każdej niefortunnej sytuacji i podchodzić do życia z dystansem. No i czasami płakać, ale tylko w razie konieczności. Idę świętować sylwestra, jeszcze raz - szczęśliwego nowego roku!