2015-11-16

LISTOPAD #3 Ten listopad zaczyna mnie męczyć...

16 LISTOPADA - PONIEDZIAŁEK

  Ten dzień od rana źle się zapowiadał...  Było mi niedobrze, bolała mnie głowa i miałem wszelkie inne objawy jakiegoś wirusa... Napisałem do mamy, żeby załatwiła mi zwolnienie u wychowawczyni...


  Po jakimś czasie oczywiście znalazł się jakiś autobus. Co nie zmienia faktu, że zwolniłem się około 9:00, a w domu byłem dopiero o 13:00... Daily autobusy...

  W międzyczasie musiałem słuchać o perypetiach "miłosnych" znajomego z klasy, który nie wiedzieć dla czego - był zafascynowany moją znajomą...

17 LISTOPADA - WTOREK

  Zaczęło się nieźle... Zaspałem na autobus, ale na szczęście zdążyłem na lekcje. Głównie dlatego, że nauczycielka nieco się spóźniła.

  Przy okazji spotkałem koleżankę o którą wczoraj wypytywał mnie randomowy gość z klasy. Była nieco przerażona, ale na pewno nie aż tak, jak ja z racji te, że w szkole grasuje GG-gej podrywacz... Do tej pory cieszę się, że nie wysłałem mu swojego zdjęcia...

  Przy okazji okazało się, że nie mamy dzisiaj WFu, więc kończyliśmy dwie godziny wcześniej!  Mogłem przeznaczyć nieco więcej czasu na grę na keyboardzie, bo ostatnio idzie mi - delikatnie mówiąc - kiepsko...

18 LISTOPADA - ŚRODA

  Dzisiaj był bardzo "bogaty" dzień. Pisaliśmy wypracowanie klasowe na języku polskim. A na WOSie omawialiśmy bardzo ważne życiowe kwestie.



  Ale i tak największy fail tego dnia popełniła Maddie, kiedy wracaliśmy do domu... Wraz z kilkoma kumplami z mojej klasy rozmawialiśmy o najnowszych premierach filmowych...



  Ech... I weź tu potem traktuj rudych ludzi normalnie...

19 LISTOPADA - CZWARTEK

  Nie jestem pewien czy ten dzień mogę zaliczyć do szczęśliwych, czy też nie. Dzisiaj zaczynaliśmy lekcje o trzy godziny później niż zwykle. Niestety - stało się tak dlatego, że krewny naszej nauczycielki miał wypadek, więc nie mogła przyjść do pracy.

  Zaczęliśmy od lekcji polskiego. Później okazało się, że nie ma religii i jesteśmy zwolnieni o godzinę wcześniej. Nie było mi to na rękę, bo i tak musiałem zostać dłużej, żeby iść do szkoły muzycznej. Udało mi się - w pewnym sensie - upchnąć na lekcję do klasy Judy.



  Jakoś przeżyłem ten WDŻ. Później jechałem już prosto na muzykę. Przyznam, że pani która mnie uczy może być narażona na problemy ze stanami umysłowymi, bo raz potrafi mnie strasznie pojechać za to, że nic nie umiem, a zaraz potem chwalić za zagranie czterech taktów...

20 LISTOPADA - PIĄTEK

  O tym dniu mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że był pechowy. Zawsze gdy jeżdżę do szkoły mam dwie opcje - jechać o 7:07 z przesiadką, lub jechać o 7:36 bez przesiadki spod domu (spóźniam się). Niestety - dzisiaj autobus jadący po 7:07 miał dość duże opóźnienia, więc kiedy się przesiadałem - wsiadłem do tego, który jechał o 7:36. Tak oto straciłem 30 minut z życia...

  Ach, i przy okazji dostałem 1 z angielskiego, rozbolała mnie głowa a w szkole spotkałem wielu ludzi, których nie chciałbym spotkać. Całkiem super dzień...

21 LISTOPADA - SOBOTA

  Po niefortunnym piątku nadszedł czas na nieco luzu. W sobotę wraz ze znajomymi udaliśmy się do kina na ostatnią część "Igrzysk Śmierci". Było bardzo ciekawie... Zwłaszcza kiedy kupowaliśmy bilety...



  Czyli jednak istnieją jeszcze bezinteresowni ludzie na tym świecie! Płacić 10 zł zamiast 15 - to już coś!

  Kiedy poszliśmy kupić jakiś prowiant do sklepu, zauważyłem ochroniarza stojącego przed wejściem. Nie byłoby w tym nic dziwnego, ale po dogłębniejszej wzrokowej analizie doszedłem do wniosku, że ot mój znajomy, który w zeszłym roku skończył szkołę. Nasza relacja opierała się głównie za wzajemnym wyzywaniu się.



  Kiedy przechodziłem obok niego zacząłem wiercić go wzrokiem. Świadomość, że nie może mnie obrazić była cudowna! Ale chyba w pewnym momencie prawie nie wytrzymał...



  Kilka kroków później Steve wpadł w lekką panikę...



  Później oczywiście zorientował się, że to był mój znajomy, ale pierwsza reakcja była bezcenna...

  Co do samego filmu - bardzo mi się podobał (pomimo, że nigdy nie oglądałem "Igrzysk...") i trochę żałuję, że nie obejrzałem wcześniej poprzednich części. Ale cóż... chyba będę miał jeszcze czas na nadrobienie tego.

22 LISTOPADA - NIEDZIELA

  Dzisiaj w naszym domu - jak co niedzielę - odbyła się kolejna afera o kościół. Rodzice chyba w pełni nie rozumieją moich poglądów religijnych związanych z kościołem i jego podejściem do wiary, ale dzisiaj po raz kolejny potwierdziły się moje poglądy.



  Chyba nigdy nie zrozumiem celu publicznej katechizacji (o ile tak to można nazwać) ale cóż...

2015-11-09

LISTOPAD 2015 #2 Zaczynam bać się o moje życie.

9 LISTOPADA - PONIEDZIAŁEK

  Wiecie czego nie cierpię w poniedziałku? Matematyki na drugiej lekcji... Serio, to nie najlepszy pomysł, żeby zaraz po weekendzie była matematyka, a jeszcze gorzej - sprawdzian... Pomimio dobrych intencji mojej nauczycielki - nie potrafię pozbierać się w poniedziałek.


10 LISTOPADA - WTOREK

  Dzień nie zaczął się najlepiej. Kiedy rano ja, Kattie i Maddie jechaliśmy do szkoły przypadkiem wsiedliśmy do lini 28, która jeździ kilka minut po lini 26. Nie wiedzieć dlaczego - 28 przyjechało wcześniej i już przystanek później postanowiliśmy się przesiąść.


  Sprawa z autobusami jest o tyle zagmatwana, że w 28 jeździ kilku ludzi, których nie lubimy, a w 26 tylko jedna osoba, któej nie lubimy, więc na logikę - bardziej opłaca się jeździć w 26, bo nie jest skażone.

  W szkole czekał mnie ciężki dzień... Wiąże się to z pewną historią...

  Otóż jakiś czas temu na GG napisał do mnie jakiś szesnastolatek, pytając mnie o orientację seksualną... Zrozumiałem, że to kolejny niespełniony seksualnie młodzieniec poszukujący "miłości" w internecie... Postanowiłem zrobić sobie żarty i pisałem z nim przez chwilę. Udawałem, że faktycznie interesuje mnie jego "propozycja", ale po dziesięciu minutach był tak napalony, że wysłał mi swoje zdjęcie... Okazało się, że mieszka w tym samym mieście, w którym się uczę, więc jak najszybciej zakończyłem tę "znajomość".


  Na domiar złego okazało się, że on chodzi DO TEJ SAMEJ SZKOŁY co ja! Koleżanka z klasy poinformowała mnie, że nawet wie gdzie on ma lekcje. To było dziwne uczucie mijać go na korytarzu. Jak ja się cieszę, że nie wysłałem mu zdjęcia czy coś takiego...

  Po tym - jakże stresującym dniu w szkole (koledzy ciągle się ze mnie nabijali, że mam "branie") przyszedł czas na "relaks". Konkretniej - chodziło o spotkanie u Steve'a, które miało być jego urodzinami (późnionymi ponad 10 dni).

  Ogólnie było świetnie. Bawiliśmy się (oczywiście kulturalnie), jedliśmy, oglądaliśmy film (a właściwie to tylko fragment filmu) i robiliśmy wiele innych fajnych rzeczy. Zamówiliśmy nawet pizzę, ale nie spodziewaliśmy się, że we wtorek będzie taki ruch w pizzerii...


  Chyba nigdy nie zjedliśmy pizzy z takim zaangażowaniem, ale cóż... Grunt, że zabawa się udała, a Steve w końcu może oglądać filmy dozwolone od 16 roku życia.

11 LISTOPADA - ŚRODA

  O środzie nie warto pisać wiele. Był to 11 listopada, więc mieliśmy wolne. I WCALE nie zamierzałem płakać z powodu przepadających lekcji matematyki i polskiego.

12 LISTOPADA - CZWARTEK

  Ten czwartek był OKROPNY! Kiedy rano przeglądałem facebook rzucił mi się w oczy pewien post...


  Stwierdziłem, że to bardzo fajna okazja, bo ja i moi przyjaciele jesteśmy uzdolnieni muzycznie, a z komentarzy pod tym postem wnioskowałem, że nasza "konkurencja" nie miała by więcej niż 12 lat.

  Tak więc jak szybko się dało - zacząłem organizować tekst, opracowywać bit, organizować podkład i robić wiele innych niezbędnych rzeczy. Naprawdę twierdziłem, że to idealna okazja, żeby zrobić kolejny krok w kierunku kariery, ale moi znajomi najwyraźniej myśleli inaczej...


  Ech... Czasami mam wrażenie, że nie ma nadziei dla nasze kariery. Ale to nie stracone marzenia były najgorsze tego dnia... Gdy wracałem do domu autobusem - załamałem się. Niby sprawa mnie nie dotyczyła, ale i tak czułem się poirytowany.


  Nie mam pojęcia kim był facet siedzący przede mną, ale jego wypowiedzi skierowane do przypadkowych dziewczyn świadczyły o tym, że miał bardzo ubogie życie seksualne, a bardzo wysokie ambicje...

13 LISTOPADA - PIĄTEK

  Dzisiaj mieliśmy w szkole dzień wolny. No, może nie do końca... Byliśmy na takiej jakby wycieczce klasowej. Wraz z naszą wychowawczynią szliśmy do baru żydowskiego na film i wykład dotyczący tolerancji...

  Jeśli mam być szczery - nienawidzę takich wykładów, gdzie przez dobrą godzinę próbuje się ładnie ubać w słowa, że trzeba tolerować innowierców, osoby chore, te o innej orientacji i kolorze skóry... Jak da mnie tego typu pogadanki jeszcze bardziej zwracają uwagę na coś, co mają na celu nam "zobojętnić". To dość skomplikowane... Może kiedyś przeznaczę oddzielnego posta na moje poglądy dotyczące tolerancji...

14 LISTOPADA - SOBOTA

  Ta sobota była pirkielnie nudna, chociaż działo się dość sporo... Po południu wpadła do mnie Maddie. Ostatnio mój znajomy wciągnął ją w pewien fandubbingowy projekt, i teraz ja jestem jej "mentorem".

  Wieczorem mieliśmy się wybrać na spotkanie dla wolontariuszy ŚDM, ale jak to zazwyczaj bywa - pojechałem sam z kilkoma starszymi kumplami z naszej oazy. Już na początku spotkania - w czasie adoracji aktywował się mój pech...


  No, ale nie ma tego złego... Spotkałem tam moje dobre znajome. Zawsze ciekawie mi się z nimi rozmawia, ale tym razem rozmowa zaintrygowała mnie jeszcze bardziej niż zwykle...


  Ogólnie spotkanie było ciekawe... Niestety gospodarze stwierdzili, że fajnie byłoby obejrzeć jakiś film. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że wybrali jakiś film historyczny...

  Kiedy wróciłem do domu - czekała mnie kolejna niespodzianka. Okazało się, że mamy gości: moją byłą nauczycielkę angielskigo (koleżankę mamy) i jej nowego fagasa (czyt. Chciała nam przedstawić swojego chłopaka) więc nie było mi dane spokojnie przeżyć ten wieczór...

15 LISTOPADA - NIEDZIELA

  Ta niedziela była dość... Pracowita... Babcia stwierdziła ostatnio, że ma brzydki kolor w pokoju i musi koniecznie go przemalować. Tak więc niedzielę spędziliśmy na wynoszeniu mebli z pokoju dziadków. Dzadkowie w związku z tym musieli wynieść się spać do kuchni... Szkoda, że zapomniałem o tym, kiedy szedłem przez kuchnię na strych poszukać jednej książki...

2015-11-02

LISTOPAD 2015 #1 Ten miesiąc zapowiada się ciekawie!

2 LISTOPADA - PONIEDZIAŁEK

  To był kolejny, długi, nudny poniedziałek. Kiszenie się w szkole do 15:00 to prawdziwa udręka. Po szkole stwierdziłem, że nie mam nic szczególnego do zrobienia, więc postanowiłem upichcić ciasto drożdżowe. Ale po 9 godzinach poza domem chyba straciłem zdolność do myślenia...



3 LISTOPADA - WTOREK

  Dzisiaj miał nastąpić wielki dzień... Miałem w końcu jechać do fryzjera! Nie lubię jeździć do fryzjera we wtorki, bo na ostatniej lekcji mam WF, a spocone włosy u fryzjera to zła opcja.

  Na szczęście - dzisiaj WF skończył się piętnaście minut wcześniej. Niestety - nasz wuefista nie chciał nas wypuścić, ale jakoś sobie poradziliśmy...



  Kiedy już dojechałem do fryzjera - stało się to, czego obawiałem się najbardziej. W czasie oczekiwania wysłuchałem BARDZO EKSCYTUJĄCYCH opowieści...

4 LISTOPADA - ŚRODA

  Ech... Nasza nauczycielka od polskiego zawsze zgrywała surową i groźną, ale dzisiaj - w mojej opinii - przegięła. Rozumiem, że można wymagać od ludzi, ale w granicach możliwości...



  No, sorry... Myślałem że zaraz wstanę i zrobię coś tej pani... Chyba rozumiecie o co mi chodzi... Do tego od dłuższego czasu z llekcji na lekcje dostajemy zadania domowe, zadnia dodatkowe które nieraz musimy przynosić nawet wtedy, kiedy nie mamy polskiego... Ech... Coś czuję, że matura będzie OKROPNA...

5 LISTOPADA - CZWARTEK

  Jak zawsze lubię czwartki,  tak ten czwartek okazał się okropny. Nie umiałem nic na polski, nic na muzykę, i w ogóle nie miałem chęci do życia... Powiedzmy, że miałem jeden z tych okropnych, leniwych dni...

5 LISTOPADA - PIĄTEK

  Piątek był niezwykle nudny, ale i tak się cieszyłem, bo to w końcu piątek. Na ostatniej lekcji mieliśmy mieć sprawdzian z angielskiego zawodowego. I w tym dniu stwierdziłem, że jestem dobry aż do szpiku kości...


  Nie wiem dlaczego to nawet nie przyszło mi do głowy... Mógłbym szantażować drugą grupę i ubić niezły targ sprzedając im zdjęcie sprawdzianu... Ech...


6 LISTOPADA - SOBOTA


  To miał być piękny, produktywny dzień, ale niestety - wstawanie po godzinie 11:00 nie może skończyć się dobrze. Stwierdziłem jednak, że skoro już i tak zmarnowałem ten dzień, to czemu by nie zmarnować go do końca?



  Postanowiłem trochę pobawić się "muzyką". I o ile tworzenie muzyki cyfrowej idzie mi dobrze - o tyle gra na żywo kończy się tragicznie. Może to z powodu mojej gitary?





7 LISTOPADA  - NIEDZIELA


  Może to nikogo nie zdziwi, ale całą niedzielę spędziłem na nauce na CTG. Mam złe przeczucia co do mojej oceny końcowej, przy ocenach cząstkowych: 1 i 1. Ale nie jestem jedynym, który ma takie oceny.., Właściwie w naszej klasie WSZYSCY mają takie oceny...