2015-10-26

PAŹDZIERNIK #5 Same potworności!

26 PAŹDZIERNIKA - PONIEDZIAŁEK

  Ten poniedziałek był TOTALNĄ porażką! Okazało się, że cała szkoła miała dzisiaj napisać test diagnozujący wiedzę z zakresu 1 klasy z języka polskiego... Myślałem, że będzie dobrze, ale kiedy dostałem ten test, uświadomiłem sobie, że NIC nie umiem... Może to wszystko przez wielkie zamieszanie z zadaniami domowymi z języka polskiego, których jest multum, a czasu jest mało..?

27 PAŹDZIERNIKA - WTOREK

  Kocham wtorki. Wtorek to jedyny dzień, w którym kończę lekcje o 13:00 i jestem w domu o 14:30 (Życie na wsi tak działa... Wracasz do domu przez półtorej godziny...) Może tylko gdyby nie było WF-u, to ten dzień byłby dużo piękniejszy, ale cóż... Nie mam zbyt na co narzekać.

28 PAŹDZIERNIKA - ŚRODA

  W przeciwieństwie do wtorków - nienawidzę śród. Może z wyjątkiem tej. Dzisiaj okazało się, że nie mamy polskiego i religii, a co za tym szło - zaczynaliśmy lekcje 3 godziny później niż zwykle! Nawet nie wiecie jakie to było wspaniałe uczucie - wstać o 8:00 zamiast o 6:00...

29 PAŹDZIERNIKA - CZWARTEK

  Pewnie nikogo to już nie dziwi, ale jak co czwartek poszedłem na lekcje muzyki. Niestety - w tym tygodniu było jeszcze gorzej niż w zeszłym. Pewnie to dla tego, że ostatnimi czasy spędzam praktycznie cały czas na nauce polskiego.

30 PAŹDZIERNIKA - PIATEK

  No, to teraz się zacznie... W piątek miało odbyć się nasze szkolne Halloween. Nasza klasa stwierdziła, że to dobra okazja, żeby urządzić szkolną "wycieczkę". Niestety - nasza klasa (a szczególnie ta część, która mieszka w Oświęcimiu - kilka kilometrów od szkoły) nie rozumie tego, że niektórych bardzo ogranicza ogległość...


 

  W każdym razie: jako "przedstawiciel" szkolnej telewizji miałem za zadanie biegać po szkole, robić zdjęcia i zbierać słodycze, a odwołane lekcje bardzo mi w tym pomogły!

  Ogólnie nasza mała ekipa zebrała się (wszyscy byli przebrani) i chodziła od klasy do klasy zbierać słodycze, które potem mieliśmy przekazać na pobliski dom dziecka. Było to bardzo... ciekawe doświadczenie.


  W ogólnym rozrachunku zebraliśmy CAŁĄ GÓRĘ słodyczy. Pomimo że w międzyczasie wynikło wiele nieporozumień (związanych jak można się domyślić z naszą organizacją). No, ale grunt, że będziemy mieli co dać dzieciom z domu dziecka.

HALLOWEEN

  Jak pewnie wielu z was wie - KOCHAM HALLOWEEN. Od jakichś trzech lat, rok w rok chodzę do pobliskiego kina na "Filmowy wieczór z dreszczykiem", czyli maraton dwóch/trzech Horrorów, gdzie bilet na jeden film kosztuje około 12 zł.

  Oczywiście nie obyłoby się bez problemów. Już nie będę wspominał o problemach z dojazdem, bo są ludzie, którzy sprawiają więcej problemów niż jakiśtam dojazd.


  Kiedy WSZYSTKIE niejasności przeminęły - mogliśmy spokojnie wyjechać do kina. Udało nam się (prawie) bezproblemowo zakupić bilety (musiałem przekalkulować ile miejsc bierzemy, biorąc pod uwagę fakt, że Maddie i jej siostra nie chciały zostać na drugim filmie, a Nell chciała iść na dwa filmy...).

  W międzyczasie moi znajomi postanowili pójść na kebaba. Nie mam bladego pojęcia jak oni przebyli drogę do budki z kebabami (prawie 500 metrów) w niecałe 5 minut, ale jak widać kebab jest dobrą motywacją...

  Kiedy w końcu byliśmy w kinie - zaczął się pierwszy film - "Poltergeist". Film ogólnie był bardziej fantastyczny niż straszny, ale nie zmieniło to faktu, że cały czas trzymałem siostrę Maddie za rękę...


  Ekhm... Tak... Po tym jakże badziewnym filmie, w czasie przerwy wyszliśmy na zewnątrz, by nieco się dotlenić. Ale co roku na Halloween "dotlenić się" to pojęcie względne...


  Nadszedł czas na drugi film - "Sinister 2". Nie ukrywam, że był nieco straszniejszy. Kiedy miała nastąpić straszna scena - postanowiłem klepnąć Steve'a, żeby go nieco nastraszyć... Ale nie przewidziałem jego reakcji...


  Przez resztę filmu powiedziałem sobie, że nie będę się bał i nie przytulę się do żadnej części cudzego ciała, ale nie wytrzymałem zbyt długo...


  Po zakończeniu seansu doszliśmy do wielu poważnych wniosków (między innymi, że powinno się spać z liną pod łóżkiem...["Poltergeist"]). I kiedy wracaliśmy samochodem - mało co nie wylądowalibyśmy w rowie, bo Steve wystraszył się sylwetki faceta, która we mgle mignęła mu przed oczyma...

1 LISTOPADA - NIEDZIELA

  Pierwszy listopada - pomimo, że jest dniem smutnym - jakoś nigdy nie kojarzył mi się źle. Może to dla tego, że co roku spotykamy się w dużym rodzinnym gronie u babci... Ale pierwszy listopada ma też negatywne strony. Co roku będąc na cmentarzu słyszę:


  ROK W ROK słyszę tę samą historię. Ta (prawie że) legenda mówi, że mając dwa lata chciałem poprawić metalową pokrywkę od znicza, oparzyłem się i zacząłem płakać... Wydaje mi się, że moja rodzina nigdy nie pozwoli mi o tym zapomnieć...

  Rok w rok również nasza rodzina spotyka się przy tym samym gobie. Szczerze mówiąc zawsze jest tam takie zamieszanie, że ledwie pamiętam kto tam spoczywa, ale współczuję ludziom, którzy muszą się co roku przeciskać obok naszego "stada"...


  Kiedy ta cała "hołota" opuści cmentarz - wszyscy udajemy się do babci. Ja, moja siostra i wujek zazwyczaj jako jedyni chodzimy na nogach, bo dziadkowie nie mają auta i jest ograniczona ilość miejsc (co nie zmienia faktu, że jest to raczej miły spacer).

  U babci zazwyczaj wytrzymujemy pół godziny... Potem dorośli zaczynają rozmawiać na nudne tematy i... "Biesiadować". Wtedy zazwyczaj wszyscy poniżej 20 roku życia idą do domu. Niemiej jednak lubię takie krótkie rodzinne spotkania.

2015-10-19

PAŹDZIERNIK 2015 #4 A miało być spokojnie...

19 PAŹDZIERNIKA - PONIEDZIAŁEK

  Na dobry początek tygodnia - SPRAWDZIAN Z MATEMATYKI! To nie żart... Nasza matematyczka jest zdolna do takich sadystycznych posunięć... Najgorsze było to, że odkąd remontują szkołę - wszędzie słychać odgłosy wierteł, co - uwierzcie mi - nie sprzyja nauce i zdrowemu myśleniu...



  Na domiar złego - mieliśmy sprawdzian z CTG. CTG jest o tyle specyficznym przedmiotem, że mogę się na niego uczyć dniami i nocami, ale i tak nic nie zapamiętam. W poniedziałek chyba faktycznie przy życiu trzymają mnie tylko lekcje Projektowania Multimedialnego, które UWIELBIAM!

20 PAŹDZIERNIKA - WTOREK

  We wtorek z rana mieliśmy Technologie multimedialne. Jest to kolejny teoretyczny przedmiot, ale w porównaniu do CTG - wiem o co w nim chodzi. Tak więc nie małe było moje zdziwienie, kiedy ze sprawdzianu dostałem 3.


  Najgorsze jest to, że czasami nauczycielka się wkurza, że nic nie robimy i wyłącza nam internet... W sumie to nic takiego, ale tym razem internet był mi BARDZO potrzebny... Musiałem w trybie natychmiastowym podpisać zgodę na publikację materiałów dla TVP (to skomplikowana historia). Jako że były problemy z internetem - musiałem radzić sobie telefonicznie. Niestety - w trakcie WFu mój nauczyciel okazał się totalnym gburem...


  Jeden z moich kolegów powiedziałby, że "w dupie mu się poprzewracało", skoro przekłada lekcję WF nad tak ważną sprawę, ale z grzeczności nie napiszę tego wprost, tylko pozostawię przytoczony cytat...

21 PAŹDZIERNIKA - ŚRODA

  Środa była znacznie mniej ekscytująca niż wtorek. Nienawidzę śród. Mój mózg ma problemy z przestawieniem się z trybu humanistycznego na tryb matematyczny, kiedy idzie na dwie godziny matematyki po dwóch godzinach polskiego. Ale jeśli ktoś regularnie śledzi moje wpisy, pewnie już dobrze wie, że środa nie wiąże się z niczym dobrym. Najchętniej wyciąłbym ją z grafiku, ale cóż...

22 PAŹDZIERNIKA - CZWARTEK

  Nasza szkoła zmieniła się... Odkąd rządzi w niej nowy samorząd - cały czas coś się dzieje. Dzisiaj na przykład - zorganizowali "dzień lenia". Polegał on mniej więcej na tym, że kto przyjdzie do szkoły w pidżamie - będzie niepytany. Moja klasa strasznie się na to napaliła, bo mieliśmy być pytani z polskiego...


  Jako, że już na dobre zostałem kamerzystą w szkolnej TV - moim zadaniem było bieganie i robienie wszystkim zdjęć. Większość ludzi niechętnie chciała się fotografować, ale udało mi się coś z nich wycisnąć...

  Później jak co tydzień poszedłem do szkoły muzycznej na lekcje fortepianu. Tym razem spędziłem trochę więcej czasu na ćwiczenia i nauczycielka była całkiem zadowolona. Mam wrażenie, że co tydzień zmienia się moje podejście... Raz idzie mi dobrze, a raz źle... Cóż... Oby tych dobrych dni było więcej...

23 PAŹDZIERNIKA - PIĄTEK

  Nadszedł piątek! Trochę niechętnie go wyczekiwałem, bo w związku z nim mieliśmy angielski zawodowy. Niestety - książka do angielskiego zawodowego kosztuje niemało, bo aż 60 zł... Stwierdzam, że nie opłaca się wydawać tyle kasy na książkę, której i tak w 50% nie użyjemy...

  Miałem plan, żeby ją skserować, ale moja drukarka - jak na złość - postanowiła się zepsuć... Teoretycznie w szkole jest ksero, ale pani na portierni jest BARDZO niemiła...


  Na szczęście była tam nauczycielka, która w zeszłym roku uczyła mnie historii. Coś wam powiem... jeśli myślicie, że kiedykolwiek mieliście dobrego nauczyciela, to nie poznaliście jej. Ona jest tak dobrym człowiekiem, że aż roztacza dobroć wokół siebie. Jest tak miła, że większość uczniów chce być przez nią adptowanych. I właśnie wtedy, kiedy ta opryskliwa portierka nie chciała mi pomóc - nadeszła pani od historii...


  I  w ten sposób ocaliła mi życie (a przynajmniej moje oceny). Nie zmienia to faktu, że język angielski zawodowy jest OKROPNY. Jak bardzo chciałbym to ująć w miły sposób - tak bardzo się nie da. Nasz nauczyciel włada tak skromnym słownictwem, że czasami to jest aż śmieszne.

24 PAŹDZIERNIKA - SOBOTA

  Dzień zapowiadał się naprawdę pięknie! Dopóki nie okazało się, że musimy wybrać się po nowe spodnie dla mnie... I to NIE do sklepu, NIE do galerii handlowej, ani nawet NIE do supermarketu, ale na TARG w Oświęcimiu...

  Wizja spaceru po targu była prawie tak okropna, ale nie tak jak świadomość powrotu do domu z pustymi rękami... Kiedy jednak udało mi się pogodzić ze stratą kilku godzin z życia - postanowiłem wybrać się na rower. Nie była to ambitna forma sportu, aczkolwiek było ciekawie. Moja siostra postanowiła jechać ze mną, więc przejażdżka była jeszcze ciekawsza...


  Po powrocie okazało się, że rodzice wyszli do znajomych na imieniny, co oznaczało, że nic nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy z siostrą zamówili pizze. Mimo, że zamawianie pizzy jest przyjemnym zajęciem, to czekanie na nią przez 90 minut nie bardzo...

25 PAŹDZIERNIKA - NIEDZIELA

  Hura... Nadeszła kolejna nudna niedziela... Może nie do końca... Dzisiaj - tak zupełnie bez powodu - rodzice postanowili odwiedzić babcię. Z braku koncepcji na życie - postanowiłem jechać z nimi. Była to ciekawa wizja, zwłaszcza z pespektywy osoby, która miała następne kilka godzin swojego życia spędzić na przepisywaniu dziwnych dokumentów z internetu...

2015-10-12

PAŹDZIERNIK 2015 #3 Szkolna telewizja, zdjęcia i inne przejawy artystyczności.

12 PAŹDZIERNIKA - PONIEDZIAŁEK

  Wiem, że każdego to zszokowało, ale i tak o tym napiszę... W środku października spadł śnieg... Matko Naturo... Gdzie popełniasz błąd..?

  Mże i śnieg był bardzo fascynujący tego dnia, ale nie miałem czasu żeby się nim nacieszyć... Dzisiaj zostałem wciągnięty w coś, co nazywa się "Szkolną Telewizją". Nawet nie wiecie jakie to fascynujące zajęcie! Zostałem zwolniony z pięciu lekcji, tylko po to, żeby biegać z aparatem na otrzęsinach pierwszoklasistów...


  Cóż... Może z tym spóźnieniem to tak nie do końca, bo na jakieś 45 minut nasza "ekipa" filmowa wyszła ze szkoły, żeby zgrać materiały na komputer naszego "głównego dowodzącego". Co prawda nauczycielka - opiekunka naszego kółka o tym nie wiedziała, ale to szczegół.

13 PAŹDZIERNIKA - WTOREK

  Dzisiaj nadszedł jeden z tych nielicznych dni, w których mieliśmy W KOŃCU jakieś zastępstwo. Może i nie przyszliśmy do szkoły trzy godziny później, ale fakt dwóch godzin wolnych był tak czy siak motywujący.

  Najbardziej jednak tego dnia spodobał mi się... WF. W prawdzie NIGDY nie przepadałem za tym przedmiotem (wręcz go nienawidziłem) ale tym razem nauczyciel pozwolił nam iść na siłownię. Normalnie nie mam jakichś popędów do siłowni, ale jest to o wiele przyjemniejsze niż bieganie za piłką...


  Cóż... Muszę powiedzieć że nawet miałem zakwasy w kopytach i karabinach ... (Tak wiem... Nie śmieszne. Polecam wam obczaić Fanpage Ala Soroczyńska FITT. Wydaje mi się, że to całkiem godna uwagi następczyni ludzi takich jak Tiger i Kobra...)

14 PAŹDZIERNIKA - ŚRODA

  Dzisiaj wraz ze znajomymi postanowiliśmy spędzić dzień na czymś przyjemnym. Ze względu na całkiem sprzyjające warunki pogodowe - postanowiliśmy wybrać się na coś na podobieńswo sesji fotograficznej.

  Niestety - nie zajechaliśmy daleko, bo po pokonaniu 500 metrów rozkręciło mi się koło w rowerze. Nie odpadło całkowicie, ale BARDZO się poluzowało, więc wszędzie musieliśmy docierać na nogach...

  Naszym pierwszym celem były stare fundamenty. Kiedyś stał tam dom, ale teraz zostały jakieś trzy ściany. Niestety nie zdążyliśmy zrobić zbyt wielu zdjęć...


  Tak więc kiedy przypadkowa para staruszków wygnała nas z rzekomo ich posesji postanowiliśmy pojechać do domu Steve'a. Głównie dla tego, że Steve musiał wrócić żeby o 14 zrobić obiad.

  Skorzystaliśmy z tego, że Steve ma ogromny strych i postanowiliśmy wybrać się tam na "sesję". Uświadomiłem sobie wtedy, że praca fotografa wymaga WIELU poświęceń...


 Na sam koniec naszej wyprawy postanowiliśmy pójść do pobliskiego lasu. Tam zrobiliśmy kilka fajnych fotek i w końcu byliśmy spełnieni w życiu.

A ja cały czas prowadziłem rower...

15 PAŹDZIERNIKA - CZWARTEK

  W czwartek jak co tydzień miałem lekcje muzyki. Tym razem nie pędziłem na nie w poskokach, bo w tym tygodniu miałem mało czasu, żeby się przygotować... To znaczy: strasznie mało ćwiczyłem, więc moja nauczycielka nie była zadowolona...


16 PAŹDZIERNIKA - PIĄTEK

  Ostatnio narzekałem na brak śpiewu na naszych spotkaniach oazowych. Nie tylko mnie nurtował brak śpiewu, bo Steve i Maddie też mieli ochotę pośpiewać. Postanowiliśmy niejako "wymusić" muzykę na naszej salce...


  Cóż... było fajnie, dopóki nie zaczęliśmy śpiewać piosenek zupełnie niezwiązanych z kościołem. Wydaje mi się, że spośród wszystkich utworów, które przerobiliśmy - "Boy is a Bottom" jest najmniej stosownym do zagrania w kościele...

17 PAŹDZIERNIKA - SOBOTA

  Nie wiem dlaczego, ale mam wrażenie, że ostatnio co sobotę jest brzydka pogodna. Co prawda 15°C to jeszcze nie tragedia, ale nie wróży to dobrze dla kolejnych jesiennych dni...

  Zaczynam czuć się coraz bardziej ograniczony w soboty... Mam nadzieję, że pogoda wkrótce się ustatkuje...

18 PAŹDZIERNIKA - NIEDZIELA

  Nienawidzę niedziel... Ostatnio prawie każdy niedzielny wieczór spędzam na przepisywaniu plików PDF do zeszytu (w ten sposób nauczycielka kazała uczyć nam się CTG). I szczerze mówiąc - mam wrażenie, że to zupełnie nic nie daje...


  Czarno widzę swoją przyszłość w tym zawodzie... Pewnie i tak skończę jako facet od mieszania masy papierowej...

2015-10-05

PAŹDZIERNIK 2015 #2 Całkiem zwykły tydzień. Wyczuwam rutynę

5 PAŹDZIERNIKA - PONIEDZIAŁEK

  Uważam, że poniedziałki powinny zostać zakazane. Serio... Za każdym razem, kiedy planuję napisać jakiś post - przysięgam sobie, że nie będę narzekał na to, jaki poniedziałek jest okropny, ale tak się po prostu nie da...

  Jedyną kolorową wizją w tym dniu jest fakt, że mamy całkiem luźne lekcje (nie licząc oczywiście matematyki i niemieckiego). Nie wyobrażam sobie siebie na jakimś profilu w liceum bez tych piętnastu godzin przed komputerem.

6 PAŹDZIERNIKA - WTOREK

  Wtorek jest dniem, który od jakiegoś czasu mnie irytuje... Nie dla tego, że mamy jakieś okropne lekcje, tylko dlatego, że mamy lekcje z nauczycielami, kórych najczęściej nie ma w szkole. Co w tym złego? Tak jak często ich nie ma, tak często są akurat we wtorek...

  Nie powiem, że Technologie Multimedialne są jakimś okropnym przedmiotem, ale nie pogardziłbym, gdybym kiedyś mógł przyjść do szkoły trzy godziny później. Chociaż szczerze mówiąc nie robi mi to wielkiej różnicy czy akurat śpię, czy oglądam gazety przez lupę...



7 PAŹDZIERNIKA - ŚRODA

  Dzisiaj był STANOWCZO zły dzień. Nasza polonistka była w nienajlepszym nastroju. A to dlatego, że oddawała nasze sprawdziany z polskiego. Cóż... Trochę się nie dziwie, że w naszej klasie średnia to jakieś 2.0. Ale jedna rzecz w mojej szkole mnie nurtuje...


  I weź tu później wyrób sobie własny światopogląd... Ech... Czasami mam wrażenie, że zawód nauczyciela jest zbyt indywidualnym zawodem...

8 PAŹDZIERNIKA - CZWARTEK

  W końcu nadszedł czwartek. W sumie mogę powiedzieć, że dla mnie weekend zaczyna się już w czwartek, a nie w piątek. Głównie dla tego, że w piątek mam tak luźne lekcje, jakbym prawie ich nie miał, a do tego w czwartek po lekcjach mam lekcje fortepianu, więc mogę się naprawdę odsresować po szkole.

  Ten czwartek był w pewnym sensie wyjątkowy. Pamiętam, że przez cały okres mojej fascynacji muzyką nie potrafiłem w żadnym stopniu ogarnąć pięciolinii i nut. Ale dzisiaj nastą pił przełom.


  Może i nie jest to powód do dumy w wieku 17 lat, ale cóż... Dla mnie jest to chyba największe osiągnięcie od początku roku szkolnego.

9 PAŹDZIERNIKA - PIĄTEK

  Jak co piątek odbyło się spotkanie w naszej salce przy kościele. Bardzo lubię te spotkania, ale niestety - bardzo często kończą się tak, że zaczynamy rozmowy od tematów biblijnych, a wychodzimy z przeanalizowanym problemem homofobii w kościele.

  Nasz katecheta chyba postanowił użyć jakiejś psychologii podwróconej, bo tym razem zadał nam dziwne pytanie na początku:


  Jedyne, czego naprawdę mi brakuje na naszych spotkaniach to śpiew. Kiedy zaczynaliśmy naszą "działalność" - na prawie każdym spotkaniu uczyliśmy się nowych piosenek i je śpiewaliśmy. Ostatnio ograniczamy się do dwóch w tygodniu (jeśli w ogóle). Chyba będziemy musieli podjąć bardziej radykalne kroki.

10 PAŹDZIERNIKA - SOBOTA

  Soboty zazwyczaj są jednymi z tych piękniejszych dni, ale przez ostatnią pogodę zaczynam nienawidzić soboty. Jest zbyt zimno, żeby gdziekolwiek wyjść, co BARDZO ogranicza moje możliwości. Do tego żyję w miejscu, w którym autobusy jeżdżą trzy razy dziennie, a największą atrakcją jest kościół i bar... Zaczynam poważnie zastanawiać się nad opcją przeprowadzki...



11 PAŹDZIERNIKA - NIEDZIELA

  Pomimo, że świat ogarnął wszechobecny mróz - ja i Nell postanowilimy - tak jak w zeszłym tygodniu - wybrać się do kościoła na rowerach. Był to jeden z najgorszych pomysłów w ciągu ostatnich tygodni. Rozbolała mnie głowa, miałem katar i ogólnie nie czułem się najlepiej na tym mrozie.

  W kościele zaś było ciepło, a to jeszcze gorzej... Wejść z pięciostopniowego mrozu do dwuciestopięcio stopniowego zaduchu... W sumie nie było tak źle. Ja i Nell pośpiewaliśmy sobie, ale Nell co jakiś czas próbowała robić drugie głosy do piosenek, przez co wszystkim myliła dźwięki i każdy śpiewał co innego...


  Ta... Ogólnie życie jest złe, zaczyna mi się już nudzić ta monotonia. Mam nadzieję, że chociaż przyszły tydzień będzie ciekawszy...