2017-09-27

Kiedy nie chce mi się rysować - Wycieczka do drukarni

  Witam wszystkich wytrwałych, którzy czekali aż coś napiszę. Po długim opierniczaniu się stwierdziłem, że złożę kilka zdań, bo za chwilę zapomnę jak napisać najprostszy zwrot bez słownika. (Żartuję, jestem zbyt leniwy, używam internetu, żeby sprawdzać jak się co pisze.)

  Nie będzie to zwykły post. Postanowiłem, że pora przejść na poziom wyżej, i pokazać światu dokładniej moje prawdziwe "ja". A jest ku temu okazja, gdyż, ponieważ byłem dzisiaj na wycieczce szkolnej, z której przywiozłem kilka ciekawych filmików. Obiecuję, że coś takiego będzie pojawiać się jak najrzadziej.

  Z góry zastrzegam, że nie mam profesjonalnego sprzętu, zdolności retorycznych, ładnej twarzy, więc ten wideo-blog nie będzie najwyższej jakości, no ale dajcie znać co sądzicie. I nie pokazujcie tego nikomu, bo się wstydzę:

2017-06-11

Jak schudnąć bez diety?



  Chcesz schudnąć dwa, pięć, a może czterdzieści kilo? Stawiasz sobie ramy czasowe: miesiąc, dwa, albo rok? Schudnąć by lepiej wyglądać, czy dla zdrowia? Jak schudnąć? Jaką dietę stosować? Czego nie jeść? Co zrobić, żeby schudnąć? Oto przychodzę, by odpowiedzieć Ci na te wszystkie pytania - ja, dziewiętnastoletni Kuba, któremu udało się schudnąć ponad 40 kilo w rok! Oczywiście pamiętaj, że każdy organizm jest inny, bla, bla, bla, i moje porady powinieneś traktować jako wskazówki, a nie przykazania. Nie jestem kształconym dietetykiem, odchudzaniologiem, ale jak to się mówi: "W dupie byłem, gówno widziałem, ale co widziałem to wam opowiem".


  Czterdzieści kilo, to naprawdę dużo. Około kwietnia 2016 (apogeum mojej grubości) ważyłem prawie 115 kg. Aktualnie (czerwiec 2017) na wadze widnieje piękne 72 kg. Pewnie masz teraz przed oczami obraz grubego nerda, który przez bite 365 dni katuje się jedzeniem sałaty, codziennie wypluwa płuca, łapiąc wdechy między bieganiem a aerobikiem i co dnia płacze w sklepie przechodząc obok stoiska z chipsami.


  Teoretycznie właśnie tak wygląda ODCHUDZANIE, ale powiem wam kilka rzeczy, które mogą odmienić wasze życie. Pewnie niektórzy z was doznają szoku, lub zachwieje się ich światopogląd, czy wizja egzystencji ludzkiej. No, ale jeśli chcecie schudnąć, to niestety musicie się oswoić z tym, że tak jest i nic na to nie poradzicie. Oto kilka szokujących faktów, które mogą odmienć was na zawsze. Lepiej usiądźcie i przygotujcie się. Uwaga...







1. JEŚLI CHCESZ SCHUDNĄĆ
- MOŻESZ JEŚĆ PIZZĘ!






2. NIE MUSISZ RUSZAĆ
DUPY Z FOTELA!














I moje ulubione:

3. NIE ISTNIEJE
COŚ TAKIEGO
JAK DIETA!


  A teraz zanim wyleje się na mnie fala hejtu: pozwólcie mi wyjaśnić. Wiele osób myśli, że dieta jest niczym zaklęcie: przychodzi Dobra Wróżka Dietetuszka, rzuca w ciebie magiczną różdżką (w formie kartek z pięknie ułożonym jadłospisem) i zmienia paskudnych grubasów w cudowne, szczupłe osoby, a jej czar nigdy nie pryśnie. Oczywiście są ludzie, którzy podchodzą do tego z rozwagą, ostrożnie... Które po prostu wiedzą "z czym to się je" i udaje im się schudnąć bez efektu jojo. Szanuję takie osoby i chylę czoła za wytrwałość. Ja jednak nie jestem osobą wytrwałą, zakładam, że moja dieta skończyłaby się szybciej niż by się zaczęła, dlatego przechodząc do sedna wpisu, poniżej przedstawiam wam kilka porad z serii:

JAK SCHUDNĄĆ NIE PRZECHODZĄC NA DIETĘ:

#1. Odróżnij dietę od zdrowego odżywiania!

To jest (według mnie) w tym wszystkim najważniejsze. Nie możesz po prostu "chcieć być chudym". Musisz chcieć czuć się dobrze. Nie możesz chcieć schudnąć, musisz chcieć się zdorwo odżywiać. NIE, ZDORWE ODŻYWIANIE TO NIE JEDZENIE SAŁATY, CIEMNEGO CHLEBA I OTRĘBÓW W CZYM TYLKO SIĘ DA.

#2. Staraj się jeść mniej więcej 5 razy dziennie. To podstawa tego wszystkiego. Uwierz mi, że o wiele mniej jedzenia w siebie wepchniesz, jeśli na każdej przerwie w szkole zjesz małą kanapkę, niż jeśli po całym dniu nic-nie-jedzenia wrócisz do domu i pochłoniesz obiad "za mamusię, za tatusia, za babcię, za tyranozaura...". Ja na przykład staram się jeść co jakieś 2-3 godziny.

#3. Jeśli ustalisz sobie odstęp 3 godzin między posiłkami, to - zaskoczę Cię - nic się nie stanie, jeśli zjesz coś po czterech godzinach, lub po dwóch i pół. To tylko umowne pory, chodzi głównie o to, żeby jaknajmniej w ciągu dnia być głodnym.

#4. Staraj się, żeby posiłek był różnorodny. Czy to śniadanie, czy to obiad - niech składa się z kilku rzeczy, na przykład czegoś na słono, czegoś na słodko...


  No dobra, ale kanapkę z szynką i serem też potrafisz zrobić. I co to za problem wziąć do szkoły jogurt i banana? To naprawdę nic trudnego, wystarczy trochę pomyślunku i sprytu :) A jedzenie w ten sposób pobudza więcej kubków smakowych i... Człowiek czuje się bardziej spełniony w kwestii jedzenia.

#5. W internecie możesz znaleźć różne kalkulatory liczące BMI, zapotrzebowanie kaloryczne, spalane kalorie... Polecam obliczyć trzy rzeczy:

 - Zapotrzebowanie kaloryczne dla Twojej wagi

- Zapotrzebowanie kaloryczne dla wagi, jaką chciałbyś osiągnąć

 - Zapotrzebowanie kaloryczne dla kilku kilo mniej niż ważysz

  Dlaczego tak? Dowiesz się ile kalorii mniej więcej spożywać. Nie musisz chodzić wszędzie z arkuszem kalkulacyjnym, ale jeśli zjadasz np. Serek (280 kcal), banana (90 kcal) i kanapkę (330 kcal), to dodajesz mniej więcej = 300+100+300 = 700 kcal. I starasz się kontrolować spożywane kalorie. Ale jak ich raz, czy dwa nie policzysz, to też się nic nie stanie. Zazwyczaj ludzie jedzą rutynowo te same rzeczy, więc po kilku dniach nie będziesz już musiał tego liczyć.

WAŻNE JEST, żeby obliczyć zapotrzebowanie dla "kilka kilo mniej niż ważysz" a nie od razu dla wagi docelowej, bo... Hmm...




#6. No dobra, może "NIE MUSISZ RUSZAĆ DUPY Z FOTELA" to przesada. Co prawda - aktywność fizyczna nie jest konieczna do zbawienia świata, ale w Lipcu 2016 zacząłem jeździć na rolkach. Najpierw tak godzinę tygodniowo, potem dwie, potem trzy razy w tygodniu po dwie... Znajdźcie coś, co będzie sprawiać wam przyjemność, spacery, rower, taniec... Jak już pisałem - nie jest to konieczne, ale spójrzcie na zmianę sylwetki od CZERWCA 2016 do SIERPNIA 2016 (kiedy kupiłem rolki).


#7. Jeden z ważniejszych punktów odnoszący się do powyższego obrazka. Zmieniaj nawyki żywieniowe STOPNIOWO I POWOLI. Jeśli chcesz schudnąć jaknajszybciej, to lepiej od razu idź dalej być paskudnym grubasem.

  Dlaczego to takie ważne? Tak jest po prostu łatwiej i SKUTECZNIEJ. Myślisz, że u mnie wyglądało to tak, że we wtorek jadłem na obiad pizzę z zamrażarki, dwa tosty, schabowego i przepijałem to colą, a w środę jadłem pół polędwicy z kurczaka i miseczkę rosołu?

Dobra rada: zacznij od totalnych pierdół. Przez pierwszy tydzień nie słódź herbaty, albo słódź łyżeczkę mniej niż zwykle. Wypij mniej tłuste mleko. Posmaruj kanapkę masłem czosnkowym, żeby miała mniej dodatktów, a więcej smaku. U mnie od tego się zaczęło. Uświadomisz sobie, że to co jesz, to nie koniecznie kwestia smaku, tylko NAWYKÓW, które można zmieniać!

#8. Dlaczego to jeszcze takie ważne, żeby wszystko szło powoli? Weź to BARDZO do siebie. Jest to punkt o którym kiedyś nie wiedziałem, myślałem, że chudnięcie jest super samo w sobie, i że nie ma żadnych haczyków.

  Jeżeli chudniesz zbyt szybko - twoja skóra nie nadąży za zmianami i zostanie rozciągnięta. Serio, wiem co mówię. Jak to sobie przeliczyłem, to zrzucałem około 1 kg na tydzień. W internecie pisało, że to dobre tempo... Ale NIE. Gdybym miał wybrać - być teraz o jakieś 20 kilo grubszy, ale nie mieć brzucha jak po urodzeniu bliźniaczków - i do tego słoniątek, to wybrałbym tę opcję...


#9. Jak temu zapobiec? No cóż, można starać się dobierać codzienne jedzenie tak, by nie chudnąć zbyt szybko, ale ja preferuję inną opcję - pizza, kebab, bądź paczka chipsów raz na tydzień, czy dwa. Serio, wszyscy myślą, że jak raz zjedzą coś niezdrowego to od razu koniec z całym odchudzaniem. Ale to ekskrement-prawda!

#10. Ogólnie, to "carpe diem", żyje się raz. Bawmy się jakby jutra nie było, i nie odkładajmy na jutro tego, co można zrobić dzisiaj. Ale jedzenia się to nie tyczy! W tej kwestii pamiętaj, że jutro też jest dzień. Czasami kiedy widzę w lodówce pizzę, lody i tort czekoladowy, to naturalnym jest, że mam ochotę to wszystko wszamać! Ale znacznie lepiej jest sobie ustalić: pizza dzisiaj na obiad, lody jutro na deser, a tort w ramach śniadania. Nie dość, że wszystkiego spróbujesz, to jeszcze starczy Ci na dłużej, a do tego będziesz szczupły i piękny,

#11. Zamiast, a nie do. Jeśli już zjadasz ten kawałek pizzy, to zjedz go zamiast obiadu, a nie jako dodatek. To takie małe upomnienie, mam nadzieję, że to logiczne. Grunt, żeby wartość energetyczna się zgadzała. Aha, no i jasne, że tort nie zastąpi Ci śniadania, więc takie akcje najbardziej sporadycznie jak się da ;)

#12. Nie wiem jak jest w Twoim przypadku, ale ja wolę nie chwalić się ludziom. Nic nikomu nie mów, bo jeśli coś (nie daj Boże) nie wyjdzie, to rozczarujecie i siebie i innych. Oczywiście - jeśli masz sprawdzone, zaufane osoby, które cię wesprą i nie wyśmieją, to gadaj z nimi śmiało!

#13. Może to Ci się wydać śmieszne, ale... Możesz co jakiś czas stosować... Peelingi! Wiem, fuj... Tylko baby robią takie rzeczy, ale uwierz mi, że lepiej być przez chwilę babą w zaciszu własnej łazienki, niż Januszem z obwisłym brzuszkiem na plaży czy na basenie. Osobiście polecam peeling kawowy domowej roboty, ale na początek wystarczy jakikolwiek ze sklepu.


#14. - "W szkole na przerwach nie mam czasu jeść".
 - "Nie wstanę tak wcześnie rano, żeby zrobić śniadanie".
 - "U mnie w domu i tak są same niezdrowe rzeczy"
 - "I tak nie lubię żadnego sportu"
 - "Jeżdżę codziennie na rowerze kilka kilometrów *otwiera paczkę orzeszków* gdyby to wszystko była prawda, to powinno mi to coś dać *chrup, chrup*
 - "A co jeśli nie wytrzymam jedząc zdrowo"?

  Takie pierdo... Tego typu teksty w ogóle nie wchodzą w grę. Czterdzieści kilo temu też tak sobie wmawiałem, ale to tylko kwestia "chcenia". I jak to mówi moja babcia: "Dla chcącego nic trudnego".

#15. Znajdź sobie motywację! No nie wiem... Upatrz sobie jakąś ładną dziewczynę, chłopaka i mów sobie, że robisz to dla niej/jego.

Powieś na ścianie zdjęcia Reziego albo Tomasza Dudziaka bez koszulki i mów "chcę tak wyglądać". (Opcjonalnie "robię to dla niego", ale to w skrajnych przypadkach XD ).

Kup trochę za małą koszulkę, bluzkę lub spodnie. Ale takie PRZECUDOWNE, które chciałbyś już nosić, pokazać się w nich, czuć się w tym jak Madonna na wybiegu, albo jak Cejrowski w swojej koszuli.

#16. Nie wyznaczaj sobie wagi do jakiej chcesz schudnąć. Wiem, że to trochę przeczy punktowi #5, ale to ważne. Dlaczego? No cóż...


  Powstaje błędne koło. Nie podchodź do tego tak, że musisz schudnąć do konkretnej wagi, żeby dobrze wyglądać. W ogóle nie chudnij. Po prostu staraj się jeść tak, żeby dobrze się czuć z samym sobą.

  Mnie wystarczą moje 72 kilogramy, a kolejne ubytki wagi spowodowane są tym, że tak się wdrożyłem w ten sposób odżywiania, że już nawet tego nie zauważam. Jedyne co robię z premedytacją, to częste wyjścia na rolki, sporadyczny basen i bieganie (głównie po to, żeby trzymać formę). I czasami robię sobie "dzień jedzenia bardzo mało", żeby przetrawić wszystko co we mnie zalega, lub "dzień jedzenia bardzo dużo" żeby... Właściwie bez powodu, po prostu kocham niezdrowe jedzenie XD

  Tak jak mówiłem: w dupie byłem, gówno widziałem, ale jednak schudłem te 40 kilo, i tak oto podzieliłem się z Tobą wskazówkami, które mogą być dla Ciebie przydatne, jeśli chcesz zrzucić trochę ciałka. Jestem otwarty na wszelką krytykę moich metod. Jak mówiłem - nie jestem uczonym w tej dziedzinie. A Ty czytelniku masz swój mózg i wiesz co jest dla Ciebie dobre, a co złe.

Pozdrawiam, życzę miłego dnia.
K.

SZYBKIE PODSUMOWANIE:

01. Chcemy być zdrowi, a szczupli tylko przy okazji
02. Jemy pięć razy dziennie
03. Nie jesteśmy zbyt rygorystyczni
04. Szukamy nowych smaków
05. Staramy się orientować w kaloriach
06. Więcej ruchu, to więcej spalonego tłuszczu
07. Wszystkie zmiany wprowadzamy powoli
08. „Mierz nisko, a celuj wysoko”
09. Mówiąc dosadnie: raz na jakiś czas żryj niezdrowo
10. Napady głodu rozkładamy na raty
11. "Cukierek" zamiast posiłku, a nie do posiłku.
12. Unikaj opinii ludzi na ten temat
13. (SPORADYCZNIE) Stosujemy kremy i peelingi dla matek w ciąży
14. Nie wymyślaj sobie wymówek, Wszystko się da, jeśli się chce.
15. Znajdź sobie motywację!
16. Chudnij, żeby poczuć się dobrze ze samym sobą!

2017-04-05

Na koniec świata... Ale nie dalej...

  [Tutaj powinno być długie i konstruktywne usprawiedliwienie mojej długiej przerwy w blogowaniu, niestety do głowy nie przychodzi mi nic innego niż LENISTWO, więc może zachowam resztki godności i pominę tę część.]


2 KWIETNIA - NIEDZIELA

  Przyszedł kwiecień, a wraz z kwietniem nadeszła wiosna, która w moim mniemaniu jest równoznaczna z jednym - długie wypady na rowerze! Co prawda zaczynam zaprawiać się w boju od mniej więcej miesiąca, ale jeszcze nie zdążyłem wyjechać na żadną dłuższą trasę... Poza ubiegłą niedzielą.

  Zaczęło się od tego, że poznałem pewnego gościa, przyjmijmy że nazywa się Shane. (Tutaj będzie bardzo zagmatwany opis.) Pewnego razu pojechałem na spotkanie do koleżanki z kolonii, a gdy poznałem jej brata, okazało się, że chodzimy do tej samej szkoły i już wcześniej mieliśmy ze sobą styczność.


  Zaczęliśmy nawet mówić sobie "cześć" w autobusie, chociaż widywaliśmy się tam prawie rok wcześniej... Zaczęło się od "cześć", skończyło się na tym, że zsynchronizowaliśmy plany lekcji, tak aby jak najczęściej wracać razem, zarwaliśmy kilka nocy oglądając filmy, nauczyliśmy się jeździć na łyżwach i usnuliśmy wielkie rowerowe plany. I tego dnia przyszedł czas, by wcielić je w życie. Wielka kumulacjo niepowodzeń - przybywaj!


  Około 14:00 umówiliśmy się pod domem Shane'a. (Nie minęło wiele czasu nim zorientował się, że czarne ubranie i wielki plecak były złym pomysłem.) Nie chce mi się tłumaczyć przebiegu naszej trasy, bo musiałbym przedstawić całą geografię powiatu Oświęcimskiego, więc opiszę ją w dużym skrócie. Zacznę od tego, że już nigdy nie zaufam Shane'owi w kwestii wyboru drogi.


  Po jakimś czasie odkryliśmy świetny system obierania trasy. Gdybym miał go nazwać, nazwałbym go "na pałę" (bo Shane tak mówił na jazdę prosto). Jak można się domyślić - polegał on na jechaniu prosto na każdym skrzyżowaniu. Na początku byłem sceptycznie do niego nastawiony, ale po mniej więcej godzinie jazdy okazało się, że można w ten sposób zajechać naprawdę daleko.


  Nawet nie wiecie jakie było nasze zdziwienie, kiedy znaleźliśmy największy park rozrywki w Polsce i to jadąc jedynie przez pola (a jakie wielkie było rozczarowanie, kiedy zapomnieliśmy zrobić sobie pod nim zdjęcia...). Objechaliśmy go dookoła i zaczęliśmy szukać drogi powrotnej. Powiedzmy, że tak na 40% orientowałem się w okolicy, więc nie było tak strasznie.



  W końcu jednak zacząłem rozpoznawać drogę. Mniej więcej wiedziałem jak dojechać do zapory na Wiśle, która była moim punktem orientacyjnym. Niestety - fakt, że jechałem tą drogą wcześniej zaledwie trzy razy, wcale nie ułatwił nam podróży...


  Najśmieszniejsze było, kiedy mijaliśmy przystanek autobusowy, będąc na najbardziej przypadkowym odludziu w okolicy. Na przystanku siedział kierowca autobusu, który akurat zrobił sobie przerwę. Ale najlepsze było to, że ów kierowca był sąsiadem Shane'a, i naszym wspólnym znajomym.


  W czasie długiej podróży wzdłuż Oświęcimia postanowiliśmy zrobić postój. Może słyszeliście kiedyś, że na Oświęcimskim rynku został wybudowany kibel za pół miliona złotych. Mimo, że nie było mi dane korzystać z niego osobiście, to z wielu opowieści słyszałem, że jest naprawdę wypasiony...


  Około 18:00 byliśmy w okolicach domu (czyt.; gdzieś, gdzie nasi rodzice byliby w stanie zlokalizować nas, bądź nasze zwłoki). Przy okazji zadzwoniliśmy do naszej kumpeli - Judy, bo akurat przejeżdżaliśmy blisko jej domu. Stwierdziła, że przejedzie się z nami kawałek.


  Judy miała niezłą polewkę z tego, że nie byliśmy w stanie kucnąć, przejść stabilnie kilku kroków, ani usiąść wygodnie na siodełku (tak, tyłek był tym, co bolało najbardziej...). W sumie najgorsze w tym wszystkim było to, że i Shane, i ja chcieliśmy pokozaczyć, żaden z nas nie chciał wyjść na słabeusza, więc jadąc dawaliśmy z siebie 150%. (No wiecie, jeszcze ucierpiałaby nasza męska duma...) Niestety dopiero po dłuższym czasie uświadomiliśmy sobie, jak wielki błąd popełniliśmy...


  Około 19:30 byliśmy już w domu. Jedyne o czym marzyliśmy, to wanna z gorącą wodą. Chociaż po krótkim namyśle stwierdziliśmy, że do szczęścia wystarczy nam coś do siedzenia, co nie wrzyna się w dupę jak [tutaj pierwotnie był bardzo ekspresyjny opis, jednak w trosce o dobro moralne czytelników został usunięty].

2016-12-31

Krótkie streszczenie roku 2016

  Rok 2016 z pewnością był dla mnie przełomowy. Żałuję, że miałem tak mało czasu na spisywanie tego co się działo. Liczę na to, że ten post będzie swego rodzaju podsumowaniem, do którego będę czasem sięgał, żeby szukać motywacji i inspiracji do dalszych działań! Pewnie i tak nie uda mi się spisać wszystkiego miesiąc w miesiąc, ale może uda mi się odtworzyć przynajmniej część wspomnień. Przygotujcie się na długi wpis.

❄❄❄

STYCZEŃ

  Początek tego roku nie był dobry. Skomplikowało się u mnie kilka spraw rodzinnych, i szczerze mówiąc były takie okresy, kiedy wyszukiwałem na YouTubie "smutne depresyjne piosenki", kładłem się na łóżku i potrafiłem tak leżeć przez kilka godzin... (Tak, ludzie mojego pokroju też mają problemy emocjonalne.)


  W styczniu zapisałem się na kurs prawa jazdy. Pamiętam te wszystkie godziny przejeżdżone z moją instruktorką. Czasami naprawdę traciłem nadzieję, że jest mi dana kariera kierowcy, ale początki lubią bywać ciężkie.


  Wraz z Margaret i Mary wzięliśmy udział w przeglądzie kolęd i pastorałek. Był to mój pierwszy publiczny występ, bardzo się stresowałem, ale z tego co wiem - wszystkim się podobało.


  Może jest to mało istotne, ale na początku roku zakochałem się w łyżwach. Niemalże co drugi dzień spędzałem na lodowisku. Trochę się boję, że wszystkie te pieniądze, które wydałem na wypożyczenie łyżew starczyłyby mi na własne łyżwy, ale co tam.


LUTY

  W lutym oficjalnie powstał nasz zespół parafialny. Może nie jesteśmy wybitnymi muzykami, ale zawsze mamy głowy pełne pomysłów na aranże, oraz WSPANIAŁĄ nauczycielkę śpiewu, dzięki której już nie wyję jak >mordowany< morświn.


MARZEC

  Marzec był pod pewnym względem wyjątkowy. Szesnastego marca skończyłem 18 lat. Moje znajomki zadbały o to, żebym nie zapomniał tego dnia, i do tej pory pamiętam rozśpiewaną trupę pod moim domem! 


  W Niedzielę Palmową w Jawiszowicach ukazała się gazetka parafialna z pierwszym komiksem o Ewangelii. Był to niejaki przełom, bo od tej pory komiksy w gazetce pojawiają się regularnie co tydzień. Zazwyczaj przedstawiają śmieszne sytuacje, które zachęcają do przeczytania całej Ewangelii.


KWIECIEŃ

  Kwiecień też był dość ambitnym miesiącem. W kwietniu odbyły się moje pierwsze praktyki zawodowe w pobliskiej drukarni. Nie ukrywam, że bardzo mi się spodobały, a praca grafika, jest stanowczo tym, co chcę robić w życiu.


  Mniej więcej w tym miesiącu stwierdziłem, że najwyższy czas zrzucić parę kilo. Zaczęło się od tak zwanej "głodówki zdrowotnej". Kiedy w cztery dni ubyło mnie 2 kilo stwierdziłem: "Ej, chudnięcie nie jest niemożliwe". Dziewięć miesięcy później - w grudniu - ważę około 35 kilo mniej. Nie pytajcie mnie jak, może kiedyś się rozpiszę na ten temat, ale myślę, że sam fakt jest wart zapamiętania.

*kiedyś również byłem patriotą, co objawiało się w obuwiu...

MAJ

  W maju zaczęła się ładna pogoda, a co za tym idzie - zaczął się sezon na rower. Kocham jazdę na rowerze i postanowiłem w tym roku lepiej poznać okolicę. Aktualnie nie ma miejsca w powiecie Oświęcimskim, w którym bym się zgubił, albo błądził dłużej niż 20 minut.



  Wraz z Margaret i Mary byliśmy na prymicjach znajomego księdza. Prymicje to takie wesele, tylko nie ma żony. Nie ukrywam, że nigdy wcześniej nie byłem na czymś takim, ale całkiem mnie to zaciekawiło i... Przekonało, że jednak nie chcę być księdzem ;)


  Może nie jest to powód do dumy, ale w tym miesiącu dwa razy oblałem egzamin na prawo jazdy. Za każdym razem dostawałem egzaminatorkę - kobietę. Myślałem, że to jakieś fatum, więc kiedy podchodziłem do egzaminu po raz trzeci, a moje nazwisko wywołała kobieta - straciłem wszelką nadzieję. Niesłusznie - okazało się, że trzecie podejście było najbardziej udane! 


CZERWIEC

  W czerwcu odebrałem moje prawo jazdy. Nawet nie wyobrażacie sobie jak cudownie jest przerzucić się z autobusów na samochód. Wszędzie można dotrzeć, nie marnuje się czasu na czekanie, nerwów na bieganie po przystankach i pamięci na dziesięć rozkładów jazdy.


  Przy okazji wciągnąłem Margaret i Mary w pewien muzyczny projekt, a mianowicie nagrywanie hymnu Światowych Dni Młodzieży w języku Suahili. Po ogromnej liczbie godzin spędzonych na nagrywaniu, śpiewaniu i hasaniu po polach w końcu otrzymaliśmy całkiem satysfakcjonujące efekty w postaci piosenki i teledysku:


LIPIEC

  Lipiec będzie kojarzył mi się głównie ze Światowymi Dniami Młodzieży. Pomimo, że minęło już wiele czasu, dalej czuję zażenowanie, żal i żałość, kiedy przypomnę sobie o tym wielkim survivalu. Do tej pory mam odruch wymiotny, kiedy widzę to czerwono-niebiesko-żółte logo. Jak już kiedyś pisałem [KLIK] ŚDM to super impreza, ale w bogatych państwach...


  W połowie miesiąca kupiłem swoje pierwsze rolki. Na początku jazda na rolkach szła mi okropnie, do tej pory mam bliznę po moim pierwszym hamowaniu... Coś czuję, że chyba zostanie ze mną na zawsze, ale tak bardzo zakochałem się w rolkach, że dzisiaj jeżdżę przy każdej możliwej okazji, testuję nowe miejsca i planuję zakup nowych kółek (w pięć miesięcy moje rolki postarzały się o pięć lat, chyba zbyt intensywnie je eksploatowałem).


  Jako super zgrany katolicki zespół - wraz z Mary i Margaret pojechaliśmy na wakacje do Bukowiny Tatrzańskiej. Powiedzmy, że był to swego rodzaju survival, ale nie na takim poziomie jak ŚDM. Raczej przysposobienie do samodzielnego życia.


SIERPIEŃ

  Ostatnie chwile wakacji przywołują mi na myśl wspaniały wyjazd do Harendy [KLIK]. Pomimo, że wróciłem stamtąd jako umierający psychicznie kłębek nerwów, to wyjazd wspominam bardzo dobrze. Głównie ze względu na ludzi jakich poznałem. 


WRZESIEŃ

  Może nie jest to ambitne wspomnienie, ale kiedy tylko nadeszła jesień - pojechaliśmy do babci na wykopki (to już taka nasza nieoficjalna rodzinna tradycja). Jak co roku było dużo śmiechu. Tym razem jednak babcia zainwestowała w wynajem kombajnu, więc nie musieliśmy biegać po całym polu z workami na ziemniaki.


  Jeśli się nie mylę - we wrześniu wystawiliśmy pierwsze przedstawienie w ramach programu "Profilaktyka a Ty". To dość skomplikowana historia, w każdym razie wiąże się z wieloma nowo poznanymi, wspaniałymi ludźmi, dzięki którym mam w końcu jakichś sensownych znajomych w szkole. Aha, i kiedy mieliśmy próby na nasze przedstawienie - moja wspaniała klasa pod moją nieobecność okrzyknęła mnie skarbnikiem klasowym... Chyba jeszcze nie byli świadomi jaki błąd popełnili...


PAŹDZIERNIK

  Niewiele pamiętam z tego miesiąca (a przecież to tak niedawno...). Na pewno w międzyczasie odbyło się kilka (a może nawet więcej) osiemnastek. I powiem wam coś - jeśli chcecie się dobrze bawić na osiemnastkach, to nie spieszcie się ze zdawaniem prawa jazdy.


  Jednym z ciekawszych październikowych wydarzeń było Halloween. Odkąd sięgam pamięcią - zawsze uwielbiałem Halloweenowe wypady na maratony horrorów. W tym roku pojechaliśmy ze znajomymi na noc horrorów do Oświęcimia. Jednym z filmów był "Kiedy gasną światła". Fabuła opierała się na tym, że gdy gasło światło pojawiał się duch jakiejś dziewczyny. Nawet nie wiecie jak bardzo wpłynął na moją psychikę...


LISTOPAD

  Może listopad nie był jakoś szczególnie rozmaitym miesiącem, ale jednak dość ważnym. W listopadzie napisała do mnie reporterka "Dzień Dobry TVN" z pytaniem, czy zechcielibyśmy opowiedzieć coś o naszych komiksach w gazetce parafialnej. Nawet nie wiecie jaki to był stres!


  W międzyczasie udało mi się załapać na całkiem fajną fuchę. Znajoma dla której kiedyś robiłem plakaty i inne grafiki podrzuciła mój e-mail kumplowi, który pracuje dla pewnej wytwórni, która akurat poszukiwała grafika (tak, to dość skomplikowane). W każdym razie skończyło się na tym, że ich szef zobaczył moje prace i zostałem poproszony o zaprojektowanie okładki płyty. Nie było to łatwe, ale w końcu się udało, i mam nadzieję, że coś wyniknie z tej współpracy!


GRUDZIEŃ

  W grudniu organizowaliśmy mikołajki dla domu dziecka. Dzieciaki pisały listy do Świętego Mikołaja, i poszczególne klasy wybierały co chcą kupić któremu dziecku. Nasza klasa wybrała odkurzacz dla dwudziestoletniego Karola, który - jak pisał - chce dostać odkurzacz, by się usamodzielnić. Skończyło się na tym, że tylko 6 osób dało mi pieniądze. Nawet nie pytajcie jak kupiłem odkurzacz za sześć dych...


  W połowie grudnia w końcu dogadaliśmy się z reporterką TVN, która wpadła do nas z ekipą, żeby nakręcić ten wiekopomny reportaż o komiksach w gazetce parafialnej. Spędziliśmy około 6 - 8 godzin na kręcenie materiału... Ale muszę przyznać, że jak na pierwszy reportaż - wyszedł nam całkiem nieźle!


  To jeszcze nie koniec przygód z chrześcijańskimi komiksami. Kilka dni po ukazaniu się reportażu napisał do nas dziennikarz z Gazety Krakowskiej. Zainteresowanie naszymi komiksami nie skończyło się na telewizji, udzieliliśmy krótkiego wywiadu, który możecie przeczytać klikając w obrazek poniżej ;)

 Tworzą komiksy o Chrystusie

 Na sam koniec roku, dokładnie we Święta dopadła mnie grypa. Akurat kiedy mieliśmy grać na świątecznych mszach. Po całym pięknym, szczęśliwym roku musiała przyjść zimowa kumulacja porażki, ale cóż... Przynajmniej zyskałem trochę czasu dla siebie.


❄❄❄

  Chyba skończyły mi się wspomnienia i osiągnięcia na ten rok. Od zawsze uważałem "6" za moją szczęśliwą liczbę, ale w zestawieniu z "201..." jak widać działa jeszcze lepiej. W skali od 1 do 10 oceniam ten rok na 9. Liczę na to, że 2017 będzie jeszcze bardziej produktywny, ale jednocześnie na to, że będę miał trochę więcej czasu dla siebie (nie wiem czy jest to możliwe, ale pomarzyć zawsze można). Najbardziej zadowolony jestem w sumie z trzech rzeczy:

  Z mojej "kariery grafika", zarówno od strony komiksów o Jezusie, projektanta okładek płyt, oraz (może nieco mniej) aktora w polsko-afrykańskich teledyskach. (Pomijam fakt kariery fotografa na większości imprez, bo to chyba nieistotne.) Mam nadzieję, że całe moje "doświadczenie zawodowe" przełoży się na powodzenie w poszukiwaniu pracy w przyszłości.

  Z utraty prawie 30% wagi. Do tej pory nie wiem jak ja to zrobiłem. Podobno utrata 25% wagi jest pierwszym z widocznych objawów anoreksji, ale szczerze mówiąc w moim przypadku miłość do pizzy i kebaba jest większa niż jakaś tam choroba...

  Z nowych znajomości które zawarłem na kolonii i w szkole. Poznałem może ze trzydzieści nowych ludzi, z czego z przynajmniej dziesięcioma mam bardzo dobry kontakt. I mam nadzieję, że wraz z nadejściem nowego roku nie nadejdzie do nas fala amnezji i będziemy się w miarę regularnie widywać.

  Co do postanowień noworocznych - nie mam jakichś szczególnych zamiarów, chciałbym tylko kontynuować szczęśliwą passę z ubiegłego roku. No, i może nie spoufalać się tak z ludźmi, bo dostosowywanie się do środowiska, to fajny sposób na życie, ale nie na dłuższą metę. Lepiej znaleźć środowisko dostosowane do siebie.

  Może koniec tego chwalenia się. Na koniec chciałbym wam tylko życzyć szcześliwego nowego roku. Obyście byli z niego zadowoleni tak jak ja z 2016, albo nawet jeszcze bardziej! Grunt, żeby tylko następny rok nie był gorszy ;) Pamiętajcie, żeby wszystkim się cieszyć, nie brać do siebie porażek (ale uczyć się z nich), śmiać się z każdej niefortunnej sytuacji i podchodzić do życia z dystansem. No i czasami płakać, ale tylko w razie konieczności. Idę świętować sylwestra, jeszcze raz - szczęśliwego nowego roku!