2013-07-14

Wakacje (a miało być tak pięknie...)

Tia... pewnie czytając tytuł pomyślicie, że jestem pesymistycznie nastawiony do życia (nieomylnie) Jednak po przeczytaniu tego, przekonacie się, o co chodzi...

Nie będę opisywał 2 wyjazdów nad Sołę, bo mało się działo (Maniek umre za budzenie mie o 10.0 O.o ) i za straszną zbrodnie... Zabił Ścierkę!!! - Tak nazwaliśmy z Janką pewną rybę którą złapaliśmy... a właściwie to złapaliśmy dwie... Szmatę i Ścierkę... Szmata zmarła z suchości, a Ścierka...



:(
Pierwotnie, to łapiąc rybę, chciałem poszczuć nią Jankę, ale ona to chyba potraktowała jako prezent... A! co do Soły...

W pierwszej klasie, gdy tam byliśmy, nie wiedzieć czemu, Tadek i Damian chcieli mnie ukamieniować... rozciąłem sobie wtedy palec, i musiałem ... dziwnie dotrzeć do domu...


Tia... a w tym roku Rysiek wyrwał sobie paznokcia a stopie...  było tam takie obleśnie czerwone >.<


Co prawda Ola miała lakier, ale zrezygnowaliśmy z pomysłu...

Ok, co do powodu zrąbanych wakacji:
Wg mnie wakacje to:

0 szkoły
0 przymusów
0 tureta

A jednak... ostatni podpunkt się nie sprawdził... We wtorek siedziałem sobie na fotelu, patrze przez okno, a tam... TURET!!!

Serio, nie miałem pojęcia o co mu chodziło, do puki nie usłyszałem
DING DONG!... serce mi zamarło ;_; podlazłem i łotwarłem drzwi... i... e... wręczył mi taką... ulotkę...?
Wiecie co..? Nie jestem żadnym maniakiem, ale cenie swoją religię, a on przyszedł i z premedytacją wręczył mi "Zaproszenie na kongres Jehowów"... Ej... i wiecie co wam powiem...
...
A z resztą nic nie powiem... tego... zapomniałem...
[Tę ulotkę trzymam na specjalną okazję (ognisko klasowe)]

Ej, wgl, ogarniacie spić się 8 kieliszkami cytrynówki..? No.. ja też nie, ale jednak jest to możliwe... tia.. mój znajmy z YouTube jest do tego zdolny...



I wiecie co..? On był serialnie zchlany... mamy taką koleżankę Cookie... Eh... dobrze że jej nie było na tej konferencji... (ze względu na wulgarność obrazek zwinięty)




Ehh... dziewczyna się zamknie w sobie :< (ale głos ma ładny :) )
Cóż... potem anonimowy informator, poinformował brata Kuby, co się dzieje, więc nie zdążył więcej namieszać...

Jak dobrze, że chociaż w nocy mogę wpierdzielać ciastka, i słuchać muzyki na spokojnie C :

2013-07-11

Wakacje is coming

 Okej... zacznę od tego, że nie przepraszam za nieakwność,bo nie mam praktycznie kogo... więc... podczas mojej nieobecności działo się wiele... na początek opiszę piątek - tydzień przed zakończeniem roku szkolnego..

 Od przyjścia do szkoły nic mi się nie chciało, a miał to być dzień opierający się na wf-ach. Tak więc do szatni wpadła Marlena, z tekstem, żebyśmy wszyscy szli nad sołe (rzeka nieopodal, w której się pławi w wakacje), i tak wszyscy ci ludzie, którzy "wielce pójdą na wagary" zostali pod pretekstem luźnych lekcji...

 Ja, znudzony szkołą, podążyłem za Marleną w stronę Brzeszcz - przeciwnym od szkoły, w celu poszukiwania towarzyszów podróży. Zadzwoniliśmy do Martyny, która jednak odebrała pod szkołą... eh... nasza babeczka od niemieckiego, to ładny myśliwiec...

 No cóż... zgarnęliśmy po drodze Olę i Jankę. Kiedy dzwoniliśmy po Kalinę, stało się coś, za co mam na nią foh-forever do teraz... jej telefon odebrał nasz wychowawca. Nie rozumiem... dlaczego dzieciaki, które mają 70℅ frekwencji  nie mają nawet przypału, a jak ja poszłemedłem (moja forma czasownika) pierwszy raz w życiu na waxy, to musiał po mnie wychowawca dzwonić... świat jest okropny...

 Po drodze wstąpiliśmy do mnie do domu. Miałem wziąć filtr do opalania i aparat. Mama pytała z kim jestem, ale gdy usłyszała Jankę i Ole wskakujące w ubraniach do basenu - domyśliła się... tak więc pojechaliśmy obczaić miejsce.

 Kiedy znaleźliśmy w miarę fajne, okazało się, że nie wziąłem filtra, tylko bronzer i zapomniałem aparatu. To mój ogar. No ale nic, popływaliśmy, poleżeliśmy, pogadaliśmy i wgl było zayebiście...dziewczyny skorzystały ze słońca, ja nie pogardziłem widokami ( chociaż im widoku współczuję ) i tak minął nam dzionek. Około 11 dojechała Kalina z Martyną, bo cała klasa się zerwała z Chemii. Cóż... ms. Yeti w końcu miała lekcje z inteligentnym towarzystwem [samą sobą].

 Po powrocie do domu wychowawca znowu dzwonił... czepiał się, że nas nie było na próbie na zakończenie, bo była próba z Dyrą... totalnie z Marleną zapomnieliśmy, ale kij, raz się żyje.! Ahh... a próby i tak nie było, po były max 3 osoby występujące.
Tak więc wszystko uszło nam na sucho ^^

***

Kolejnym zdarzeniem, wartym opisania jest akcja, którą nazwałem ...

~BORSUK ADWENTURE~

 Więc zaczęło się to jakoś w ... lutym, marcu... kiedy to pierwszy raz poznałem kobietę, o której już wcześniej pisałem. To ta "miła starsza pani" , której pomagaliśmy z Sylwkiem przy 100 leciu. Postanowiłem używać tu nazwy Borsuk, gdyż to jedno z jej 768443521260991765482 przezwisk  które jej nadaliśmy. Wymienię kilka najlepszych:

 - Christella de Vrą
 - Borsuk
 - YoMama
 - Matka Ziemia

No więc można się domyślić jej imaga. No więc - o co chodzi w tej Adwenturze -
Jakoś w piątek, ja i Sylwek dowiedzieliśmy się, o co nas prosi byśmy jej zrobili. Były to trzy prezentacje, na konkursy europejskie + kalendarz na urodziny jakiejś rodziny. So... pierwsze spotkanie odbyło się w piątek. A konkretniej poiedziała nam, że mamy jej zrobić prezentacje, na następny dzień. 

Nasza "zwarta" praca opierała się na gromadzeniu materiałów do prezentacji  i sporządzeniu słownika, np. Pałerejd - Power Point, Gof - Gif, Przewiń w górę - przenieś stronę do góry (przewiń w dół). Zajęło nam to ok. 20 min...

 Następnie mieliśmy zrobić prezentacje, na temat 100lecia, tzn wybrać 8 najciekawszych zdjęć. Wybraliśmy ale na 1 miała dziwną minę, więc nauczyłem Sylwka używać GIMPa - tzn wkleiliśmy jej oczy z innego zdjęcia, po cym on stwierdziła, że wygląda jak Yzma z "Nowych szat króla"... i straciliśmy 1h życia, bo ona i tak wybrał inne zdjęcia.

 Najlepsze było to, że jak wgraliśmy jej zdjęcie do GIMPa, to wyskoczył komunikat o treści "za duży rozmiar pliku", a to już chyba o czymś świadczy... ale dopóki nie będą jej drukować na bristolu, to tyle dobrze...


Tak więc na pracy spędziliśmy kilka dni, przy czym za każdym razem coś było źle :| tak więc następnego dni w sobotę Sylwek przyszedł do mnie, żeby jej ten cały kalendarz zrobić... w sumi był 0,5 h wcześniej, więc zastał mnie wychodzącego spod prysznica...

I tak ze 2 h się z niej brechaliśmy (normalnie nie wyśmiewam się z innych, ale skoro ona traktowała nas jak sługi, to zrobiłem wyjątek...) w sumie nie zależało nam na czasie, bo dla mnie grafika komputerowa (nie chwaląc się) jest to dla mnie pikuś. Tak więc wieczorem sam to sobie porobiłem w pół h.

Tego samego dnia był rajd rowerowy. Nie rozumiem... jak można lubić rajdy rowerowe..? Lubie rower, ale ne rajdy... to pewnie przez moją osobowość - lubię coś robić, ale nie jak mi ktoś karze !

Mimo wszystko na rajdzie byli ci okropni ludzie (moi przyjaciele [przynajmniej tak mi się wydaje ^^']) no i spotkali mojego tatę (biedacy) aż się boję jakiej siary narobił... ehhh...

Wracając do Borsuka - na następny dzień przyjechał do nas, odebrać kalendarz, i kazać nam robić więcej prezentacji... to nie fair... Sylwek jest od scenariuszy, a ja od grafiki... niech że se znajdzie kozła od prezentacji..!

Oczywiście  wszystko było źle, a w ostatniej chwili się kapliśmy, że z 24 zdjęć jakie nam dały, jedno daliśmy 2 razy, więc jak to zobaczyliśmy, szybko zaczęliśmy mówić jakie to drugie zdjęcie ładne... Co prawda upiekło nam się, ale prawie umarliśmy...

I tak po długiej, nudnej pracy rozeszliśmy się, by na następny dzień spotkać się z Sylwkiem, na robienie dalszej części tych prezentacji. W sumie to tylko sklejaliśmy tamte 2 i 2 filmy w 1 dupną prezentacje. Rozpraszał mnie strasznie żółw Sylwka... :<

Gdy w miarę skończyliśmy, musieliśmy jeszcze iść do jednego gościa po filmik, który chcieliśmy (musieliśmy) dołączyć... ah.. ten facet otworzył nam po 3 min, wychodząc z kibla, a jego żona się ubierała... niezbyt trafny moment...

No, ale w końcu wszystko skończyliśmy. Zostało tylko nagrać na płytkę. I.. dadam..! Moje szczęście - płytka miała 4 gb, a prezentacja 4.10... eh... po usunięciu filmiku tamtego faceta, zajmowała 2.20.... więc Borsuk się wściekł...

Około 22 się rozeszliśmy. Na następny dzień mieliśmy jechać do niej... do szkoły w której pracuje. Niestety o 10 zadzwonili po mnie, że jest pruba u mnie w sql, i mnie musieli odwieźć ... -,- jeszcze z wontami..

O 13 wróciłem tam, i sylwek się śmiał, że musiał uczyć tańczyć dzieci... tak właściwie to one podrygiwały w rytm jakiejsik muzyki, i tańczyły za rączki. (Potem okazało się, że to polonez...), ale cóż .. ticzer 50+...

Serio, w szkole z klasami 1-3 powinny pracować... nauczycielki na czasie, bo patrząc na ich umiejętności obsługi sprzętu, na wyższym poziomie niż latarka, to idzie się załamać...
...

Seriusly..?

Oksa, skończyliśmy jej to, tylko pozostało nagrać na płyte. Miał się tym zająć Sylwek. Następnego dnia miało być pożegnanie 3cich klas.

No więc 7 rano, siedze w wannie i sie myje, i nagle telefon dzwoni. Wyszłem, i odebrałem telefon od sylwka, i on mówi coś takiego..:

Nosz załamałem się... =_= łaaaaaaa...aaah! Scary..!

Na szczęście to były jej ostatnie znaki życia...
FREE!

Nom, pożegnanie minęło jako tako. Miałem czytać jeden wierszyk z Marleną... OmG! Jaaka trema... trzepałem się jak wibra... ująca nokia... eh...

Wydukałem to jakoś, i dołączyłem do klasy. Tam, znieważono mą skromną osobę fałszywymi pochwałami... z braku więc innych zajęć zacząłem bawić się włosami Agi.



Przypomniała mi się przez to (właściwie Aga mi przypomniała) taką akcje.. W pierwszej klasie na zakończenie roku szkolnego, bawiłem się włosamo Agi. Powiedziałem jej, że ma fajne włosy... obok siedziała Marlena...

Dziwie sie jej, że jeszcze ze mną gada x3 

Po całej "uroczystości" Anielka dała mi katalog z AvOnA ;D i z braku innych zajęć odprowadziłem Age pod przystanek, przy tym wdychając zapachy...

Na serio, to totalnie bezsensowny pomysł, nacierać zapachem kartki katalogu... lepiej jak by dali np. jako gadżet zakrętki po perfumach pachnące danym kosmetykiem, bo ludzie mogą sobie bezpośrednio pod pachy wcierać te strony...

W sumie to dziwie się, że jeszcze nikt na to nie wpadł, ale widać dla niektórych bardziej liczy się butelka perfum na półce, niż kasa, za którą można by kupić np. transfer na chomika.

Kiedyś założę bank, do którego ludzie będą oddawać pieniądze, które mogły by się zmarnować...


Cóż... może mam szansę na jakąś karierę... mam średnią 4.21, może mnie przyjmą do jakiegoś... nw.. studia filmowego...? Marzenia...

ZAKOŃCZENIE ROKU SZKOLNEGO

Ów dzień mogę określić jako 3 z kolei najgorszy dzień roku. Dlaczego nie lubię gdy szkoła się kończy..? To proste... bo za 2 miesiące znowu się zacznie... więc jaki jest sens wakacji..?

Ten KONKRETNY dzień był wyjątkowo paskudny. Od rana padało, więc nici z wyjazdu nad Sołe... wszyscy spotkali się (prawie wszyscy) pod kościołem, ale pogoda była na tyle okropna, że weszliśmy do środka. 

W sumie to z 10 osób, bo duża część klasy, to ateiści, chcący na gwiazdkę nowy telefon -,- wkurzają mnie tacy ludzie...

No więc po mszy wszyscy doszwędali się pod szkołe. Potem doszły te atole, i wyśmiały nas...  ale mam ich tam gdzie czopki.

Czekaliśmy na dworze na naszego wychowawce (tego samego co do mnie dzwonił...) a jak to on zwykle przyjechał ostatni z grona pedagogicznego.

Chcieliśmy się mu podlizać, więc stanęliśmy przy drzwiach jego samochodu w dwóch rządkach i rozwinęliśmy czerwony dywan (mój czerwony pokrowiec od telefonu) od biedy uszło...

I zaczęło się to, czego nienawidzę najbardziej... nie muszę chyba opisywać co mnie tak odpycha od akademii szkolnych, bo jak dla mnie, to powinniśmy w kościele podejść, i przy komunii odebrać świadectwo.

O Wiele więcej osób chodziło by do kościoła, jak nie, to powtórka klasy... no chyba że innowiercy, odebrać np w zakrystii u wychowawcy... Oszczędziło by nam to ok 1.45 h czasu...

Niestety, po świadectwa musieliśmy pójść do wychowawców, i znowu się wtopiłem, tak jak w zeszłym roku...

Otóż obiecałem panu Marianowi (wychowawcy) że w 2giej klasie będę miał średnią powyżej 4, a w tym kazał mi mieć pasek... i jak tu się nie podlizać..?

Nię będę podejmował tutaj tematu lizydupów, ale to zjawisko powszechne....

No, ok... godz 11.30, świadectwa odebrane, wychodzimy ze szkoły, a tu... dadam! DESZCZ!

No i pięknie umoczyło mi świadectwo, i pogięło się :,< moje najpiękniejsze świadectwo od 5tej klasy podstawówki...

Musiałem zadzwonić po dziadka, bo by moje oceny były dosłownie plamami na świadectwie... a do końca dnia dbałem o moich fanów na YT (albo ludzi, którym mnie było żal i dali subka)

I w sumie tak zaczęły się...