2015-09-28

PAŹDZIERNIK 2015 #1 "Tajemny Krąg" sensem życia.

28 WRZEŚNIA - PONIEDZIAŁEK

  Pomimo, że zawsze piszę, że nie cierpię poniedziałków, to muszę przyznać, że tym razem poniedziałek był dość... Inspirujący. Na trzech ostatnich lekcjach - Projektach Multimedialnych mieliśmy stworzyć stronę dotyczącą naszych zainteresowań.

  Postanowiłem, że nie będę się przemęczał i po prostu skopiuję wszystkie materiały z mojej BARDZO starej strony, która nazywała się KaJot dub Studio. Ta strona była poświęcona moim starym projektom fandubbingowym i nie funkcjonowała od bardzo dawna. I aż mi się płakać zachciało, kiedy przeczytałem o tych wszystkich pomysłach jakie miałem w 2013.

 

  A'propos moich starych produkcji - kiedyś faktycznie zdubbingowaliśmy "Tajemny Krąg", ale jakoś nigdy nie obejrzałem tego serialu w całości... Stwierdziłem że może czas nadrobić zalgłości... No, i mniej więcej to była kwintesencją tego tygodnia.

29 WRZEŚNIA - WTOREK

  Tak jak już mówiłem - moim sensem życia stało się obejrzenie "Tajemnego Kręgu". Okazało się, że ta seria jest na tyle wciągająca, że już po 2 dniach oglądania opracowałem wszystkie możliwe metody oglądania.



  Po dwóch dniach obejrzałem pięć odcinków. Chyba muszę przystopować, bo do końca tygodnia skończę całą serię...

30 WRZEŚNIA - ŚRODA

  Powiedzmy, że środa nie jest jednym z tych szczęśliwych dni... Głównie dla tego, że mamy dwie matematyki pod rząd, oraz dwie lekcje polskiego. Nie żebym miał coś szczególnego do tych przedmiotów, ale nie przepadam za nimi...



1 PAŹDZIERNIKA - CZWARTEK

  Od jakiegoś czasu z pewnym "utęskieniem" czekam na czwartki. Strasznie się napaliłem na moje lekcje gry na fortepianie, ale coś czuję, że przy moim ogarnięciu mam średnie szanse zostać następcą Chopina, czy Mozarta...


2 PAŹDZIERNIKA - PIĄTEK

  Dzisiaj poczułem się w penym sensie bohaterem. Może, nie do końca, ale w pewnym sensie. Kiedy razem ze znajomymi wracaliśmy do domu, zauważyliśmy że na siedzeniu autobusu, w który wsiedliśmy leżał plecak. Postanowiliśmy sprawdzić do kogo należy, bo w autobusie nie było żadnego potencjalnego właściciela.



  Okazało się, że to plecak jakiejś gimnazjalistki... Oddaliśmy go kierowcy, a ten zobowiązał się oddać go na zajezdnię. Zaraz po powrocie do domu napisałem do właścicielki, którą znalazłem dzięki legitymacji. Cóż... Kiedy mi odpisała, była już z powrotem w posiadaniu plecaka, ale mi pozostała świadomość zrobienia czegoś dobrego.

 Jeśli mam być szczery, to nigdy nie wierzyłem w moich przyjaciół w kwestii kupowania prezentów urodzinowych. Ale dzisiaj stało się coś dziwnego - kiedy byliśmy w PEPCO, żeby kupić prezent dla Maddie - o dziwo nie kupiliśmy nic głupiego, ani bezużytecznego. No, może z drobnym wyjątkiem...


  Nie pytajcie o co chodziło z maszynkami do golenia... Podpowiem tylko, że napisaliśmy na opakowaniu duży napis "for legs". Resztę pozostawiam wam do przemyślenia.

3 PAŹDZIERNIKA - SOBOTA

  Dzień zaczął się jak każdy inny... Z tym, że około 15:00 mieli wpaść do mnie Miley, Nathalie i Steve. Mieliśmy opakować prezent dla Maddie. Przy okazji chciałem poprosić Nathalie, żeby nagrała dla mnie kilka tekstów... Niestety - przygotowanie 40 sekundowego nagrania w obecności Steve'a i Miley była bardzo ciężkim zadaniem...


  W końcu udało nam się opakować prezent i dotrzeć do Maddie. Może impreza nie była tak szalona jak nasze inne spotkania, ale i tak miło spędziliśmy czas.

4 PAŹDZIERNIKA - NIEDZIELA

  W tę niedzielę stwierdziliśmy, że możnaby zrobić coś ciekawego... Ja, Steve, Nell i kolega Steve'a postanowiliśmy pojechać do kościoła na rowerach. Przez jakiś czas sprzeczaliśmy się którą drogą jest bliżej, aż postanowiliśmy pojechać każdy w inną stronę i się przekonać.


  Cóż... Uznajmy, że nasza rywalizacja była w 50% uczciwa, ale co tam. Niestety okazało się, że droga Steve'a i jego znajomego jest krótsza, ale Nell stwierdziła, że to dlatego, że jestem gruby i wolno jeżdżę. Cóż... W sumie każda wymówka jest dobra.

2015-09-21

WRZESIEŃ 2015 #4 Niechęć, zmęczenie, demotywacja... To już chyba jesień...

21 WRZEŚNIA - PONIEDZIAŁEK

  Minął trzeci szkolny poniedziałek. Moja nienawiść do poniedziałków pogłębia się co tydzień. Zwłaszcza kiedy myślę o porannym wstawaniu...

  Jedyną pocieszającą myślą jest fakt, że tego dnia na niemieckim siedzę w klasie obok takiej dziewczyny, która może mianować się PRAWDZIWĄ wariatką... Przy niej niemiecki nigdy nie jest nudny...



  Co prawda dzień nie był bardzo męczący, ale popołudniu TAK BARDZO bolała mnie głowa, że położyłem się spać już około 18:00...

22 WRZEŚNIA - WTOREK

  Coś czuję, że NA PRAWDĘ zbliża się jakaś choroba... Dzisiaj rano - pomimo że zasnąłem około 18:00 - byłem NIEPRZYTOMNY. Wyglądałem na tyle źle, że mama zaproponowała żebym został w domu... Wróciłem do łóżka i wstałem około 9:00. Ta... przespałem prawie 15 godzin!

  Zważając na to, że nie miałem ochoty spędzić dnia całkowicie leniwie - postanowiłem pouczyć się na polski. Uczyłem się właściwie już od niedzieli, ale nigdy nie wiadomo czego zażąda polonistka... Poza tym, kiedy przeszedł mi ból głowy pojechałem do fryzjera, a chwilę po powrocie udałem się do kościoła na coś w stylu adoracji dla młodzieży...


  Całość trwała zaledwie dwie godziny, ale czas zleciał szybko, bo prawie ciągle śpiewaliśmy. Zacząłem trochę lubić swój głos! Może nawet kiedyś się nagram! Do tego jeszcze mi daleko, ale ostatnio pobiłem swój rekord! Dla wtajemniczonych - udało mi się wyciągnąć górne D. Chyba nie chcecie wiedzieć jak wtedy wyglądałem...




23 WRZEŚNIA - ŚRODA

  Nadszedł ten "upragniony" dzień, w którym przyszło nam napisać sprawdzian z polskiego. Może i nie był on trudny, ale jak zwykle coś musiało pójść nie tak...



  Zaczynam podejrzewać, że albo to świat jest nierozgarnięty, albo to ja jestem zbyt niekumaty, żeby go zrozumieć...


 Ostatnimi czasy (wyznanie życia) zauważyłem, że uzależniłem się od Quritto z KFC. Nie wiem z czego to wynika, ale stwierdziłem, że 9,99 za cztery kawałki to stanowczo za dużo. Postanowiłem jechać po południu do sklepu, kupić tortillę, ser, kurczaka, sos barbecue i poeksperymentować w kuchni.





24 WRZEŚNIA - CZWARTEK

  Coraz bardziej dostrzegam to, że świat mnie nienawidzi. Dzisiaj przeżyłem miły, spokojny dzień w szkole, ale oczywiście musiało się znaleźć coś, co sprawiło, że mój szczęśliwy nastrój znikł...


  Teoretycznie mogłem być w domu o 14:30, ale przez to całe zamieszanie - wróciłem o 15:30. Serdecznie nie polecam życia na wsi.


25 WRZEŚNIA - PIĄTEK

  Chyba zaczynam rozumieć co miała na myśli Rebbeca black, kiedy śpiewała "Friday". To chyba nie ważne jak, ale ważne że wyrażasz radość z piątku.

  Wieczorem, jak w prawie każdy piątek byliśmy na spotkaniu naszej "sekty". Mieliśmy porozmawiać na jakieś ważne życiowe tematy, ale skończyło się jak zawsze...



  Mim to, że zapanował lekki chaos - spotkanie było całkiem fajne. Wbrew pozorom udało nam się porozmawiać na jakieś "normalne" tematy.


26 WRZEŚNIA - SOBOTA

  Jedynym odpowiednim słowem jakie podsumuje tę sobotę jest słowo "deszcz". No, i ewentualnie muzyka, bo około 18:00 odbyło się u mnie spotkanie towarzysko - muzyczne. Niestety... Steve był bardzo wybredny...



  Gdyby nie to, że mieszkam jakieś 500 metrów od Maddie, to siedziałbym w domu. Ale cóż... Zależy mi na rozwoju kariery (chociaż mam już szczerze dość grania w kółko czterech akordów).


27 WRZEŚNIA - NIEDZIELA 

  Kolejna OKROPNA niedziela od początku roku szkolnego... Pomimo, że dzień był całkiem spokojny, to i tak minął źle. Od rana bolała mnie głowa. Wieczorem była u nas ciocia, żeby złożyć życzenia mojej siostrze, która w poniedziałek ma urodziny. Kiedy tylko rodzina wyjechała - postanowiłem iść gdzieś się przejść. Było już dość późno i... To chyba był zły pomysł.



2015-09-14

WRZESIEŃ 2015 #3 Grypa, depresja i wielka kariera.

14 WRZEŚNIA - PONIEDZIAŁEK

  Chciałbym kiedyś z czystym sumieniem napisać "ale to był fajny poniedziałek", ale nie zanosi się na to, żebym kiedykolwiek użył takiego sformułowania. Zwłaszcza kiedy spędza się w szkole jakieś osiem godzin przed komputerem.

  Właściwie to dzisiaj nie było tak tragicznie, bo mama napisała mi zwolnienie z ostatnich dziesięciu minut lekcji co tydzień. Może w końcu będę zdążał na autobus.

15 WRZEŚNIA - WTOREK

  Wtorek już od czasów gimnazjum kojarzy mi się z czymś złym. Jednak w tym roku szkolnym - wtorek jest BARDZO luźny, bo mam zaledwie sześć lekcji, z czego dwie to WF. Chociaż ten WF z miłą chęcią zamieniłbym na np: dodatkowy angielski...


  Wieczorem przeżyłem istną traumę. Od dość dawna (mniej więcej od lipca) myślę o zapisaniu się na jakieś zajęcia, które poprawią mój poziom gry na keyboardzie... Teoretycznie umiem coś zagrać ale w praktyce wyglądam przy tym jakbym miał opóźniony proces myślenia...

  W związku z tym - wieczorem przezwyciężyłem swoją aspołeczną fobię rozmawiania z ludźmi i postanowiłem zadzwonić do faceta, którego numer już dawno znalazłem w internecie.



 I kiedy nadzieja znikła, a serce przepełnił żal...


  Ta ostatnia wiadomość strasznie mnie podjarała. Facet dał mi numer do tej kobiety, ale stwierdziłem, że jeden telefon to szczyt moich możliwości społecznych...

16 WRZEŚNIA - ŚRODA

  To był bardzo ciężki dzień. Nasza polonistka postanowiła nas przepytać z działu średniowiecza. Cała klasa zgłosiła nieprzygotowanie, ale ja znałem ten temat na pamięć już od zeszłego roku. Nie spodziewałem się jednak jak podstępna może okazać się nasza nauczycielka...


  Jako że znajomość treści wszystkich wierszy i charakterystyki średniowiecza mi nie pomogły - dostałem 1. Trochę się przejąłem, do czasu kiedy do odpowiedzi wybrała Lucy.



  Mój humor znacznie się poprawił gdy na następnej lekcji - matematyce - nauczycielka wzięła mnie do odpowiedzi. Myślałem że mnie dobije, ale w ogólnym rozrachunku wyszedłem z sali z dodatkową 4+ w dzienniku.

  No, a wieczorem została jeszcze kwestia telefonu do pani od fortepianu. Powiem tak: od zawsze jestem aspołeczny i rozmowa telefoniczna jest dla mnie wielkim wyzwaniem, ale ta babka przekroczyła wszelkie granice


  Sama myśl o rozmowie mnie przeraża, a co dopiero o spotkaniu na żywo. Zazwyczaj na takich spotkaniach nie potrafię być sobą, jąkam się, nie wiem co powiedzieć i ciągle się gubię... Mam nadzieję, że nie wyjdę na totalnego kretyna.

17 WRZEŚNIA - CZWARTEK

  Haha! Dzisiaj na polskim wpadły kolejne cztery jedynki. W ogólnym rozrachunku nasza klasa ma 7 pał z polskiego. Coś mi się zdaje, że jak tak dalej pójdzie, to McDonald zyska pokaźną liczbę nowych pracowników.

  Jednak nie szkoła była moim największym zmartwieniem. Po lekcjach wsiadłem do najbliższego autobusu i udałem się w okolice szkoły muzycznej. Ogólnie spotkanie z tą miłą panią nie było takie złe, ale okazała się bardzo spontaniczną kobietą i stwierdziła, że możemy od razu zrobić pierwszą lekcję...


  Myślę, że spełniły się moje największe obawy i faktrycznie wyszedłem na idiotę, skoro postanowiła uczyć mnie czegoś TAK banalnego... Mam nadzieję, że jakoś przebrnę przez te podstawy...

  Wieczorem mieliśmy którkie spotkanie naszej "sekty" parafialnej. Niestety przeszedłem tylko ja i Steve i to o pół godziny za późno... Wszystko przez pająki w piwnicy Steve'a.


  Nasze spotkanie trwało wyjątkowo krótko. Może to faktycznie dlatego, że było nas tylko trzech. Po spotkaniu opowiedziałem Steve'owi moją historię o szkole muzycznej. Stwierdziliśmy, że to może być dobra okazja, żeby się rozwinąć... 

18 WRZEŚNIA - PIĄTEK

  Dzisiaj marzyłem tylko o tym, żeby ten dzień się skończył! Zaraz po szkole wskoczyłem do pierwszego lepszego autobusu i udałem się do pobliskiej galerii handlowej, gdzie miała czekać na mnie Maddie ze swoją koleżanką ze szkoły. Odkąd skończyły się wakacje - o wiele rzadziej się spotykamy, więc stwierdziliśmy, że wspólny wypad do KFC, to dobry pomysł!

  Kiedy mieliśmy się już zbierać - przyłączył się do nas Steve, który akurat skończył lekcje. Poszliśmy wszyscy na autobus i zaplanowaliśmy wieczorne spotkanie u mnie. Postanowiliśmy, że skoro wszyscy czujemy pewien dryg do muzyki, to możemy spróbować swoich sił wspólnie. Skończyło się to średnio...


  Po jakimś czasie przyszła również Nell, przy której udało nam się zagrać spójnie chociaż kawałek jakiejś piosenki... Zagraliśmy całą zwrotkę i refren "I see fire". Myślę, że jak na początek - dobre i to!

19 WRZEŚNIA - SOBOTA

  Dzisiaj chciałem zrobić coś ciekawego, ale to było trudne... Od rana byłem na szaleńczym rajdzie w poszukiwaniu spodni. Rodzice postanowili wybrać się na rynek, a ja byłem zmuszony pojechać z nimi...

  Zaraz po powrocie do domu wpadł do nas wujek, żeby sformatować komputer mojej siostry, a przy okazji zobaczyć co dzieje się z moim. I zanim on wyszedł - wpadła do mnie Maddie. Po wczorajszym muzycznym spotkaniu postanowiliśmy, że musimy porządnie się za nią wziąć, bo o ile ja mam problemy ze zmianą chwytów na keyboardzie, to ona prawie W OGÓLE nie zna chwytów na gitarę.


  Kiedy po jakimś czasie dołączył do nas Steve - postanowiliśmy zrobić spotkanie bardziej poświęcone śpiewowi niż grze. Myślę, że kiedyś coś z nas będzie, ale przed nami NAPRAWDĘ długa droga... O ile w międzyczasie się nie pozabijamy...

20 WRZEŚNIA - NIEDZIELA

  Dzisiaj była kolejna niedziela, w którą strasznie bolała mnie głowa, było mi zimno i niedobrze. Nie wiem dlaczego, ale w tym tygodniu codziennie po południu boli mnie głowa, kładę się spać dość wcześnie, bo między 20:00 a 22:00, po czym rano i tak jestem niewyspany. Coś czuję, że zaczyna brać mnie jakaś grypa. Może to i dobrze? Będę miał więcej czasu na naukę polskiego... Do tej pory nie rozumiem o co chodzi w "Rozmowie mistrza Polikarpa ze Śmiercią"...

2015-09-07

WRZESIEŃ 2015 #2 Ciężki tydzień, PRAWDZIWE obowiązki.

7 WRZEŚNIA - PONIEDZIAŁEK

  Chyba mam nowy ulubiony przedmiot w szkole! Do tej pory moim ulubionym było Przygotowanie do Druku, na którym głównie projektowaliśmy ulotki, ale dzisiaj miałem pierwszą lekcję Projektów Multimedialnych.


  Niestety - nie zmienia to faktu, że w poniedziałek mam niemiecki... Mam wrażenie, że niemiecki w szkołach jest tylko po to, żeby utrzymać przy życiu nauczycielki... Wolałbym mieć jakiś dodatkowy angielski, czy coś...


8 WRZEŚNIA - WTOREK

  Rany! Ostatnimi czasy ciągle trąbi się o tej ustawie związanej ze "zdrową żywnością" w szkole. Myślałem, że to tylko taki temat zastępczy dla masowych mediów, dopóki nie zajrzałem do szkolnych automatów.


  Hmm... Musiałbym zjeść przynajmniej kilka takich musów, żeby się na jeść (i w międzyczasie nie zwymiotować). Cóż... Wydaje mi się, że to nawet lepiej dla pobliskich sklepów, gdzie jedzenie jest dwa razy tańsze.

9 WRZEŚNIA - ŚRODA

  Ogłaszam, że środa, to najgorszy dzień tygodnia! Dwie lekcje polskiego i dwie lekcje matematyki to nie najlepsze połączenie. Zwłaszcza, kiedy polonistka jest rozwścieczona. A jeszcze bardziej - jeśli jest kobietą...






  Nie dość, że cały dzień był okropny, to jeszcze spałem BARDZO mało, bo wieczorem, przez długi czas robiłem prezentację dla Brygady Świętej Inkwizycji... Zaczyna mnie to poważnie irytować. Okazało się, że jutro muszę jechać do księdza ze swoim sprzętem i uzgodnić z nimi ostatnie szczegóły...

10 WRZEŚNIA - CZWARTEK

  Jak często piszę, że nienawidzę wczesnego wstawania, tak za każdym razem się w tym utwierdzam. Wczesne wstawanie było fajne, ale we wakacje... Kiedy mogłem w każdej chwili wrócić do łóżka.

  Ogólnie to dzisiejszy dzień w szkole chciałem przewegetować, żeby tylko przeżyć. Po szkole miałem jechać do księdza, aby skończyć ostatecznie prezentację dla Brygady. Pomimo tego - udało mi się świetnie przygotować na lekcje. A zwłaszcza na polski...



  Ogólnie polonistka była zadowolona, bo nasza klasa (o dziwo) przygotowała się do lekcji. Lekcja przebiegła całkiem... Bezpiecznie. Bez przykrejszych niespodzianek. 



  Po szkole miałem jechać do księdza, ale zwolnili nas z ostatniej lekcji, więc zdążyłem jeszcze skoczyć do domu i coś zjeść. Niestety - mój spokój nie trwał wiecznie, bo już około 14:00 siedziałem na fotelu u księdza, wraz z rzeczniczką prasową, która najbardziej się angażowała w ten cały "film". Bo szczerze mówiąc wydaje mi się, że inne sekcje zupełnie to zlały...



  Myślałem, że to będzie już koniec i w domu będę musiał tylko wyrenderować całość, ale okazało się, że większość poprawek nanieśliśmy tylko na kartkę... Czeka mnie ciężki piątek...

  Właściwie to mógłbym to zrobić w czwartek wieczorem, ale wieczorem mieliśmy spotkanie na naszej salce. Brakowało nam rozmów z Panem Serduszko (tak nazywamy naszego katechetę). Niestety - na dzisiejszym spotkaniu okazało się, że prawdopodobnie już wkrótce spadnie na mnie nowy nawał obowiązków.



  W skrócie - Pan Serduszko zaproponował nam, abyśmy byli "opiekunami" jakiejś grupy młodzieżowej. Jeśli będzie to polegać na przychodzeniu co tydzień i rozmawianie z gimnazjalistami na różne tematy - jest mi to całkiem na rękę.

  Po spotkaniu, kiedy wracaliśmy rozmawialiśmy na przeróżne tematy. Ja i Maddie odprowadzaliśmy Steve'a, bo ja miałem z nim kilka spraw do wyjaśnienia. Katie niestety wyszła wcześniej, bo jechała do dentysty [*]

  Kiedy było już po spotkaniu, po spacerze i po poważnych rozmowach i kiedy już byłem w domu okazało się, że jest grubo po 21, a ja nie miałem ochoty zarwać nocy dla tej durnej prezentacji.

11 WRZEŚNIA - PIĄTEK


  Dzisiaj - podobnie jak w zeszły piątek kończyliśmy o godzinę wcześniej. Pasowało mi to, bo mogłem skończyć tą okropną prezentację (niezadowalający był fakt, że kończyłem lekcje o 13:00, a byłem w domu o 14:30... Nie polecam życia na wsi.)

  Dzień w szkole był niezbyt ekscytujący. O 15:00 po południu rozwaliłem się z laptopem na łóżku, ze świadomością, że mam ponad 12 godzin na skończenie tej prezentacji. Do czasu, kiedy zadzwonił do mnie facet od telebimów...


  W ten sposób z dwunastu godzin zrobiły się cztery... Chyba żadne słowa nie oddadzą tego, jakie zabieganie panowało wtedy w moim pokoju... Co chwilę do kogoś dzwoniłem, co chwilę coś renderowałem, montowałem, a do tego doszło jeszcze zrobienie pieśni na telebim!

  W tym czasie napisałem chyba pięć maili, wykonałem grubo ponad 10 telefonów i wyrenderowałem z sześć krótkich filmików, które potem musiałem przetrawić na jeden. Niestety nie wziąłem pod uwagę tego ile czasu zajmie laptopowi renderowanie...


  Koniec końców udało mi się dogadać z gośćmi od obsługi technicznej i telebimu. Wysłałem im wersję "podglądową" filmiku (w 240p) i slajdy z pieśniami. Wersję ostateczną miałem wysłać im rano/w nocy. Ech, a tak się napaliłem na wolność w piątek...


12 WRZEŚNIA - SOBOTA


  Wstać o 5:50 w sobotę? A czemu by nie? Jeśli ktoś musi jechać operować sprzętem na jakiejś uroczystości w Żywcu... Szczerze mówiąc, to wczesne wstawanie było moim największym problemem, dopóki nie zdałem sobie sprawy z powagi sytuacji...


  Odtworzenie prezentacji (jak się spodziewałem) na mszy w jakimś większym kościele nie byłoby problemem. Ale myśl o ogarnięciu tekstów pieśni, prezentacji i całej tej technologii w Żywieckim amfiteatrze na Inauguracji Roku Formacyjnego przy dwóch tysiącach ludzi napawało mnie OGROMNYM stresem...

 Na szczęście był tam jakiś facet od obsługi telebimu, więc miałem kogoś "do pomocy". A właściwie, to ja byłem "tym do pomocy" ale to nawet lepiej dla mnie. Gorzej było z faktem, że ani ja, ani on nie wiedzieliśmy co kiedy puścić. I kiedy wszystko już się zaczęło - musiałem podbiec do chóru i spytać co i jak...


  Na szczęście facet był całkiem spoko i napisał mi numery pieśni. I pomyliliśmy się tylko kilka razy (czego mam nadzieję nie było widać). Nasze pomyłki wynikały głównie z faktu, że chór postanowił powtarzać niektóre zwrotki. No, ale nie było tak źle.


  Na szczęście już około 15:00 ksiądz stwierdził, że musimy wracać, bo wypadł mu pogrzeb... Cóż - dla mnie to było w sumie szczęście w nieszczęściu, bo nie zamierzałem spędzić tam kolejnych dwóch godzin (trochę szkoda, bo akurat trwał koncert zespołu Magnifikat, ale cóż).

  W domu byłem trochę po 16:00. Dosłownie padałem na twarz. Po zjedzeniu porządnej kolacji udałem się do upragnionego łóżka... Od czwartku spałem jakieś 9 godzin... Tak więc o 19:00 byłem już nieobecny wśród świadomych.

13 WRZEŚNIA - NIEDZIELA

  Myślałem, że jeśli pójdę spać o 19:00, to na następny dzień wstanę rano rześki i wypoczęty. Ale moje podejście zmieniło się, kiedy uświadomiłem sobie, że wstałem około 10:00...

  Postanowiłem spędzić ten dzień na nauce... Może to dziwne, ale z lekka ogarnęła mnie radość, gdy pomyślałem, że moim obowiązkiem jest TYLKO pouczyć się. (Nigdy nie sądziłem, że coś takiego napiszę).



  Cóż... Muszę przyznać, że ta cała przygoda z Brygadą Świętej Inkwizycji czegoś mnie nauczyła. Głównie radzenia sobie ze stresem w sytuacjach KRYTYCZNYCH. No, i stwierdziłem, że muszę stać się nieco bardziej asertywny. To był naprawdę ciężki tydzień. Mam nadzieję, że w przyszłym tygodniu uda mi się pożyć nieco spokojniej!

2015-09-01

WRZESIEŃ 2015 #1 Pierwszy tydzień szkoły.

1 WRZEŚNIA - WTOREK

  Ech... założyłem, że we wrześniu będę starał się pisać coś pozytywnego, żeby życie nie wydawało się takie szare, no ale po prostu się nie da...

  Pierwszy września był OKROPNY. Co prawda nie musiałem wcześnie wstawać, ale już o 9:06 stałem w autobusie pełnym ludzi. W sumie nie wiem na co liczyłem...


 

  W szkole byłem około 9:45. Musiałem przeczekać GODZINĘ, bo rozpoczęcie roku zaczynało się o 10:45. Właściwie, to akademia trwała już od 10:00, ale starsze klasy nie były "zaproszone"...

  W czasie czekania na spotkanie z wychowawcą gadałem z koleżanką z klasy Judy. I jej słowa - mimo, że bardzo pozytywne - wcale mnie nie pocieszyły...


  Kiedy w końcu zegary wybiły 10:45 - poszedłem do klasy. Liczyłem, że faktycznie przyszedłem do szkoły po coś ważnego, ale okazało się, że spotkanie z wychowawcą, to tylko pic na wodę...


  Po szkole pojechałem do McDonalda. Mieli tam czekać na mnie Maddie, Nathalie oraz Steve. Dzisiaj był ich pierwszy dzień w nowej szkole, więc byli bardzo podekscytowani. Tak się składa, że McDonald stoi może 200 metrów od ich szkoły, więc nie musieliśmy gotować się na przystanku autobusowym. I zauważyłem, że już całkiem dobrze zaklimatyzowali się w nowych klasach! A głównie to Steve...


  Do domu wróciłem około 13:00 mieliśmy dzisiaj się spotkać, czy coś, ale niestety to nie wypaliło, bo o godzinie 19:00 poszedłem spać... A to dlatego, że ja i moja siostra od jutra mieliśmy funkcjonować z jedną łazienką. Wolę wstać 20 minut wcześniej i mieć czas na wszystko, niż toczyć walki o kibel...


2 WRZEŚNIA - ŚRODA

  Myślałem, że pierwszy dzień będzie luźny i ciekawy, ale myliłem się... Jako, że jestem w technikum - od drugiej klasy mam kilka nowych przedmiotów. Jednym z nich była pierwsza lekcja - historia i społeczeństwo. Okazało się, że jest to po prostu historia, tylko ograniczona do nauki o ludziach... Do tego nauczycielka jest bardzo... Zamulona.


  W ciągu 45 min podała nam jakieś podstawowe informacje o przedmiocie i przedstawiła się... Nie wydaje mi się, by był to jakiś produktywny przedmiot...

  Po HiSie mieliśmy Polski. Przypomniał mi się początek pierwszej klasy, kiedy polonistka siała terror i strach wszędzie wokół, ale teraz nawet ją lubię. Nie jako nauczycielkę, ale jako osobę. Co prawda nadal zgrywa surową, ale co po niektórzy wiedzą już, że ona po prostu ciśnie z nas bekę...

  No... to był zaiste humanistyczny początek dnia... Historia, dwie lekcje polskiego. Zaraz po nich czekały nas dwie lekcje matematyki. Nasza nauczycielka chyba nie ogarnia, że rozszerzona matematyka nie jest czymś, czego mogła by nas nauczyć, ale cóż... Fajnie, że próbuje...


  Całe szczęście, że w środy mamy i matematykę i WOS, bo mój zeszyt do matematyki jest czerwony, a do WOSu zielony. Zaoszczędzę na kartkach.

  A'poropos WOSu... Słyszałem już pogłoski o charakterze nauczyciela WOSu, ale nie sądziłem, że są AŻ TAK prawdziwe.


  Podobno niezły z niego jajcarz... W sumie to prawda, bo przez całą lekcję nie spuścił z żartobliwego tonu. I jest BARDZO kulturalny. Nie wywołuje po imieniu, tylko czeka aż ktoś spojrzy w jego kierunku.. Ogólnie spoko koleś, tylko wydaje mi się, że Lucy będzie miała problemy na jego lekcjach...


  Wydaje mi się, ze jego lekcje będą jednymi z ciekawszych. Gorzej będzie na przedmiocie, który nazywa się Podstawy Przedsiębiorczości. Słyszałem, że jest nudny, ale nie że aż TAK...


  Mam nadzieję, że jakoś przeżyję ten przedmiot. Szczerze mówiąc - wolę robić prezentacje dla Brygady Świętej Inkwizycji, niż uczyć się PP. A'propos BŚI - chyba w końcu spodobała im się moja "prezentacja", więc możliwe, że do niedzieli będę miał spokój...


3 WRZEŚNIA - CZWARTEK

  To  chyba był najnudniejszy dzień do tej pory... Lekcje zaczęliśmy o 7:10, a więc musiałem jechać do szkoły już o 6:10... Nie cierpię mieszkać na zadupiu... Zawsze są te same problemy z dojazdem.

  Lekcje zaczęliśmy Przygotowaniem do Druku - jednym z moich ulubionych przedmiotów. Jak zwykle musieliśmy zapoznać się z regulaminem pracowni. Zauważyłem, że gdy trzeba, to nasza klasa potrafi mieć poczucie humoru...



  Później mieliśmy jedne z tych nudniejszych lekjci... Język Polski, WF, podstawy przedsiębiorczości i religię. Muszę przyznać, że przedsiębiorczość jest tak nudna, że każda inna lekcja wymięka...

  Po szkole pojechałem najbliższym autobusem pod moje stare gimnazjum, gdzie miałem się przesiąść i jechać do domu. Niestety - w autobuse, kiedy próbowałem przejść przez masę ludzi spadła mi gumka ze słuchawek...



  Musiałem przeżyć dość długi odstęp czasu bez muzyki... Na sczęście spotkałem kilka znajomych, z którymi chodziłem do gimnazjum, więc nie było tak źle. Muszę przyznać, że czasami szkoda mi kilku ludzi, ale kiedy myślę o mojej poprzedniej klasie od razu mi przechodzi...


4 WRZEŚNIA - PIĄTEK

  W ten piątek działo się wiele rzeczy... Zaczęło się od niespodziewanej kontroli w autobusie... Gdy jechaliśmy do szkoły, na kórymś przystanku wsiadła policja. Zaczęli liczyć ludzi i legitymować kierowcę. Mam nadzieję, że w końcu uświadomią sobie, że autobusy jeżdżą przepełnione, i albo puszczą ich więcej, albo puszczą przegubowce...


  W szkole nie działo się nic godnego uwagi... Mieliśmy dzisiaj jedno zastępstwo ze szkolną pedagog. Kiedy zaczęło mi się nudzić - wyciągnąłem mój zeszyt do rysowania i postanowiłem coś naszkicować... Nauczycielka to przyuważyła i powiedziała, żebym narysował jej jakieś obrazki, które ona zalaminuje i będzie dawała dzieciom w poradni do rysowania...


  A'propos informatyki - od tego roku będzie nas uczył jakiś nowy facet i przyznam, że od razu go polubiłem. Może w tym roku nie będziemy zajmować się głównie Wordem i Excellem...

  Około 13:00 okazało się, że nie mamy ostatniej lekcji, toteż postnowiełem jakoś ciekawie spożytkować zyskany czas i pójść do ciepłego KFC poczytać książkę. Była to dużo lepsza opcja niż czekanie na autobus na mrozie. Przy okazji spotkałem znajomą z podstawówki.


  Cóż... Niecodziennie podchodzi do was stara znajoma i zadaje takie pytanie. Na początku myślałem, że to żart, ale w dalszej rozmowie okazało się, że to grubsza sprawa. Oczywiście nie uzyskałem żadnych szczegółowych informacji, ale sam wiem jak to jest z tymi "copyrights'sami", umowami i tak dalej...

  Wieczorem ja, Maddie i Steve urządziliśmy sobie spotkanie, na którym Steve i Maddie głównie narzekali jak okropnie jest w nowej szkole. Mieliśmy iść dzisiaj na spotkanie naszej sekty, ale okazało się, że takowego nie będzie... Wszystko wyszło w rozmowie z naszym katechetą.


  Przez następne pół godziny śmialiśmy się z kobiety, która zza krzaków myślała, że to do niej mówimy "dzień dobry". Poźniej poszliśmy do Steve'a i dostaliśmy takiej głupawki, jak nigdy wcześniej...


  Coraz bardziej zaczynam myśleć, że namiastka dziecka w nas jest o wiele większa niż się spodziewamy...


5 WRZEŚNIA - SOBOTA

  W końcu nadeszła upragniona sobota! Jako biedne, przemęczone nauką dzieci bardzo jej wyczekiwaliśmy. Dzisiaj w naszej małej wsi miał odbyć się mecz "Kawalerów vs Mężatych". Jako, że w naszej miejscowości rzadko dzieją się takie rzeczy -  ja, Kattie, Maddie i Steve postanowiliśmy się tam wybrać.




  Po jakimś czasie postanowiliśmy iść na spacer. Jako mało ambitni ludzie postanowiliśmy iść zobaczyć lokalne slumsy. Wiem, że to niezbyt ciekawe zajęcie, ale szczerze mówiąc do niedawna nie wiedziałem, że u nas jest coś takiego.

  Kiedy już zakończyliśmy fascynującą eksploatację naszej miejscowości - wróciliśmy do domu. Chyba nikogo nie zdziwi jeśli napiszę, że do wieczora kończyłem film dla Brygady Św. Inkwizycji... A ogólnie, to do momentu, kiedy wyjechałem z rodzicami do galerii handlowej po nowe buty. Szczerze mówiąc - ostatnia przygoda w galerii niewiele mnie nauczyła...




  Nasze małe zakupy skończyły się po kilku godzinach. Miałem totalnie dość... Moja mama z pozorów wygląda na domatorkę, ale gdy wpuści się ją do galerii, to NA PRAWDĘ potrafi zaszaleć...


6 WRZEŚNIA - NIEDZIELA

  To był chyba najgorszy ostatni dzień tygodnia. Pogoda była okropna (ale z perspektywy ostatniego lata nawet mi to odpowiadało). Poza tym było mi słabo, zimno i niedobrze. Zupełnie, jakby zjadała mnie grypa.

  Cały dzień spędziłem w domu, ale przyznam, że lubię takie dni. Zacząłem nastawiać się na jutrzejszy dzień, bo mam wrażenie, że nadchodzący tydzień będzie jeszcze gorszy. Na pocieszenie mogę sobie przypominać, że znalazłem swoją nową gwiazdę - Conchitę Wurst. Nie pytajcie jak to się stało, ale jak cały dzień spędzi się przed komputerem i przypadkiem natknie się na jej playlistę na YT, to może ona naprawdę wpaść do ucha...