2015-09-01

WRZESIEŃ 2015 #1 Pierwszy tydzień szkoły.

1 WRZEŚNIA - WTOREK

  Ech... założyłem, że we wrześniu będę starał się pisać coś pozytywnego, żeby życie nie wydawało się takie szare, no ale po prostu się nie da...

  Pierwszy września był OKROPNY. Co prawda nie musiałem wcześnie wstawać, ale już o 9:06 stałem w autobusie pełnym ludzi. W sumie nie wiem na co liczyłem...


 

  W szkole byłem około 9:45. Musiałem przeczekać GODZINĘ, bo rozpoczęcie roku zaczynało się o 10:45. Właściwie, to akademia trwała już od 10:00, ale starsze klasy nie były "zaproszone"...

  W czasie czekania na spotkanie z wychowawcą gadałem z koleżanką z klasy Judy. I jej słowa - mimo, że bardzo pozytywne - wcale mnie nie pocieszyły...


  Kiedy w końcu zegary wybiły 10:45 - poszedłem do klasy. Liczyłem, że faktycznie przyszedłem do szkoły po coś ważnego, ale okazało się, że spotkanie z wychowawcą, to tylko pic na wodę...


  Po szkole pojechałem do McDonalda. Mieli tam czekać na mnie Maddie, Nathalie oraz Steve. Dzisiaj był ich pierwszy dzień w nowej szkole, więc byli bardzo podekscytowani. Tak się składa, że McDonald stoi może 200 metrów od ich szkoły, więc nie musieliśmy gotować się na przystanku autobusowym. I zauważyłem, że już całkiem dobrze zaklimatyzowali się w nowych klasach! A głównie to Steve...


  Do domu wróciłem około 13:00 mieliśmy dzisiaj się spotkać, czy coś, ale niestety to nie wypaliło, bo o godzinie 19:00 poszedłem spać... A to dlatego, że ja i moja siostra od jutra mieliśmy funkcjonować z jedną łazienką. Wolę wstać 20 minut wcześniej i mieć czas na wszystko, niż toczyć walki o kibel...


2 WRZEŚNIA - ŚRODA

  Myślałem, że pierwszy dzień będzie luźny i ciekawy, ale myliłem się... Jako, że jestem w technikum - od drugiej klasy mam kilka nowych przedmiotów. Jednym z nich była pierwsza lekcja - historia i społeczeństwo. Okazało się, że jest to po prostu historia, tylko ograniczona do nauki o ludziach... Do tego nauczycielka jest bardzo... Zamulona.


  W ciągu 45 min podała nam jakieś podstawowe informacje o przedmiocie i przedstawiła się... Nie wydaje mi się, by był to jakiś produktywny przedmiot...

  Po HiSie mieliśmy Polski. Przypomniał mi się początek pierwszej klasy, kiedy polonistka siała terror i strach wszędzie wokół, ale teraz nawet ją lubię. Nie jako nauczycielkę, ale jako osobę. Co prawda nadal zgrywa surową, ale co po niektórzy wiedzą już, że ona po prostu ciśnie z nas bekę...

  No... to był zaiste humanistyczny początek dnia... Historia, dwie lekcje polskiego. Zaraz po nich czekały nas dwie lekcje matematyki. Nasza nauczycielka chyba nie ogarnia, że rozszerzona matematyka nie jest czymś, czego mogła by nas nauczyć, ale cóż... Fajnie, że próbuje...


  Całe szczęście, że w środy mamy i matematykę i WOS, bo mój zeszyt do matematyki jest czerwony, a do WOSu zielony. Zaoszczędzę na kartkach.

  A'poropos WOSu... Słyszałem już pogłoski o charakterze nauczyciela WOSu, ale nie sądziłem, że są AŻ TAK prawdziwe.


  Podobno niezły z niego jajcarz... W sumie to prawda, bo przez całą lekcję nie spuścił z żartobliwego tonu. I jest BARDZO kulturalny. Nie wywołuje po imieniu, tylko czeka aż ktoś spojrzy w jego kierunku.. Ogólnie spoko koleś, tylko wydaje mi się, że Lucy będzie miała problemy na jego lekcjach...


  Wydaje mi się, ze jego lekcje będą jednymi z ciekawszych. Gorzej będzie na przedmiocie, który nazywa się Podstawy Przedsiębiorczości. Słyszałem, że jest nudny, ale nie że aż TAK...


  Mam nadzieję, że jakoś przeżyję ten przedmiot. Szczerze mówiąc - wolę robić prezentacje dla Brygady Świętej Inkwizycji, niż uczyć się PP. A'propos BŚI - chyba w końcu spodobała im się moja "prezentacja", więc możliwe, że do niedzieli będę miał spokój...


3 WRZEŚNIA - CZWARTEK

  To  chyba był najnudniejszy dzień do tej pory... Lekcje zaczęliśmy o 7:10, a więc musiałem jechać do szkoły już o 6:10... Nie cierpię mieszkać na zadupiu... Zawsze są te same problemy z dojazdem.

  Lekcje zaczęliśmy Przygotowaniem do Druku - jednym z moich ulubionych przedmiotów. Jak zwykle musieliśmy zapoznać się z regulaminem pracowni. Zauważyłem, że gdy trzeba, to nasza klasa potrafi mieć poczucie humoru...



  Później mieliśmy jedne z tych nudniejszych lekjci... Język Polski, WF, podstawy przedsiębiorczości i religię. Muszę przyznać, że przedsiębiorczość jest tak nudna, że każda inna lekcja wymięka...

  Po szkole pojechałem najbliższym autobusem pod moje stare gimnazjum, gdzie miałem się przesiąść i jechać do domu. Niestety - w autobuse, kiedy próbowałem przejść przez masę ludzi spadła mi gumka ze słuchawek...



  Musiałem przeżyć dość długi odstęp czasu bez muzyki... Na sczęście spotkałem kilka znajomych, z którymi chodziłem do gimnazjum, więc nie było tak źle. Muszę przyznać, że czasami szkoda mi kilku ludzi, ale kiedy myślę o mojej poprzedniej klasie od razu mi przechodzi...


4 WRZEŚNIA - PIĄTEK

  W ten piątek działo się wiele rzeczy... Zaczęło się od niespodziewanej kontroli w autobusie... Gdy jechaliśmy do szkoły, na kórymś przystanku wsiadła policja. Zaczęli liczyć ludzi i legitymować kierowcę. Mam nadzieję, że w końcu uświadomią sobie, że autobusy jeżdżą przepełnione, i albo puszczą ich więcej, albo puszczą przegubowce...


  W szkole nie działo się nic godnego uwagi... Mieliśmy dzisiaj jedno zastępstwo ze szkolną pedagog. Kiedy zaczęło mi się nudzić - wyciągnąłem mój zeszyt do rysowania i postanowiłem coś naszkicować... Nauczycielka to przyuważyła i powiedziała, żebym narysował jej jakieś obrazki, które ona zalaminuje i będzie dawała dzieciom w poradni do rysowania...


  A'propos informatyki - od tego roku będzie nas uczył jakiś nowy facet i przyznam, że od razu go polubiłem. Może w tym roku nie będziemy zajmować się głównie Wordem i Excellem...

  Około 13:00 okazało się, że nie mamy ostatniej lekcji, toteż postnowiełem jakoś ciekawie spożytkować zyskany czas i pójść do ciepłego KFC poczytać książkę. Była to dużo lepsza opcja niż czekanie na autobus na mrozie. Przy okazji spotkałem znajomą z podstawówki.


  Cóż... Niecodziennie podchodzi do was stara znajoma i zadaje takie pytanie. Na początku myślałem, że to żart, ale w dalszej rozmowie okazało się, że to grubsza sprawa. Oczywiście nie uzyskałem żadnych szczegółowych informacji, ale sam wiem jak to jest z tymi "copyrights'sami", umowami i tak dalej...

  Wieczorem ja, Maddie i Steve urządziliśmy sobie spotkanie, na którym Steve i Maddie głównie narzekali jak okropnie jest w nowej szkole. Mieliśmy iść dzisiaj na spotkanie naszej sekty, ale okazało się, że takowego nie będzie... Wszystko wyszło w rozmowie z naszym katechetą.


  Przez następne pół godziny śmialiśmy się z kobiety, która zza krzaków myślała, że to do niej mówimy "dzień dobry". Poźniej poszliśmy do Steve'a i dostaliśmy takiej głupawki, jak nigdy wcześniej...


  Coraz bardziej zaczynam myśleć, że namiastka dziecka w nas jest o wiele większa niż się spodziewamy...


5 WRZEŚNIA - SOBOTA

  W końcu nadeszła upragniona sobota! Jako biedne, przemęczone nauką dzieci bardzo jej wyczekiwaliśmy. Dzisiaj w naszej małej wsi miał odbyć się mecz "Kawalerów vs Mężatych". Jako, że w naszej miejscowości rzadko dzieją się takie rzeczy -  ja, Kattie, Maddie i Steve postanowiliśmy się tam wybrać.




  Po jakimś czasie postanowiliśmy iść na spacer. Jako mało ambitni ludzie postanowiliśmy iść zobaczyć lokalne slumsy. Wiem, że to niezbyt ciekawe zajęcie, ale szczerze mówiąc do niedawna nie wiedziałem, że u nas jest coś takiego.

  Kiedy już zakończyliśmy fascynującą eksploatację naszej miejscowości - wróciliśmy do domu. Chyba nikogo nie zdziwi jeśli napiszę, że do wieczora kończyłem film dla Brygady Św. Inkwizycji... A ogólnie, to do momentu, kiedy wyjechałem z rodzicami do galerii handlowej po nowe buty. Szczerze mówiąc - ostatnia przygoda w galerii niewiele mnie nauczyła...




  Nasze małe zakupy skończyły się po kilku godzinach. Miałem totalnie dość... Moja mama z pozorów wygląda na domatorkę, ale gdy wpuści się ją do galerii, to NA PRAWDĘ potrafi zaszaleć...


6 WRZEŚNIA - NIEDZIELA

  To był chyba najgorszy ostatni dzień tygodnia. Pogoda była okropna (ale z perspektywy ostatniego lata nawet mi to odpowiadało). Poza tym było mi słabo, zimno i niedobrze. Zupełnie, jakby zjadała mnie grypa.

  Cały dzień spędziłem w domu, ale przyznam, że lubię takie dni. Zacząłem nastawiać się na jutrzejszy dzień, bo mam wrażenie, że nadchodzący tydzień będzie jeszcze gorszy. Na pocieszenie mogę sobie przypominać, że znalazłem swoją nową gwiazdę - Conchitę Wurst. Nie pytajcie jak to się stało, ale jak cały dzień spędzi się przed komputerem i przypadkiem natknie się na jej playlistę na YT, to może ona naprawdę wpaść do ucha...

5 komentarzy:

  1. Pierwszy dzień w szkole też był u mnie najgorszy, ale teraz jest coraz lepiej. Tobie też tego życzę. ;)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ehhh... i rozwiałeś moje nadzieje, że głupawki dotyczą tylko gimnazjalistów, a w liceum się z tego wyrasta ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. świetny post! :)

    http://strong-fit-friends.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Śmieszne to 'komiksy' :D
    http://frazeologizmastrall.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Kuba zrobisz mi intro plis♥♡♥♡

    OdpowiedzUsuń

Kilka wskazówek dla komentujących:

#1 Staraj się, aby twój komentarz był rozwinięty (przynajmniej jedno zdanie)
#2 Pisz co myślisz i nie bój się dyskusji!
#3 Zostaw swój adres, abym mógł cię odwiedzić ;)