2 maja 2013

Zakupy, zakupy..! Rodzeństwo, to zło.

 Choć myślałem, że to będzie okropny dzień - nie było najgorzej. W domu nie było żadnego śmieciowego jedzenia, toteż pojechaliśmy (czyt. nakłoniłem tate do pojechnia) do Tesco.

 Na miejscu czekała bardzo miła niespodzianka :3 w drzwiach spotkałem Clarissę - tą, która była na urodzinach u Chrisa.



 Kupiłem tam w Tesco trochę prowiantu. Gdy wróciliśmy - zrobiłem pizzę ^^ (czyt. Ciasto drożdżowe + Ketchup). Ciasto drożdżowe to chyba jedyna rzecz, jaką umiem SAM przygotować (poza płatkami z mlekiem).

 Oczywistym był fakt, że MUSIAŁEM podzielić się z siostrą...




Więc po tej jakże obfitej kolacji, leżę tak w łóżku, i zastanawiam się co robić... Poczytał bym coś, ale nie mam co...

Bardzo nudny... i burzowy dzień.

 Okej... dzisiaj było BARDZO nudno... z nudów zaktualizowałem obrazki w starych postach ^_^ hehe

 Rano była okropna burza... ech... to wcale nie motywowało do wstawania...


 Dzisiejsza egzystencja opierała się na nudzeniu się i próbie instalacji dodatków do Simsów na komputerze siostry... niestety - próba instalacji zakończyła się porażką...

 Jeśli zdarzy się dzisiaj coś ciekawego - napiszę! Ale wątpię, bo jest dzisiaj NAPRAWDĘ okropna pogoda...

Historia Stefana - Kota-Inwalidy...

 O rany... wczoraj prawie do 2 w nocy ogarniałem możliwości mojego tabletu... W efekcie - następnego dnia wstałem o 14:00...

 Kiedy wstałem poszedłem się umyć i coś zjeść... Podobno była u nas ciocia kiedy spałem... I chyba cieszę się, że na nią nie natrafiłem...




 Kiedy w końcu się ogarnąłem - rodzice kazali mi pomóc młodej założyć konto na Skype. Według mnie to chore, bo ona ma już GG, nk, a teraz Skype, przy czym ja w jej wieku mogłem założyć tylko maila...


 Około 16:00 odwiedził mnie Dean... Pooglądaliśmy trochę ciemniej strony internetu, po czym postanowiliśmy gdzieś się przejść.



 Wstąpiliśmy do baru (bo niestety sklep u nas jest nieczynny po 16:00 w soboty...) i kupiliśmy jakiś prowiant. Później obraliśmy kierunek na haudę. Rany... w lesie na haudzie jest wspaniale! Jest tam taki... charakterystyczny klimat. Niczym w grze o slenderze.


 Kiedy w końcu wróciliśmy - zaczęliśmy męczyć bawić się ze Stefanem - moim Kotem inwalidą



 Nazywam go "inwalidą" ponieważ w młodości coś mu się stało w tylną łapę, i od tamtego czasu robią mu się na niej takie bąble z ropą... 

 Jedyne co go uzdrawia to Mruczałka - kotka sąsiadów. Kiedy tylko zamiałczy pod naszym oknem - Stefan zapomina o swojej obolałej nodze i biegnie się z nią "spotkać". Tylko raz Mruczałka nie uzdrowiła Stefana - kiedy dostał taki kaftan dla zwierząt...



 Ale Stefan ma się całkiem dobrze. Ma przyjaciela - naszego psa. Są na tyle dobrymi kumplami, że Stefan nauczył go uciekać z kojca...

 W obecnej chwili Stefan hasa po podwórku z Mruczałką i wydają dziwne odgłosy pod moim oknem... Ech... muszę jakoś zasnąć w tym jazgocie...