O rany... wczoraj prawie do 2 w nocy ogarniałem możliwości mojego tabletu... W efekcie - następnego dnia wstałem o 14:00...
Kiedy wstałem poszedłem się umyć i coś zjeść... Podobno była u nas ciocia kiedy spałem... I chyba cieszę się, że na nią nie natrafiłem...
Kiedy w końcu się ogarnąłem - rodzice kazali mi pomóc młodej założyć konto na Skype. Według mnie to chore, bo ona ma już GG, nk, a teraz Skype, przy czym ja w jej wieku mogłem założyć tylko maila...
Około 16:00 odwiedził mnie Dean... Pooglądaliśmy trochę ciemniej strony internetu, po czym postanowiliśmy gdzieś się przejść.
Wstąpiliśmy do baru (bo niestety sklep u nas jest nieczynny po 16:00 w soboty...) i kupiliśmy jakiś prowiant. Później obraliśmy kierunek na haudę. Rany... w lesie na haudzie jest wspaniale! Jest tam taki... charakterystyczny klimat. Niczym w grze o slenderze.
Kiedy w końcu wróciliśmy - zaczęliśmy męczyć bawić się ze Stefanem - moim Kotem inwalidą
Nazywam go "inwalidą" ponieważ w młodości coś mu się stało w tylną łapę, i od tamtego czasu robią mu się na niej takie bąble z ropą...
Jedyne co go uzdrawia to Mruczałka - kotka sąsiadów. Kiedy tylko zamiałczy pod naszym oknem - Stefan zapomina o swojej obolałej nodze i biegnie się z nią "spotkać". Tylko raz Mruczałka nie uzdrowiła Stefana - kiedy dostał taki kaftan dla zwierząt...
Ale Stefan ma się całkiem dobrze. Ma przyjaciela - naszego psa. Są na tyle dobrymi kumplami, że Stefan nauczył go uciekać z kojca...
W obecnej chwili Stefan hasa po podwórku z Mruczałką i wydają dziwne odgłosy pod moim oknem... Ech... muszę jakoś zasnąć w tym jazgocie...