8 września 2014

Nie lubię ludzi. Straszne zmiany!

 Nie lubię ludzi którzy:
 - Każą mi się uczyć matematyki.
 - Zmieniają mi plan lekcji, rozwalając cały mój podział godzin.

 Poza tym... nie krzyczą, gdy nie rozróżniam "ilorazu" od "iloczynu", oraz twierdzą, że nadaję się do grupy "mądrzejszej" z języka angielskiego. No, i gdyby nie to, bo byłbym o wiele bardziej wkurzony.


 Dzisiejszy poranek zaczął się, jak każdy inny.





 Jak zwykle wsiadamy do autobusu pełnego przypadkowych ludzi, każdy na każdego wpada, każdy komuś zawadza, każdy się o każdego ociera... I najgorsze jest to, że nie ma innych autobusów. No, chyba, że ktoś lubi się spóźniać.


 Ja nie lubię, ale mam okropną ochotę nie przychodzić na niektóre lekcje.


 Dzisiaj mieliśmy pierwszy raz WF. Teoretycznie, to mamy mieć WF na siłowni, ale facet pyta:



 I niestety nie kończy się to dla mnie rezerwą. WF to zło! Dlaczego nie mogą nas puszczać godzinę wcześniej ze szkoły, a my w zamian pojeździlibyśmy na rowerach?


 Idąc dalej z czasem - była matematyka. Może to dziwne, ale... nie było tak źle. Podoba mi się, że matematyczka nie czepia się, gdy ktoś nie odróżnia iloczynu od ilorazu, albo "do sześcianu" zapisuje w postaci "X6". To znaczy - nie czepia się drobnostek, tylko cię poprawi. Niejeden inny nauczyciel powiedział by, że "To są podstawy! Masz to umieć! NDST. Siadaj!". W tej kwestii ma u mnie DUŻY plus.



 Po matematyce i innych lekcjach miał być niemiecki, ale ktoś mi powiedział, że:



 No, i mniej więcej w ten sposób zmienili mi się nauczyciele od Cyfrowych Procesów Graficznych i Przygotowania do Druku. No, i kilka razy w tygodniu kończę lekcje później, niż normalnie. Oczywiście sprawa jest nie do rozwikłania...



 Mam nadzieję, że jakoś przywyknę. Może skoro przesunęły mi się autobusy, to nie będę musiał jeździć z "Hot osiemdziesiątkami"? Dosłownie Hot. Są tak Hot, że zawsze pocą się, gdy siedzą obok mnie...

7 września 2014

Nagły przypływ inspiracji. Nowy rok szkolny!

Dzień dobry dzisiaj!


 Zapewne wy też ubolewacie na tym, że lipiec i sierpień jest już za nami. Skończyło się oglądanie Disney Channel telewizji po nocach, wstawanie kiedy dusza zapragnie, kawa mrożona, lody... Ale jeśli mam być szczery, to jesień lubię prawie tak bardzo jak lato. Uwielbiam siedzieć w domu, gdy leje, albo spacerować kopiąc w opadłe liście. Nie ma upałów, ale i nie ma mrozów. I jeszcze jedna ważna rzecz...


 No, i jeszcze to, że jesienią można pić kakałko.... i robić ładne zdjęcia... ale spanie najważniejsze. 

 Jesienią uwielbiam też wydarzenia "okazjonalne". Chodzi mi o Wszystkich Świętych i Halloween. Wszystkich świętych, to zawsze "okazja" na spotkanie rodziny w większym gronie, gdy ciocie i wujkowie z daleka przyjeżdżają na groby dziadków. Niestety w tym roku mamy do zwiedzania o jeden grób więcej...

 Niedawno byłem na pogrzebie wujka. Wiecie co? Mnie pech prześladuje nawet w najmniej stosownych chwilach.


 Tak ogólnie, to byłem pierwszy raz na pogrzebie z Urną, więc... wyobrażałem sobie urnę... Inaczej. Tak, jak na amerykańskich filmach.

 Chociaż widziałem, że w amerykańskich filmach stawia się urnę na kominku... nie wytrzymał bym tego emocjonalnie.


 Nie rozumiem amerykańskich zwyczajów. Zwłaszcza jednego... podobno wielu amerykanów NIE MA lodówki w domu. Pomimo stereotypów. Jednak ich sytuacja finansowa pozwala na śniadania w McDrive, obiady w KFC, i kolacje w restauracjach / zamawianie pizzy. W domu mają tylko jakieś napoje i ewentualne przekąski. Ja bym tak nie przeżył.

 Z drugiej strony... też chciałbym zarabiać tyle, żeby móc codziennie kupować codziennie posiłek za 30-50 zł. 40 * 30 + 100 = 900. 1300 zł miesięcznie na jedzenie + przekąski. Gdybym żył z projektowania stron internetowych i składania gazet, to musiał bym założyć około 3 strony internetowe i z 10 gazet.

 Tak szczerze mówiąc, to chciałbym składać BRAVO girl xD ale głównie dla tego, że mógłbym czytać problemy nastolatków i nastolatek. Ten dział kojarzy mi się z serialem szkoła...

 W ogóle ten serial z impetem wkroczył do TVN, ale wydaje mi się... nie wydaje mi się... on JEST BARDZO przekoloryzowany. Problemy owej "młodzieży" są tak sztuczne... myślę, że nie warto tego komentować. Pewnie i tak będę go oglądał po powrocie ze szkoły, z powodu braku programów innego pokroju. Może jacyś ważni ludzie zobaczą ten serial, pomyślą, że tak jest na prawdę, i zamkną/zreformują szkoły? Ha ha ha. Nie.

 W pewnym sensie mam wrażenie, że ten program powstał, żeby podnieść wartość nauczyciela. No, bo gdyby spojrzeć obiektywnie: zakładam, że będą tam stylizować nauczycieli na "ideały", i dorośli oglądający sobie przybiorą: "Ale ci nauczyciele wspaniali".

 Jednak z drugiej strony mam takie odczucie, że przeciętny uczeń pomyśli:


 To jest moja jedyna obawa co do tego programu. No, i jak znam życie, to za chwilę ten serial zaspamuje TVN, TVN7, i będzie leciał w każdej luce między innymi Ukrytymi Prawdami.

 Koniec niedzielnego kazania by Kuba. Jutro mam szkołę na rano, więc się nie rozpisuję. Ale mam wrażenie, że będę robił spam postami w najbliższym czasie.

6 września 2014

Drama, Rozpacz... Strach!

//Szybka zmiana designu


 Drama! Strach! Rozpacz! Spójrzcie na kalendarz!





 W rozpoczęciu roku nie było by nic strasznego, gdyby nie to, że:



 ☞ Kończą się wakacje.

 ☞ Nie wiem, jak dotrzeć do niwej szkoły.
 ☞ Nie wiem, na którą jest rozpoczęcie roku.
 ☞ Nie wiem, jakie powinienem mieć podręczniki.
 ☞ Nie mam zeszytów.


 Czy wakacje na prawdę muszą być tak krótkie? Szczerze mówiąc, uważam, że przeżyłem je bardzo produktywnie. Zwłaszcza od strony "artystycznej". Bo, co do fizycznej, intelektualnej... ekhm. 

 Podsumujmy. Wakacje 2014 oceniam... ★★★★☆. Jestem zażenowany tym, że nie udało mi się wstawać wcześnie rano. W porównaniu w zeszłorocznymi wakacjami - moje poranki są okropne! A ja uwielbiam wcześnie wstawać... lub łazić po nocy... gdy wszyscy śpią.



 Co do części artystycznej tych wakacji - jestem zadowolony, że w końcu udało mi się zakończyć pierwszy etap bardzo ważnego dla mnie projektu.



...:: KILKA DNI PÓŹNIEJ::...

 RATUNKU! TA SZKOŁA JEST STRASZNA!!!

 Okej... z jednej strony mi się podoba. Mamy świetne przedmioty zawodowe - dokładnie to, co chciałem robić. Nauczyciele są ŚWIETNI. Tylko matematyczka wydaje się... surowa. Albo bardziej... egzekwująca zasady.

 Ech. Jest taka jedna lekcja. Nauczycielka wydaje się miła, ale (jak dla mnie) ma OKROPNE metody wychowawcze. Dzisiaj dostałem od niej ochrzan... Rysowała na tablicy jakiś wykres i objaśniała. Ja jej słuchałem, żeby później przepisać.



 Tak na prawdę, to na pierwszej lekcji kazała nam robić notatki we własnym zakresie, stwierdziłem, że mam multum notatek tego typu, więc w domu je przejrzę. Ale nie chciałem się z nią kłócić. Po dzwonku chciałem do niej podejść i wszystko wyjaśnić. Ale ona perfidnie weszła do swojego kantorka. Szczerze mówiąc przejąłem się tym, ale stwierdziłem, że ona po prostu nie ma wyczucia.


 Ale uważam, że nie warto zadręczać się takimi sytuacjami. Po wyjściu ze sali miałem takie jakby refleksje... Musiałem pogadać z koleżanką z Gimnazjum, która jest w tej samej szkole, co ja. Szczerze mówiąc - BARDZO mi pomogła.



 Szczerze mówiąc - taki mam zamiar. No, wybaczcie mi. Nie jestem na Humanistyczno - Wojskowym profilu, tylko na Graficznym. Graficzny = SZTUKA. Ach... nie jest łatwo być artystą...

 Ale przechodząc do "przyjemniejszych" rzeczy - zauważyłem, że do mojej klasy przyszło wiele osób, które wybrały ten profil... prawdopodobnie dla beki.



 Ogólnie nie mam nic do tej klasy, ale za dużo chłopaków, a za mało dziewczyn. Nie przeszkadza mi to, że niektórzy są "słabi" w grafice, bo mogę się wyróżnić. Ostatnio rysowaliśmy... krzesło, a na nim jakieś bryły. Zalukajcie na moją pracę:


 Bite 5 godzin w Photoshopie. Podobało mi się, ale siedziałem na przeciwko okna, więc robił się straszny kontrast między monitorem, a niebem, i miałem okropny ból głowy.

 Ech... Live is brutal. Coco Jumbo i do przodu :D Odkryłem dzisiaj coś niezwykłego! Co łączy mnie z Violettą - wspaniałą gwiazdą Disneya?

 Otóż - skaczę sobie dzisiaj po kanałach - patrzę, a tu Violetta na TVN7. Obejrzałem kilka minut i... zwróciłem uwagę na lampkę "Violetty"


 Od 7 lat uczę się przy tej lampce, i nagle dowiaduję się, że Violetta ma taką samą ;__;

 Koniec Violetty. Rozmawiajmy o szkole.

 Pierwszy dzień w technikum był dla mnie klapą. Na pierwszy rzut oka - nie spodobała mi się klasa. Miałem wrażenie, że wszyscy to nolivy, nerdy, gamerzy itp. Poza tym - podobno większość z nich znała się wcześniej, bo zgadali się przez Facebooka. Cóż... 

 Drugi dzień poprawił moją ocenę. Kilku ludzi okazało się spoko, a lekcje zawodowe bardzo mi się spodobały. Dokładnie to, co chciałem robić. W dodatku nie jest tak tragicznie z autobusami. Prawie zawsze mam jakiś dojazd Technikum > Stare Gimnazjum, ale od starego gimnazjum trudniej jest się dostać do domu.

 Środa zaczęła się religią... szczerze mówiąc - wolałem religię kiedyś...


 Ale od biedy ujdzie. Tę środę zapamiętam na zawsze... pierwsze spotkanie z panią Polonistką... Matematyczką, Historyczką, Germanistyczką... (takie słowo istnieje?)

 Czwartek minął szybko. Miałem angielski, i byłem II w grupie na teście kompetencji. Nie ważne, że 21/50 pkt, ale zawsze to II miejsce xD

 Piątek... dziś... nie warto o nim nic więcej pisać. Just PIĄTEK~!