27 grudnia 2019

Szybkie rozliczenie z mijającym rokiem 🙄

  Na wstępie chciałem zaznaczyć, że to nie będzie rozliczenie z mijającym rokiem, ale dałem taki tytuł, bo wypada coś takiego napisać na koniec roku. Tak naprawdę od początku grudnia, a zwłaszcza od dwóch tygodni jestem tak sfrustrowanym kłębkiem nerwów, że musiałem przyjść sobie tutaj ponarzekać.

  Ostrzegam również, że na jakiś czas mój mózg odmłodniał i w czasie pisania tego mam 13 lat, więc słownictwo będzie adekwatne do wieku na jaki się czuje.

  Najważniejszym czynnikiem wkurwotwórczym jest mój brak czasu na cokolwiek. Mój dzień zaczyna się od zajęć na uczelni, trwa w pracy, a kończy bezsenną z przemęczenia nocą, po której nie ważne o której godzinie - budzę się niewyspany i nie mogę się na niczym skupić. Powiecie - "ej, przecież miałeś jakieś tam elastyczne godziny w pracy". Tak kurwa, po chuju XD


  No i tak pracując na 1/4 etetu wyrabiam jakieś 4/5. W sumie to fajnie, bo dostałem podwyżkę i teraz mogę kupić kawę trochę droższą niż najtańsza, albo nawet kupować w lumpie nie czekając na promocje, ale kurde chciałbym mieć jeden taki dzień w tygodniu, żeby nie musieć w ogóle wychodzić z domu...

  Prócz tego, że pracuję za trzy osoby, to wkurza mnie podejście pracodawcy do mnie. Wiem, że to brzmi bardzo poważnie, ale uogólniając:


  Niestety ta sytuacja jest w chuj autentyczna. XD Z tym wyjazdem to w ogóle była beka. Myślałem, że jeśli zapiszę się na narty, to za 180 zł i cztery dni będę miał spokój przez cały rok. Ale ja byłem głupi. Okazało się, że w cenę nie jest wliczony transport, wynajęcie stoku ani przewóz. Zapłaciłem 180 zł za nic, bo wątpię żeby dwie noce w schronisku tyle kosztowały...


  Nawet nie chcecie wiedzieć jak bardzo stresowałem się tym wyjazdem. Jeszcze okazało się, że spośród wyjeżdżających jako jeden z nielicznych mam mózg i zgadnijcie na kogo spadła organizacja transportu?


  Niestety ludzie z którymi wyjeżdżałem byli tak niezdecydowani, że umówić się na wyjazd było trudniej niż nauczyć się rosyjskiego w tydzień. Nie dość, że zmarnowałem nerwy, czas, pieniądze to jeszcze wyszedłem na niezorganizowanego kretyna XD

  Plus był taki, że w dniu wyjazdu na narty stłukłem sobie palec i drugiego dnia musiałem zostać w naszej noclegowni zamiast iść na zajęcia. Nawet nie wiecie jaki to był dobrze zagospodarowany czas wolny.


  Ale to nie koniec moich gorzkich żali do całego świata. Ostatnio zgodziłem się zrobić animację dla znajomego. Umówiliśmy się na jakiś tam dzień na coś bardzo prostego, ale jego pomysł tak ewoluował, że wyszedł z tego praktycznie film krótkometrażowy... (Nieno, trochę przesadziłem, ale wiecie o co chodzi). Co za tym idzie? Jeszcze mniej czasu na wszystko, ale nie to jest najgorsze.


  Myślałem, że w technikum to normalne, że człowiek uczy się tego, czego nie potrzebuje, ale ostatnio mam wrażenie, że to co robię na studiach totalnie nie zgrywa się z tym z czym chcę powiązać moją przyszłość. Może dwa na osiem zajęć wnoszą coś do mojego życia, ale reszta to porażka. Jedyne czego do tej pory się nauczyłem, to jak zrobić coś brzydkiego i wmówić komuś, że jest ładne.


  Serio, mam wrażenie, że z praktycznych rzeczy więcej nauczyłem się sam, albo z internetu niż na tych (pożal się Boże) studiach.

  Co mnie jeszcze denerwuje to trochę mój współlokator, który zarabia prawie dwa razy tyle co ja, a zawsze pod koniec miesiąca pożycza pieniądze. To znaczy dla mnie to nie problem, bo ja jestem jednym z tych ludzi, którzy sprzedadzą nerkę żeby komuś pomóc, ale wrr... Od kilku miesięcy jest ta sama historia...


  Nieno, w sumie to przynajmniej jest śmiesznie. Ze wszystkimi współlokatorami ciśniemy trochę bekę. Ja sam też dużo czasu uczyłem się gospodarować pieniędzmi, więc powiedzmy że jestem w stanie przeboleć to, że ktoś w dwa tygodnie potrafi roztrwonić 3/2 mojej wypłaty :,)

  Kolejna rzecz, to stara pinda z góry. Wiem, brzmi jak stereotypowy tekst z każdego polskiego kabaretu, ale nasza sąsiadka z góry jest tak okropna... W ciągu miesiąca odjebała tyle akcji, że nie wiem czy się śmiać czy płakać XD Ogólnie przez pół roku myśleliśmy że nie żyje, bo nie dawała znaku życia, a nam zaczynał się robić grzyb na suficie, ale no, okazało się inaczej.

  Pierwszy super przypał był kiedy na pół dnia wyłączyli prąd i wyszedłem na kretyna przed ziomeczkami od windy:


  Kolejna super akcja była kiedy moja współlokatorka (przyjmijmy że nazywa się Dominika) spotkała starą Wiedźmę przed blokiem. Do tej pory nie wiemy o co jej chodziło, ale odjebała coś serio żenującego.


  Zadziorne babsko, nie ma co. Co śmieszniejsze - ostatnio nasza druga współlokatorka (przyjmijmy że Kasia) poszła poprosić ją o przepychacz do kibla, bo coś szwankowało nam w rurach. Niestety - rozmowy z Wiedźmą nie należą do łatwych...


  Jezu... Zachowywała się jakby Kasia chciała jej ukraść ten przepychacz... XD Ja rozumiem, uwaga na obcych i w ogóle, ale taka weryfikacja tożsamości tylko po to, żeby pożyczyć kawałek gumy na patyku..?

  Ostatnimi czasy zdarza nam się często zamawiać żarcie z dostawą z KFC. Niby fajnie, ale KFC najbliżej nas ma to do siebie, że ZAWSZE zdarza im się czegoś zapomnieć. Dosłownie tylko dwa albo trzy razy dostaliśmy kompletne zamówienie. I nie ma generalnie większego problemu, bo zazwyczaj piszemy, że "ostatnio nie dostaliśmy w zamówieniu tego" i następnym razem nam "to" przysyłają...


  Myślę, że poziom merytoryczny obrazka powyżej doskonale oddaje emocje jakie się w nas gotowały. Postanowiliśmy zadzwonić do KFC i wyjaśnić sprawę, może zaproponować żeby zbadali gdzie leży problem, ale gość zamiast słuchać to cały czas napierdalał XD


  Kurde, chciałem z facetem po dobroci, ale nawet nie dał mi dość do słowa, więc po prostu większość rozmowy przemilczałem...

  I mniej więcej w tak okropnym nastroju kończę ten rok. Najlepsze jest to, że jeszcze przede mną jakieś dwa tygodnie, więc pewnie zdarzy się 93568240 rzeczy które mnie zdenerwuje, ale nie chce mi się czekać do tego czasu, więc najlepiej zakończę ten post w tym miejscu.

  Tak poza tym to wesołych świąt. Pani Rektor złożyła nam na Wigilii Samorządowej bardzo ładne życzenia...


  Także ten, do zobaczenia za dwa lata 👐

15 maja 2019

Czy warto iść na studia? Porada najmniej kompetentnej osoby w tej dziedzinie.

  W internecie jest wiele wpisów w stylu "czy warto iść na studia" w których wypowiadają się eksperci w tej dziedzinie. Ja z ekspertem mam tyle wspólnego co z byciem kotem (kilka razy w życiu piłem mleko).

  Postanowiłem jednak dorzucić od siebie trzy grosze w tym temacie. Jako że moi czytelnicy są ludźmi myślącymi - stwierdziłem, że opiszę zarówno pozytywne jak i negatywne wrażenia ze studiów i po zaznajomieniu się z obiema stronami - będziecie mogli sami stwierdzić: czy warto, czy nie. 😉

  Dla jasności - kilka słów o mnie. Mam 20 lat, skończyłem technikum graficzne i zacząłem studiować "Digital Design" (coś jak grafika komputerowa połączona ze sztuką). Żeby studiować musiałem przeprowadzić się do Krakowa z dużo mniejszej wioski. Po studiach planuję pracować przy produkcji filmów animowanych. Na początku SFR w Bielsku Białej, potem oczywiście Disney i przejmowanie świata przez przekazy podprogowe, ale wszystko w swoim czasie 😜. Trochę wiedzy o mnie wam się przyda, bo wiadomo, że sytuacja ma się różnie z punktu widzenia studenta sztuki i studenta prawa.


  Oczywiście moje relacje mają wam tylko pomóc w podjęciu tej jakże ważnej decyzji, ale pamiętajcie, że najważniejsze to rozmowa ze znajomymi, którzy studiują lub pracują, określenie co tak naprawdę chcecie robić w życiu i oczywiście planowanie na miarę swoich możliwości. No, ale nie przedłużając dłużej: zapraszam do zapoznania się z obydwoma postami:


21 grudnia 2018

Moje studenckie początki - co fajnego jest w studiach?

  Minęła jesień, rok akademicki trwa w najlepsze, więc wydaje mi się, że wypadało by napisać krótką relację z tego jak wyglądały moje początki w wielkim studenckim świecie.

  Szczerze mówiąc nie bałem się jakoś specjalnie pójścia na studia. Byłem bardzo podekscytowany. No wiecie... Nowe miasto, nowi znajomi, wszystko nowe! Kiedy zaczął się październik, rzeczywistość okazała się jeszcze lepsza niż moje oczekiwania. Mój kierunek okazał się asem wyciągniętym z talii kart 😁

  Oczywiście nie przez cały czas było kolorowo. Tutaj możecie poczytać o Najgorszych stronach studenckiego życia. No, ale przejdźmy do sedna tego posta, czyli do tego co okazało się najfajniejsze w moich studiach:

1. Nowi znajomi.

  Po skończeniu gimnazjum i technikum z paskudną klasą obawiałem się, że na studiach również trafią mi się mega nieogarnięci ludzie. Na szczęście po kilku wakacyjnych spotkaniach i pierwszych dniach studiowania okazało się, że trafiłem na najlepszych ludzi ever.


  Ze względu na ten sam kierunek - wszyscy mamy w miarę podobne poglądy i zainteresowania, przez co świetnie się wszyscy dogadujemy. W dodatku nie rzucamy sobie kłód pod nogi i staramy się pomóc kiedy tylko możemy. Na serio, życzę każdemu, żeby trafił na takich ludzi na studiach.

2. Luz.

  Jeśli chodzi o ilość godzin jakie spędzam na uczelni to jest ona śmieszna w porównaniu do tego, co musiałem przeżywać w poprzednich szkołach.


  Jedynym problemem jest to, czy między zajęciami bardziej opłaca się wracać do mieszkania, czy poszwendać po mieście i przygotować na następne zajęcia. Ja akurat mam kilkugodzinną przerwę między zajęciami z wideo a rysunkiem, więc w wolnym czasie siadam w jakiejś urokliwej kawiarence i odrabiam "prace domowe" z rysunku.

3. Koniec bezużytecznych przedmiotów.

  To jest chyba jedna z najlepszych rzeczy w całym studiowaniu. Wolę siedzieć przez trzy godziny na zajęciach z rysunku, niż chociażby pół godziny na matematyce.



  Muszę szczerze przyznać, że odkąd zupełnie przestałem obcować z matematyką, to moje matematyczne zdolności poleciały na łeb na szyję. Ale mam to gdzieś. Przez ostatnie miesiące ostro ćwiczę sztuki plastyczne i znajduję w sobie tyle zaniedbanych talentów, że aż mi przykro. Niby dlaczego mam dbać o umiejętności matematyczne, kiedy mogę rozwijać swoją artystyczną stronę?

4. Nowe środowisko.

  Po jakichś dwóch tygodniach (kiedy przestałem bać się tramwajów, miliona skrzyżowań, i wszechobecnego tłumu) wielkie miasto naprawdę zaczęło mi się podobać. (A uwierzcie mi, że wcześniej bałem się miasta jak dziecko ognia.) Mam już ulubione kawiarnie, miejscówki do jazdy na rolkach czy ulubione trasy którymi wracam do domu.



  Serio, jeśli tak jak ja cykacie się przeprowadzki, bo przytłacza was ogrom większych miast to nie macie się czego bać. Ręczę za siebie, że max dwa tygodnie i będziecie mieć wszystko obczajone jakbyście mieszkali tam od zawsze.

5. Studenckie profity.

  Teraz słuchajcie, zdradzę wam sekret jak ustawić się na studiach już na samym początku. Angażujcie się w jak najwięcej wydarzeń, które organizuje wasza uczelnia. Mam na myśli wycieczki, festiwale, przeglądy i inne akcje. (Oczywiście na tyle na ile dacie radę.) A najlepiej zapiszcie się do Samorządu Studentów.


  Nie dość, że załatwicie sobie znajomości u wpływowych osób, to jeszcze będziecie mieć z tego masę profitów; zniżek studenckich 💕 zwolnień z mniej ważnych zajęć, czy po prostu nowych znajomych. No i nie wiem jak wy, ale ja uwielbiam mieć świadomość, że organizuję sobie czas najbardziej pożytecznie jak się da.

6. Opcjonalna praca.

  Jeśli tak jak ja należycie do biedniejszych studentów, lub po prostu lubicie dużo wydawać, to świetnym wyjściem jest znalezienie sobie pracy dorywczej. W pracy naprawdę można oderwać się od uczelnianych problemów, i poznać kolejnych świetnych ludzi.



  Cały czas zastanawiam się czy napisać wprost gdzie pracuję, jednak z dnia na dzień dzieją się tam coraz bardziej przypałowe akcje. Podejrzewam, że jeśli kiedyś napiszę co się tam działo, to owo miejsce na bank straci swoją renomę, więc w przyszłości będę się o nim wypowiadał dość niejasno 😉 W każdym razie serdecznie polecam pracę w miejscach, gdzie zatrudniają się młodzi ludzie.

7. Samodzielność.

  To co jest najwspanialsze to niemalże całkowite stawanie się niezależnym. Mniej więcej po pierwszym miesiącu (kiedy nauczymy się już funkcjonować samodzielnie) nasze życie zaczyna się stabilizować. Jesteśmy dumni z siebie i czujemy się jakbyśmy właśnie osiągnęli najwyższy stopnień niezależności.


***

  To tylko niewielki wycinek tych wszystkich fajnych historii które spotkały (i miejmy nadzieję jeszcze spotkają) mnie na studiach. Obecnie, po dwóch miesiącach studiowania mogę śmiało powiedzieć, że studia to super sprawa i chyba nie chciałbym zaraz po szkole stabilizować sobie życia i pracować na poważnie.

  Zobaczymy czy będę miał równie pozytywne podejście za rok i po samym skończeniu studiów xD Podejrzewam, że do tego czasu wiele może się zmienić, ale na razie postaram się żyć chwilą i cieszyć z  dodatkowego czasu na doskonalenie moich zdolności ✌

Tekst, obrazki: Kuba. Grudzień 2018

  Jeżeli też macie jakieś przemyślenia na temat studenckich początków to możecie podzielić się w komentarzach, najlepiej na facebooku 😉. Może zrobi się jakiś edit posta, albo doprecyzuje niektóre zagadnienia.

  Przypominam także o obserwowaniu mnie na Instagramie, gdzie dzieje się znacznie więcej niż tutaj:

 instagram.com/xkajot