16 maja 2018

Najgorszy tydzień z moją klasą...

  Wiecie co jest najgorsze w byciu przewodniczącym klasy? Pewnie pomyślicie, że bieganie w każdej sprawie do dyrektora? Nie! No to może chodzenie wszędzie i kupowanie papieru ksero, kwiatów, kalkulatorów i innych pierdół potrzebnych w szkole? Też nie! Najgorsze w tym wszystkim jest to, że musisz ogarniać bandę niezorganizowanych, nieucywilizowanych idiotów...


  W tym roku zakończenie szkoły było okropne! Nie dość, że przepuściliśmy jakieś dwieście złotych na prezent dla wychowawczyni, to jeszcze okazało się, że nie dotrze on na czas i musimy kupić coś w zamian... Niestety budżet naszej klasy - pomimo zbiórki pieniędzy - był bardzo ubogi. Tutaj narodził się mój okropny dylemat...


  Jako ODPOWIEDZIALNY przewodniczący postanowiłem zainwestować i kupić wychowawczyni pióro za kolejne blisko dwie stówy, a pieniądze klasowe przeznaczyć na kwiaty dla nauczycieli. Powiedziałem klasie, że jeśli ktoś będzie chciał oddać, to odda, jak nie, to jego sprawa. Szczerze mówiąc nawet mi jakoś bardzo nie żal tej kasy... Bardziej przykro było by mi, gdybym przepieprzył ją w klubie czy coś...


  A'propos klubów. W piątek - dzień zakończenia szkoły - postanowiliśmy z klasą pójść na imprezę do pobliskiej kręgielni. Uzbierało się nas jakoś 15 osób spośród 32, ale i tak było fajnie. Tańczyliśmy, śpiewaliśmy karaoke z Dodą i Miley Cyrus, i ogólnie świetnie się bawiliśmy. Przy stoliku obok nas siedzieli elektronicy z czwartej klasy naszej szkoły. Chyba też postanowili urządzić sobie ostatnią oficjalną klasową imprezę. Ale najlepsze i tak wydarzyło się około 22:00


  Tak... Ostatnią imprezę spędziliśmy w towarzystwie dwóch - można by powiedzieć - najbardziej niepozornych nauczycieli. Tańczenie z księdzem i śpiewanie "wódko ma" było niezapomnianym przeżyciem. Ale bardzo szanuję, że chciało im się przyjść i ostatni raz z nami skonfrontować...

14 maja 2018

Bierzemy sprawy w swoje ręce!

  Matura za pasem, a ja dalej nie czuję się gotów. Na całe szczęście nie tylko ja mam ten problem.


  Tak narodził się pewien pomysł. Wraz z kumpelami z klasy postanowiliśmy zamiast do szkoły chodzić do... Biblioteki. I wiecie co? W bibliotece milion razy łatwiej jest znaleźć przydatne informacje niż w internecie.


  W ciągu dwóch dni niemalże idealnie przerobiliśmy cały antyk i średniowiecze. Jeszcze kupa materiału przed nami, ale może się uda jako tako ogarnąć przed tą maturą. 

  W sobotę byłem na wycieczce w Łodzi. Tym razem towarzyszyła mi koleżanka (wcześniej zwana Eugenia). Pojechałem tam na konsultacje w sprawie studiów. Konkretniej na wydział animacji w Łódzkiej filmówce. Wyglądało to dużo ciekawiej niż ostatnio...

  Była tam wielka wystawa prac kandydatów i pokazy animacji. Szczerze mówiąc - trochę się zniechęciłem do tej całej szkoły. Głównie ze względu na to, że na jakichś osiemdziesięciu ludzi, którzy tam przyjechali, około sześćdziesięciu miało serio dobre prace, zarówno plastyczne jak i animowane. I właściwie nie wiem na jakiej podstawie cała ta komisja oceniała "szanse" na dostanie się do szkoły. Niektórzy ludzie mieli bardzo zbliżony do siebie poziom, a dostawali zupełnie inne opinie na swój temat. Poza tym właściwie na pierwszy rzut oka widać było na kogo patrzą przychylnie, a na kogo nie.


  Ogólnie dowiedziałem się, że robię fajne rzeczy, ale za mało w nich "pokazuję siebie". Nie da się mnie przez nie poznać. Nie eksponuję swojego wnętrza i takie tam. Tak więc wróciłem do domu z mieszanymi uczuciami. W sumie było spoczko, ale mam wrażenie że ta szkoła jest sama sobie ideałem do którego dąży. Nie wiem, ciężko to określić... Nie wiem czy jest to gra warta świecy.

  W każdym razie na chwilę obecną zawieszam mój plan podbicia wytwórni Disneya przez Łódzką Filmówkę. (Co nie oznacza, że w ogóle go zawieszam, o nie! Potrzebuję chyba innego planu.)

6 maja 2018

O szkolnych wycieczkach

  14 kwietnia byłem na wycieczce szkolnej. Może nie do końca szkolnej. Od jakiegoś czasu jeżdżę sobie na wycieczki z "międzyszkolnego koła turystycznego". Chyba tak można to nazwać. Muszę przyznać, że takie wycieczki są świetne. Można bardzo wiele się nauczyć. Na przykład wycieczka w góry to świetna lekcja anatomii i życia w jednym:


  Wniosek: jesteśmy dziećmi przez całe życie. Trzeba tylko znaleźć coś co wyzwoli w nas dziecinność. Ale nie myślcie, że trzymają się nas tylko głupoty, o nie! Byliśmy również w staropolskim skansenie i w PRAWDZIWEJ wytwórni bryndzy. Bryndza to taki ser. Pani, która nam o nim opowiadała wyjaśniła to bardzo dosadnie...


  Tym razem na wycieczce były dwie dziewczyny, które starały się z każdym nawiązać kontakt. Na całe szczęście okazały się normalne, więc bardzo szybko uzbierały grupkę ciekawych ludzi wśród których miałem zaszczyt się znaleźć. Na początku rozmowy nie do końca nam się kleiły, ale w końcu znaleźliśmy złoty środek: motywem przewodnim, który łączy wszystkich polaków jest: narzekanie!


  Koniec końców wycieczka się udała. Zrobiliśmy sobie milion zdjęć a na samym końcu wszyscy spali w autokarze. I zrobiliśmy sobie milion kompromitujących zdjęć jak śpimy. Trochę mi przykro, że następna wycieczka wypada w dniu komunii, na której ogarniam oprawę muzyczną, ale może uda mi się to jakoś pogodzić.