28 września 2015

PAŹDZIERNIK 2015 #1 "Tajemny Krąg" sensem życia.

28 WRZEŚNIA - PONIEDZIAŁEK

  Pomimo, że zawsze piszę, że nie cierpię poniedziałków, to muszę przyznać, że tym razem poniedziałek był dość... Inspirujący. Na trzech ostatnich lekcjach - Projektach Multimedialnych mieliśmy stworzyć stronę dotyczącą naszych zainteresowań.

  Postanowiłem, że nie będę się przemęczał i po prostu skopiuję wszystkie materiały z mojej BARDZO starej strony, która nazywała się KaJot dub Studio. Ta strona była poświęcona moim starym projektom fandubbingowym i nie funkcjonowała od bardzo dawna. I aż mi się płakać zachciało, kiedy przeczytałem o tych wszystkich pomysłach jakie miałem w 2013.

 

  A'propos moich starych produkcji - kiedyś faktycznie zdubbingowaliśmy "Tajemny Krąg", ale jakoś nigdy nie obejrzałem tego serialu w całości... Stwierdziłem że może czas nadrobić zalgłości... No, i mniej więcej to była kwintesencją tego tygodnia.

29 WRZEŚNIA - WTOREK

  Tak jak już mówiłem - moim sensem życia stało się obejrzenie "Tajemnego Kręgu". Okazało się, że ta seria jest na tyle wciągająca, że już po 2 dniach oglądania opracowałem wszystkie możliwe metody oglądania.



  Po dwóch dniach obejrzałem pięć odcinków. Chyba muszę przystopować, bo do końca tygodnia skończę całą serię...

30 WRZEŚNIA - ŚRODA

  Powiedzmy, że środa nie jest jednym z tych szczęśliwych dni... Głównie dla tego, że mamy dwie matematyki pod rząd, oraz dwie lekcje polskiego. Nie żebym miał coś szczególnego do tych przedmiotów, ale nie przepadam za nimi...



1 PAŹDZIERNIKA - CZWARTEK

  Od jakiegoś czasu z pewnym "utęskieniem" czekam na czwartki. Strasznie się napaliłem na moje lekcje gry na fortepianie, ale coś czuję, że przy moim ogarnięciu mam średnie szanse zostać następcą Chopina, czy Mozarta...


2 PAŹDZIERNIKA - PIĄTEK

  Dzisiaj poczułem się w penym sensie bohaterem. Może, nie do końca, ale w pewnym sensie. Kiedy razem ze znajomymi wracaliśmy do domu, zauważyliśmy że na siedzeniu autobusu, w który wsiedliśmy leżał plecak. Postanowiliśmy sprawdzić do kogo należy, bo w autobusie nie było żadnego potencjalnego właściciela.



  Okazało się, że to plecak jakiejś gimnazjalistki... Oddaliśmy go kierowcy, a ten zobowiązał się oddać go na zajezdnię. Zaraz po powrocie do domu napisałem do właścicielki, którą znalazłem dzięki legitymacji. Cóż... Kiedy mi odpisała, była już z powrotem w posiadaniu plecaka, ale mi pozostała świadomość zrobienia czegoś dobrego.

 Jeśli mam być szczery, to nigdy nie wierzyłem w moich przyjaciół w kwestii kupowania prezentów urodzinowych. Ale dzisiaj stało się coś dziwnego - kiedy byliśmy w PEPCO, żeby kupić prezent dla Maddie - o dziwo nie kupiliśmy nic głupiego, ani bezużytecznego. No, może z drobnym wyjątkiem...


  Nie pytajcie o co chodziło z maszynkami do golenia... Podpowiem tylko, że napisaliśmy na opakowaniu duży napis "for legs". Resztę pozostawiam wam do przemyślenia.

3 PAŹDZIERNIKA - SOBOTA

  Dzień zaczął się jak każdy inny... Z tym, że około 15:00 mieli wpaść do mnie Miley, Nathalie i Steve. Mieliśmy opakować prezent dla Maddie. Przy okazji chciałem poprosić Nathalie, żeby nagrała dla mnie kilka tekstów... Niestety - przygotowanie 40 sekundowego nagrania w obecności Steve'a i Miley była bardzo ciężkim zadaniem...


  W końcu udało nam się opakować prezent i dotrzeć do Maddie. Może impreza nie była tak szalona jak nasze inne spotkania, ale i tak miło spędziliśmy czas.

4 PAŹDZIERNIKA - NIEDZIELA

  W tę niedzielę stwierdziliśmy, że możnaby zrobić coś ciekawego... Ja, Steve, Nell i kolega Steve'a postanowiliśmy pojechać do kościoła na rowerach. Przez jakiś czas sprzeczaliśmy się którą drogą jest bliżej, aż postanowiliśmy pojechać każdy w inną stronę i się przekonać.


  Cóż... Uznajmy, że nasza rywalizacja była w 50% uczciwa, ale co tam. Niestety okazało się, że droga Steve'a i jego znajomego jest krótsza, ale Nell stwierdziła, że to dlatego, że jestem gruby i wolno jeżdżę. Cóż... W sumie każda wymówka jest dobra.

21 września 2015

WRZESIEŃ 2015 #4 Niechęć, zmęczenie, demotywacja... To już chyba jesień...

21 WRZEŚNIA - PONIEDZIAŁEK

  Minął trzeci szkolny poniedziałek. Moja nienawiść do poniedziałków pogłębia się co tydzień. Zwłaszcza kiedy myślę o porannym wstawaniu...

  Jedyną pocieszającą myślą jest fakt, że tego dnia na niemieckim siedzę w klasie obok takiej dziewczyny, która może mianować się PRAWDZIWĄ wariatką... Przy niej niemiecki nigdy nie jest nudny...



  Co prawda dzień nie był bardzo męczący, ale popołudniu TAK BARDZO bolała mnie głowa, że położyłem się spać już około 18:00...

22 WRZEŚNIA - WTOREK

  Coś czuję, że NA PRAWDĘ zbliża się jakaś choroba... Dzisiaj rano - pomimo że zasnąłem około 18:00 - byłem NIEPRZYTOMNY. Wyglądałem na tyle źle, że mama zaproponowała żebym został w domu... Wróciłem do łóżka i wstałem około 9:00. Ta... przespałem prawie 15 godzin!

  Zważając na to, że nie miałem ochoty spędzić dnia całkowicie leniwie - postanowiłem pouczyć się na polski. Uczyłem się właściwie już od niedzieli, ale nigdy nie wiadomo czego zażąda polonistka... Poza tym, kiedy przeszedł mi ból głowy pojechałem do fryzjera, a chwilę po powrocie udałem się do kościoła na coś w stylu adoracji dla młodzieży...


  Całość trwała zaledwie dwie godziny, ale czas zleciał szybko, bo prawie ciągle śpiewaliśmy. Zacząłem trochę lubić swój głos! Może nawet kiedyś się nagram! Do tego jeszcze mi daleko, ale ostatnio pobiłem swój rekord! Dla wtajemniczonych - udało mi się wyciągnąć górne D. Chyba nie chcecie wiedzieć jak wtedy wyglądałem...




23 WRZEŚNIA - ŚRODA

  Nadszedł ten "upragniony" dzień, w którym przyszło nam napisać sprawdzian z polskiego. Może i nie był on trudny, ale jak zwykle coś musiało pójść nie tak...



  Zaczynam podejrzewać, że albo to świat jest nierozgarnięty, albo to ja jestem zbyt niekumaty, żeby go zrozumieć...


 Ostatnimi czasy (wyznanie życia) zauważyłem, że uzależniłem się od Quritto z KFC. Nie wiem z czego to wynika, ale stwierdziłem, że 9,99 za cztery kawałki to stanowczo za dużo. Postanowiłem jechać po południu do sklepu, kupić tortillę, ser, kurczaka, sos barbecue i poeksperymentować w kuchni.





24 WRZEŚNIA - CZWARTEK

  Coraz bardziej dostrzegam to, że świat mnie nienawidzi. Dzisiaj przeżyłem miły, spokojny dzień w szkole, ale oczywiście musiało się znaleźć coś, co sprawiło, że mój szczęśliwy nastrój znikł...


  Teoretycznie mogłem być w domu o 14:30, ale przez to całe zamieszanie - wróciłem o 15:30. Serdecznie nie polecam życia na wsi.


25 WRZEŚNIA - PIĄTEK

  Chyba zaczynam rozumieć co miała na myśli Rebbeca black, kiedy śpiewała "Friday". To chyba nie ważne jak, ale ważne że wyrażasz radość z piątku.

  Wieczorem, jak w prawie każdy piątek byliśmy na spotkaniu naszej "sekty". Mieliśmy porozmawiać na jakieś ważne życiowe tematy, ale skończyło się jak zawsze...



  Mim to, że zapanował lekki chaos - spotkanie było całkiem fajne. Wbrew pozorom udało nam się porozmawiać na jakieś "normalne" tematy.


26 WRZEŚNIA - SOBOTA

  Jedynym odpowiednim słowem jakie podsumuje tę sobotę jest słowo "deszcz". No, i ewentualnie muzyka, bo około 18:00 odbyło się u mnie spotkanie towarzysko - muzyczne. Niestety... Steve był bardzo wybredny...



  Gdyby nie to, że mieszkam jakieś 500 metrów od Maddie, to siedziałbym w domu. Ale cóż... Zależy mi na rozwoju kariery (chociaż mam już szczerze dość grania w kółko czterech akordów).


27 WRZEŚNIA - NIEDZIELA 

  Kolejna OKROPNA niedziela od początku roku szkolnego... Pomimo, że dzień był całkiem spokojny, to i tak minął źle. Od rana bolała mnie głowa. Wieczorem była u nas ciocia, żeby złożyć życzenia mojej siostrze, która w poniedziałek ma urodziny. Kiedy tylko rodzina wyjechała - postanowiłem iść gdzieś się przejść. Było już dość późno i... To chyba był zły pomysł.



14 września 2015

WRZESIEŃ 2015 #3 Grypa, depresja i wielka kariera.

14 WRZEŚNIA - PONIEDZIAŁEK

  Chciałbym kiedyś z czystym sumieniem napisać "ale to był fajny poniedziałek", ale nie zanosi się na to, żebym kiedykolwiek użył takiego sformułowania. Zwłaszcza kiedy spędza się w szkole jakieś osiem godzin przed komputerem.

  Właściwie to dzisiaj nie było tak tragicznie, bo mama napisała mi zwolnienie z ostatnich dziesięciu minut lekcji co tydzień. Może w końcu będę zdążał na autobus.

15 WRZEŚNIA - WTOREK

  Wtorek już od czasów gimnazjum kojarzy mi się z czymś złym. Jednak w tym roku szkolnym - wtorek jest BARDZO luźny, bo mam zaledwie sześć lekcji, z czego dwie to WF. Chociaż ten WF z miłą chęcią zamieniłbym na np: dodatkowy angielski...


  Wieczorem przeżyłem istną traumę. Od dość dawna (mniej więcej od lipca) myślę o zapisaniu się na jakieś zajęcia, które poprawią mój poziom gry na keyboardzie... Teoretycznie umiem coś zagrać ale w praktyce wyglądam przy tym jakbym miał opóźniony proces myślenia...

  W związku z tym - wieczorem przezwyciężyłem swoją aspołeczną fobię rozmawiania z ludźmi i postanowiłem zadzwonić do faceta, którego numer już dawno znalazłem w internecie.



 I kiedy nadzieja znikła, a serce przepełnił żal...


  Ta ostatnia wiadomość strasznie mnie podjarała. Facet dał mi numer do tej kobiety, ale stwierdziłem, że jeden telefon to szczyt moich możliwości społecznych...

16 WRZEŚNIA - ŚRODA

  To był bardzo ciężki dzień. Nasza polonistka postanowiła nas przepytać z działu średniowiecza. Cała klasa zgłosiła nieprzygotowanie, ale ja znałem ten temat na pamięć już od zeszłego roku. Nie spodziewałem się jednak jak podstępna może okazać się nasza nauczycielka...


  Jako że znajomość treści wszystkich wierszy i charakterystyki średniowiecza mi nie pomogły - dostałem 1. Trochę się przejąłem, do czasu kiedy do odpowiedzi wybrała Lucy.



  Mój humor znacznie się poprawił gdy na następnej lekcji - matematyce - nauczycielka wzięła mnie do odpowiedzi. Myślałem że mnie dobije, ale w ogólnym rozrachunku wyszedłem z sali z dodatkową 4+ w dzienniku.

  No, a wieczorem została jeszcze kwestia telefonu do pani od fortepianu. Powiem tak: od zawsze jestem aspołeczny i rozmowa telefoniczna jest dla mnie wielkim wyzwaniem, ale ta babka przekroczyła wszelkie granice


  Sama myśl o rozmowie mnie przeraża, a co dopiero o spotkaniu na żywo. Zazwyczaj na takich spotkaniach nie potrafię być sobą, jąkam się, nie wiem co powiedzieć i ciągle się gubię... Mam nadzieję, że nie wyjdę na totalnego kretyna.

17 WRZEŚNIA - CZWARTEK

  Haha! Dzisiaj na polskim wpadły kolejne cztery jedynki. W ogólnym rozrachunku nasza klasa ma 7 pał z polskiego. Coś mi się zdaje, że jak tak dalej pójdzie, to McDonald zyska pokaźną liczbę nowych pracowników.

  Jednak nie szkoła była moim największym zmartwieniem. Po lekcjach wsiadłem do najbliższego autobusu i udałem się w okolice szkoły muzycznej. Ogólnie spotkanie z tą miłą panią nie było takie złe, ale okazała się bardzo spontaniczną kobietą i stwierdziła, że możemy od razu zrobić pierwszą lekcję...


  Myślę, że spełniły się moje największe obawy i faktrycznie wyszedłem na idiotę, skoro postanowiła uczyć mnie czegoś TAK banalnego... Mam nadzieję, że jakoś przebrnę przez te podstawy...

  Wieczorem mieliśmy którkie spotkanie naszej "sekty" parafialnej. Niestety przeszedłem tylko ja i Steve i to o pół godziny za późno... Wszystko przez pająki w piwnicy Steve'a.


  Nasze spotkanie trwało wyjątkowo krótko. Może to faktycznie dlatego, że było nas tylko trzech. Po spotkaniu opowiedziałem Steve'owi moją historię o szkole muzycznej. Stwierdziliśmy, że to może być dobra okazja, żeby się rozwinąć... 

18 WRZEŚNIA - PIĄTEK

  Dzisiaj marzyłem tylko o tym, żeby ten dzień się skończył! Zaraz po szkole wskoczyłem do pierwszego lepszego autobusu i udałem się do pobliskiej galerii handlowej, gdzie miała czekać na mnie Maddie ze swoją koleżanką ze szkoły. Odkąd skończyły się wakacje - o wiele rzadziej się spotykamy, więc stwierdziliśmy, że wspólny wypad do KFC, to dobry pomysł!

  Kiedy mieliśmy się już zbierać - przyłączył się do nas Steve, który akurat skończył lekcje. Poszliśmy wszyscy na autobus i zaplanowaliśmy wieczorne spotkanie u mnie. Postanowiliśmy, że skoro wszyscy czujemy pewien dryg do muzyki, to możemy spróbować swoich sił wspólnie. Skończyło się to średnio...


  Po jakimś czasie przyszła również Nell, przy której udało nam się zagrać spójnie chociaż kawałek jakiejś piosenki... Zagraliśmy całą zwrotkę i refren "I see fire". Myślę, że jak na początek - dobre i to!

19 WRZEŚNIA - SOBOTA

  Dzisiaj chciałem zrobić coś ciekawego, ale to było trudne... Od rana byłem na szaleńczym rajdzie w poszukiwaniu spodni. Rodzice postanowili wybrać się na rynek, a ja byłem zmuszony pojechać z nimi...

  Zaraz po powrocie do domu wpadł do nas wujek, żeby sformatować komputer mojej siostry, a przy okazji zobaczyć co dzieje się z moim. I zanim on wyszedł - wpadła do mnie Maddie. Po wczorajszym muzycznym spotkaniu postanowiliśmy, że musimy porządnie się za nią wziąć, bo o ile ja mam problemy ze zmianą chwytów na keyboardzie, to ona prawie W OGÓLE nie zna chwytów na gitarę.


  Kiedy po jakimś czasie dołączył do nas Steve - postanowiliśmy zrobić spotkanie bardziej poświęcone śpiewowi niż grze. Myślę, że kiedyś coś z nas będzie, ale przed nami NAPRAWDĘ długa droga... O ile w międzyczasie się nie pozabijamy...

20 WRZEŚNIA - NIEDZIELA

  Dzisiaj była kolejna niedziela, w którą strasznie bolała mnie głowa, było mi zimno i niedobrze. Nie wiem dlaczego, ale w tym tygodniu codziennie po południu boli mnie głowa, kładę się spać dość wcześnie, bo między 20:00 a 22:00, po czym rano i tak jestem niewyspany. Coś czuję, że zaczyna brać mnie jakaś grypa. Może to i dobrze? Będę miał więcej czasu na naukę polskiego... Do tej pory nie rozumiem o co chodzi w "Rozmowie mistrza Polikarpa ze Śmiercią"...