Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Toster. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Toster. Pokaż wszystkie posty

13 sierpnia 2015

WAKACJE 2015 #46 Rodzinne odwiedziny w RTV&AGD.

CZWARTEK


  Czwartek... Kolejny dzień z serii "wyjdź a zaczniesz skwierczeć i się usmażysz". I właśnie TEN dzień musiałem wybrać na spotkanie z Milką i Tosterem.

  Zapewne wielu z was pamięta Tostera i Milkę - możecie dowiedzieć się czegoś o nich TUTAJ. W każdym razie - umówiłem się z nimi na spotkanie w galerii Sfera w Bielsku Białej. Było to optymalne miejsce do spotkania, ale jak zwykle komunikacja musiała nawalić...



 Kiedy wyszło na jaw, że trzy busy były odwołane, a czwarty przyjechał przeładowany ludźmi - udało mi się dotrzeć do Bielska w umówione miejsce. Tym razem nie mieliśmy problemów z odnalezieniem się i pierwszym miejscem w jakie postanowiliśmy pójść był sklep spożywczy. Po drodze dostrzegliśmy sklep RTV i AGD i wpadliśmy na pomysł, aby Toster (bo tak mówiliśmy na Martę) zrobiła sobie zdjęcie rodzinne.



  Po jakimś czasie w końcu dotarliśmy do sklepu spożywczego. Kupiliśmy jakiś lekki prowiant i udaliśmy się do kina na film "Klucz do Wieczności". Przyznam, że był całkiem ciekawy i - o dziwo - miał przesłanie. Ale jak zwykle - nie obyło się bez dziwnych sytuacji...



  Po kinie udaliśmy się (prawie że rytualnie) do KFC, żeby zjeść coś POŻYWNEGO. Nie zabawiliśmy tam długo, ponieważ tym razem chciałem być stosunkowo wcześnie w domu. I tak około 17:10 udałem się na busa powrotnego. Wieczorem mieliśmy iść z naszą "ekipą" na basen, ale nic z tego nie wyszło.

  Cóż... to i tak był WSPANIALE spędzony dzień!

13 lipca 2015

WAKACJE 2015 # 15 Poniedziałkowe wycieczki - ciąg dalszy!

  Uwaga! Przed przeczytaniem tego posta zalecam zapoznanie się z postem napisanym 24 lutego: "07. Wspaniała wycieczka. Chyba nie mam przyjaciół... SPECJALNY POST!" W celu dokładniejszego zrozumienia komizmów sytuacyjnych.

PONIEDZIAŁEK

  Jak co poniedziałek wybrałem się na "wycieczkę". Tym razem nieco dalej, bo do Bielska Białej na spotkanie z Tosterem.

  Tak jak poprzednim razem - miałem małe problemy z ojcem, ale tym razem skończyło się na kłótni opartej na " - Ubierz kurtkę jest 15 stopni na zewnątrz!", " - Nie."

  Na miejsce dotarłem - tak jak poprzednio - busem. Około 12:00 byłem w miejscu, w którym się umówiliśmy. Dzisiaj miałem spotkać się jedynie z Tosterem, bo Milka wyruszyła na wielkie rodzinne wakacje.

  Kiedy Marta (aka Toster) w końcu dotarła na miejsce - postanowiliśmy pójść do kina, aby kupić sobie bilety na "W głowie się nie mieści". W prawdzie do filmu została jeszcze prawie godzina, ale lepiej nie ryzykować!


  Kiedy dotarliśmy do kina - okazało się, że seans jest dostępny tylko w 3D. Wersja w 2D leciała godzinę później, więc nie zgrywała się z naszymi (a przynajmniej moim) środkiem transportu. Dlatego też pozwoliliśmy sobie na droższe bilety na wersję 3D... Okazało się, że były JESZCZE droższe, bo musieliśmy DOKUPIĆ sobie okulary do oglądania 3D...


  Zostało nam około 40 minut do filmu, więc postanowiliśmy pójść do CCC. Toster musiała kupić sobie sandały i wiecie co? Zakupy z nią nie są takie straszne jak na przykład z Maddie i Nell...


  Kiedy Toster w końcu kupiła piękne sandały - udaliśmy się do sklepu spożywczego (tego, w którym ostatnio zepsuły mi się spodnie). Zrobiliśmy małe zakupy i udaliśmy się w stronę kina.

  Przed kinem naszą uwagę zwrócił napis informujący o zakazie wnoszenia własnego jedzenia. Uznaliśmy, że to tylko i wyłącznie ograniczanie wolności osobistej i po prostu poszliśmy na film. Szczerze mówiąc bardzo mi się podobał! Widać, że polacy przyłożyli się do tego, żeby polska wersja była jak najlepsza!


  Gdy przeżyliśmy szok po obejrzeniu - poszliśmy do OBOWIĄZKOWEGO punktu naszej wyprawy - empiku. Tym razem udało nam się spędzić tam zaledwie niecałą godzinę! (Co jest wielkim wyczynem zważywszy na to ile czasu spędzamy tam zazwyczaj...)

  Pod koniec naszej wyprawy udaliśmy się do KFC, ale tylko Toster coś zjadła, bo mi zostało jakieś niedobrzemi z weekendu. Przy okazji zaczęliśmy spekulować na temat ludzi, którzy mieszkają w hotelu położonym NAD galerią...


  Kiedy siedzieliśmy w KFC - chcieliśmy skorzystać z WiFi i sprawdzić o której jedzie mój bus, ale nasze telefony chyba nie czuły się najlepiej, toteż wyszliśmy z galerii, aby sprawdzić rozkład na przystanku.

  Okazało się, że mam jeszcze 30 minut do busa, więc postanowiliśmy pójść do księgarnii. Pomimo, że Toster zrobiła już całkiem ciekawe zakupy w empiku - nie przeszkodziło jej to w powiększeniu swoich zbiorów w księgarnii...


  W końcu jednak nadszedł czas na rozstanie... Toster odprowadziła mnie na przystanek (sama wracałą z mamą) i się pożegnaliśmy... W drodze powrotnej był straszny tłum w busie... Do domu wróciłem około 18:00.

  Mam nadzieję, że drugie spotkanie nie było naszym ostatnim! Teraz trzeba czekać aż Milka wróci!

24 lutego 2015

07. Wspaniała wycieczka. Chyba nie mam przyjaciół... SPECJALNY POST!

 Od pewnego czasu... Właściwie od dłuższego czasu umawiam się na spotkanie z tosterem. I bynajmniej nie chodzi tu o urządzenie z którego wyskakują tosty...

 Toster to znajoma, którą poznałem na na jakimś forum. Mieszka niedaleko ode mnie, a dzisiaj miała pojawić się w Bielsku Białej. Stwierdziliśmy, że skoro to całkiem blisko, to może się spotkamy?

 Problem w tym, że moi rodzice są tak zasiedzeni w domu, że dla nich wyjazd do Bielska to prawie jak wakacje, a jak się dowiedzieli, że chce tam jechać sam...


 Ech... niestety - moi znajomi nie dali rady dzisiaj nigdzie jechać. Jedni musieli iść nadrabiać msze w indeksie, inni byli poza domem, a jeszcze inni musieli jechać do ortodonty.


 No i w ogólnym rozrachunku wstałem około 9:30, bo liczyłem, że zdążę coś zrobić, i około 12:00 tata mnie zawiezie. Ech... ale jak to mój tata - jak zwykle musiało mu coś odwalić.


 I w ten sposób musiałem zrobić sobie maraton - 2 km na przystanek, aby zdążyć na busa. Ech... PORAŻKA. Ale czuję, że tata będzie miał przerąbane.


 Moja babcia czasami mnie rozbraja.

 Dotarłem na przystanek jakieś 10 minut przed busem, więc trochę poczekałem. Mało brakowało a bym do niego nie wsiadł...


 Na szczęście w busie nie było wielu ludzi, więc podróż minęła całkiem przyjemnie... I znów pojawił się problem - nie wiedziałem na którym przystanku wysiąść... Wysiadłem o jeden przystanek za daleko ;_; na szczęście nie było zbyt daleko. Później napisała do mnie Toster.


 Myślałem, że się załamię. Ostatecznie ulokowałem się na kanapie w kinie i z braku innych zajęć piszę tego posta.
W sumie nie wiem czemu, ale mam wrażenie, że dopóki Siostra Teresa mieszka w Bielsku, to nic mi się tu nie stanie @.@


 W końcu Toster napisała, że już są w Bielsku. Poszedłem w miejsce w którym się umówiliśmy i czekałem.  W pewnym momencie podeszły do mnie dwie dziewczyny...

Mila: Kuba na początku nas nie poznał, więc musiałyśmy stanąć przed nim i pomachać mu przed twarzą. Ogólnie weszłyśmy do złego budynku i dlatego musiałyśmy przejść przez całą galerię...
 Ale kiedy już się znaleźliśmy, i gdy dotarło do nas, że my to my - zaczęliśmy chodzić i obmyślać "plan działania"


Mila: Ja najpierw chciałam iść coś zjeść, ale poszliśmy do Empiku

 Oczywiście - wejście do empika było porównywalne do pielgrzymki, gdzie trzeba było się zatrzymać przy każdym ołtarzu (czyt. Półce z książkami)

I wąchać świeczki zapachowe.

 I hejtować produkty Violetty...

Toster: Nie obyło się bez mojego stałego "kup mi (...)"

TOSTER CICHO SIEDŹ.  Mi się strasznie podobały półki z cekinami i brokatami, toteż musiałam te wszystkie pudełeczka wymacać. I te brokatowe kartki *_* Moje oczy zostały przez nie zgwałcone ;A;


 Ech... i to "czytanie" książek o Minecrafcie . Nie rozumiem - jak można pisać książkę na podstawie gry? @_@

Cii tam, były ukazane życiowe problemy w krainie klocków

I ten barwny opis stawiania pochodni co 30 klocków, oraz nasza piękna inscenizacja tego zdarzenia...


 Kiedy po naprawdę DŁUGIM czasie opuściliśmy empik - poszliśmy coś zjeść. Na miejsce posiłku wybraliśmy... KFC.

Tak się zagadaliśmy, że w końcu nie poszliśmy do kina xD. Gadaliśmy o wielu rzeczach: muzyce, Putinie, zakonnicach...

 I babeczka przy kasie okantowała mnie o frytki ;_;. 

"Smutna historia z mojego życia."

Byłem w KFC. Zamówiłem Stripsy, Krushera i duże frytki, ale w ogólnym zamieszaniu nie zauważyłem, że babka w kasie nie dała mi frytek na tacę </3

Kuba przez dobre 5 minut głośno zastanawiał się czy w końcu brał te frytki czy nie.

Usiedliśmy obok majestatycznego drzewa, które prawdopodobnie było mutacją Bonzai i Jabłonki...  Bonzai + Jabłonka = Bonzionka. Nawiasem mówiąc - z tego drzewa sypały się liście... ;_;

I wtedy Kuba zaczął mówić coś o zakonnicach, więc zaczęliśmy zastanawiać się... co należy powiedzieć, gdy się spotyka zakonnicę..?


Kuba zrobił pierwszy krok, by wstać od stolika, ale widząc że my nie zamierzamy jeszcze ruszyć dupy, postanowił jeszcze posiedzieć.

 Niestety odkryłem, że w moich spodniach widnieje wielka dziura. Nie mam pojęcia skąd się wzięła, ale utrudniała chodzenie. Musiałem chodzić jak pingwin, bo była po wewnętrznej stronie nogi...

 A po KFC poszliśmy na lody xD I gdy tak szliśmy, to przebiegł koło nas taki... dziwny typ...



Babka od lodów nie mogła długo zrozumieć, że proszę o 2 gałki lodów w rożku, mimo że wyraziłam się jasno xD


Nasze smaki fajnie się ułożyły,  tylko Kuba wszystko zepsuł biorąc mango zamiast maliny... Mimo że powiedział, że weźmie gałkę o smaku snickersa...

To skomplikowane... jak nasza druga podróż do empiku. Tym razem Toster postanowiła kupić książkę

Kiedy w końcu skończyliśmy zakupy - udaliśmy się do sklepu spożywczego...

Najpierw była niesamowita jazda windą! Zamiast iść po schodach, to czekaliśmy 5 minut żeby wjechać piętro wyżej w ciągu 3 sekund

To się nazywa lenistwo,  ale w spożywczaku zrobiliśmy dość pokaźne zakupy.

Składające się w moim przypadku wyłącznie z Dumli. A w przypadku innych z H2O i pepsi... Kuba cały czas martwił się swoją dziurą w spodniach i wstydził się kucnąć, by podnieść 10 gr, więc Marta mu musiała pomóc

Dziurawe spodnie... Jeszcze od wewnętrznej strony - istny dramat dla mężczyzny.

Kiedy opuściliśmy spożywczak - usiedliśmy przed fontanną. Kuba zaczął się chwalić jakąś szyszką...

To była WYJĄTKOWA szyszka. Dostałem ją od Siostry Teresy.

Była piękna!
...
...
...
Znaczy... ta szyszka xD

To znaczy, że zakonnica towarzyszyła nam na każdym kroku? ;-;

No, a jak? Ona ma moc większą, niż sobie wyobrażasz...

Siostra Teresa czy szyszka..?

...


Po skończeniu zakupów zeszliśmy pod fontannę na małą sesje zdjęciową. Wreszcie zrobiliśmy sobie selfie pod fontanną! I to wszystkimi trzema telefonami x3


Na każdym zdjęciu wyglądam jak koczkodan.
Cokolwiek to jest...

 Niestety już o 17:50 poszliśmy na busa... po czym zorientowaliśmy się, że mamy odjazdy z dwóch różnych przystanków... ;_;

Orientacja w terenie lvl Marta
Oczywiście nie obyło się bez uścisków po czym ja i Mila puściłyśmy się biegiem na nasz przystanek

Ale ogólnie wyjazd się udał! W wakacje NA PEWNO będzie więcej takich ;)