2013-04-25

Głowa mnie boli. Sobota na roboczo.

 Wstałem jak zwykle około 11:00. Jako, że nie miałem nic ciekawego do roboty w domu, postanowiłem wyjść gdzieś z kumplami. Około o 15:30 przyszli po mnie Mike i Dean. 

 Pierwsze miejsce w które się udaliśmy było domem Dean'a. Chciał żebyśmy mu w czymś pomogli. Okazało się że chodzi o pomoc przy przetransportowaniu starej przyczepy kempingowej. 

 Gdy byliśmy już na miejscu - stwierdziłem, że siostra Dean'a jest O WIELE dziwniejsza niż moja...


 Po około godzinie udało nam się przenieść przyczepę na inną część ogródka. Najtrudniejsze w tym wszystkim było okiełznanie jego siostry, której EWIDENTNIE spodobał się Mike. Zaczęła rzucać w niego szyszkami. Po jakimś czasie Dean powiedział jej:


 I potwór miotający szyszkami zmienił się z potwora miotającego ziemią i błotem. Biegała za nami, do czasu, gdy podszedł tata Dean'a. Patrzył co robi jego córka. Akurat nawalała we mnie szyszkami, na co powiedziałem jej, że "Ja mam mocne nerwy, i może tak długo nawalać." I wtedy tata Dean'a rozbroił mój mózg...


 Po całym zdarzeniu stwierdziliśmy, że tata Dean'a wisi nam po piwie od łebka. Na pewno upomnimy się za jakieś 3 lub 4 lata. 

 Po "ciężkiej pracy" weszliśmy do domu Dean'a, zjedliśmy mu paluszki i wypiliśmy wodę. Posiedzieliśmy jakieś 30 minut. 
 Około 19.00 poszliśmy odprowadzić Mike'a. Po drodze /całkiem przypadkiem/ wstąpiliśmy do Alexy. Pogadaliśmy kilka minut. Cóż... akurat trafiliśmy na niefartowny moment...

[Pokłóciłam się z Angie, bo ona powiedziała, że Romek jej powiedział, że Gabi była z Rayanem, kiedy Stefan i Cassie...]


 Kiedy Mike był już w domu ja i Dean chcieliśmy iść do TESCO, ale niestety - pod TESCO stały 2 laski z równoległej klasy, więc wrodzona niechęć kazała mi iść gdzieś indziej.

 Poszedłem do najstarszego sklepu na rogu, jednak koło tego sklepu, przy przystanku stały ONE. Jedna z nich - Hanna, z którą chodziłem do podstawówki, prowadziła rower. Powiedziała że coś jej się zepsuło. Rzuciłem okiem. Ktoś jej musiał ładnie pierdyknąć rowerem...


 Jako dobrze wychowane dziecko - pomogłem jej prowadzić rower. Po kilku metrach się zdenerwowałem, bo ręka mi drętwiała od podnoszenia tylnej części roweru, więc wziąłem go CAŁEGO na ramię. Udało nam się go przenieść w ciągu 15 minut.

 Teraz mam takie chamskie otarcie na ramieniu...


 Jeżeli to prawda, że dobre uczynki wracają do nas wielokrotnie, to jej odpadną wszystkie kończyny... [*]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Kilka wskazówek dla komentujących:

#1 Staraj się, aby twój komentarz był rozwinięty (przynajmniej jedno zdanie)
#2 Pisz co myślisz i nie bój się dyskusji!
#3 Zostaw swój adres, abym mógł cię odwiedzić ;)