2013-04-21

Coś. Pożary mnie prześladują...

 Ten weekend był nawet niezły. Wstałem o 7:00 żeby pójść na 8:00 do kościoła, ale o 7:30 stwierdziłem, że wolę pospać. Wstałem ponownie o godz 9:00 i poszedłem na 11:30... przekonałem się, że czasami jednak WARTO wstać rano.


 O 11:30 w kościele była taka pani... Ona OKROPNIE krzyczy śpiewając... Nie raz przez nią wychodziłem z kościoła z migreną...

 O 14:30 wyszedłem po Dean'a - Kumpla z.klasy. Jak to zwykle bywa - umówiliśmy się pod kościołem, gdzie czekał Mike. Co prawda mieliśmy około 20 - minutowe opóźnienie, ale jakoś się zebraliśmy. Szliśmy przez jakieś osadniki. Było pięknie, ładnie, aż zobaczyliśmy COŚ.



 Wyglądało to na kontener, albo dom jakiegoś żula. W środku coś czarnego, co wyglądało jak smoła... albo błoto... ale my zinterpretowaliśmy to inaczej... Próbowaliśmy tam wejść, ale woleliśmy jednak "nie zagłębiać się w tym temacie"... Ominęliśmy to i poszliśmy dalej. Po drodze propagowaliśmy zabawę, która zwie się potocznie "darcie ryja". Cóż... zazwyczaj nie drę ryja, ale raz na jakiś czas można sobie pozwolić...

 Jakiś czas później zobaczyliśmy, że gdzieś za nami - w miejscu, w którym przechodziliśmy - unosi się okropny dym. Pożar. Przecież przed chwilą tam byliśmy! Przy okazji zauważyliśmy tam jakichś dwóch gości... 
 Co prawda przyjechała tam straż pożarna, ale niestety zdążyło spalić się ponad pół czyjegoś pola... Po chwili zjawiła się również straż miejska... Wysiedli z auta, podeszli do strażaków, a genialny Mike zaczął się śmiać i krzyczeć coś w stylu: "TEMPE PAŁY! ZOSTAWIŁYŚCIE OTWARTE SZUBY W AUCIE!"

 Po dłuższym czasie, kiedy znaleźliśmy się w jakimś lesie zobaczyliśmy, że coś wisi na drzewie... zaintrygowani zobaczyliśmy, że to... kurtka. Widać było, że wisi tam dość długo. Postanowiliśmy ją... przejrzeć...



 Ustaliliśmy, że należała do dawnego żołnierza, który został psychopatą, upił się i przeprowadzał operacje, na nieżywych ofiarach, po czym zostawił kurtkę, przy wejściu do tajnej bazy. W sumie to było dość prawdopodobne...

 Potem błąkaliśmy się po okolicy, aż doszliśmy do takiego "Mini Parku", gdzie jest scena i kilka drzew. Znaleźliśmy tam trzy kurwexy prezerwatywy, sześć butów i reklamówkę na zakupy. Widać, że odbył się tam żul-melanż!

 Gdy wracaliśmy do domów przechodziliśmy obok domu Simona. Wiecie... tego dnia chyba nie mieliśmy szczęścia do pożarów...



 Gdy mu to powiedziałem - nie uwierzył... powiedział, że jeśli kłamiemy, to nas zbije, bo będzie musiał zastopować grę, żeby zejść. W koszu były rozżarzone kamyki z pieca, bo podobno mu się zepsuł. W ogólnym rozrachunku przyszedł z wiadrem pełnym wody, i po prostu tam wlał.
I to lubię ! Po co robić sobie problemy z pożaru w koszu na śmieci?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Kilka wskazówek dla komentujących:

#1 Staraj się, aby twój komentarz był rozwinięty (przynajmniej jedno zdanie)
#2 Pisz co myślisz i nie bój się dyskusji!
#3 Zostaw swój adres, abym mógł cię odwiedzić ;)